Back 4 Blood - logo

Jakub Stremler

Popkulturowy kombajn lubujący się w literaturze weird fiction, filmowych horrorach, dobrej muzyce i grach wszelkiego rodzaju. Po godzinach studiuje game design i pielęgnuje pasję do sportu.

0 komentarzy

Recenzja Back 4 Blood. Dla jednych masa frajdy, dla drugich sposób na sen

Przyszła pora na premierę Back 4 Blood. Tytuł reklamowany jest jako następca serii Left 4 Dead i pracują przy nim też niektórzy twórcy wspomnianej serii. Czy gra Turtle Rock stanowi dobrą kontynuację wizji tego klasyka?

Na rynku istnieje cała masa produkcji przeznaczonych do rozgrywki w kooperacji. Wybicie się ponad znane tytuły nie jest łatwe, choć B4B otrzymało sporego kopa w postaci szeroko zakrojonej kampanii marketingowej. O grze jest głośno i trudno się dziwić, wszak twórcy raczyli nas nowymi materiałami praktycznie co rusz, a po drodze było kilka okazji do przetestowania wczesnej wersji tego tytułu za darmo. Teraz wreszcie doczekaliśmy się premiery.

Left 4 Dead 3? Prawie – to Back 4 Blood

Back 4 Blood - zrzut ekranu 2

Twórcy i wydawca od początku nie kryli się, że chcą skraść serca fanów Left 4 Dead. I bardzo dobrze, bo gdyby było inaczej, wyglądałoby to dość śmiesznie – nad grą pracowali nawet niektórzy deweloperzy, którzy współtworzyli wspomniane strzelanki wydane przez Valve. Widać to również w samej grze.

Back 4 Blood jest właściwie czymś, co można nazywać mianem nieoficjalnego Left 4 Dead 3. To bazująca na kooperacji strzelanka z zombiakami i charakterystycznymi przetrwańcami w roli głównej. Gracze zbierają wyposażenie, mordują hordy stworów i wykonują dane cele misji. Czasem zdarzy się też jakaś walka z bossem.

Dodatkowo w B4B pojawił się nawet tryb PvP nazwany „Rój”, w którym jedni gracze wcielają się w zombiaki, a drudzy w uzbrojonych po zęby ocalałych. Brzmi znajomo, nieprawdaż? Powtórzę: to w gruncie rzeczy następca serii Left 4 Dead. Samo Valve nie chciało jej kontynuować, więc zabrało się za to Turtle Rock.

Apokalipsa z przyjaciółmi lub botami

Back 4 Blood - zrzut ekranu 3

Głównym daniem produkcji jest rzecz jasna kampania. Ta jest całkiem długa, bowiem jej ukończenie zajmuje nawet kilkanaście godzin. Jak na grę tego typu, to zadowalający wynik. Dodając do tego tryb Roju i wyższe poziomy trudności, otrzymamy produkcję, która wystarczy na całkiem sporo czasu. A twórcy zamierzają rozwijać ją po premierze.

Kampanię naturalnie możemy przejść samotnie lub w kooperacji z maksymalnie trójką znajomych. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby ograć kampanię Back 4 Blood w samotności, współpracując z botami. Te nie są przesadnie mądre, ale nie uważam ich też za specjalnie głupie. Ot, przeciętni towarzysze do walki z hordami zombiaków.

Sama kampania wypada bardzo przyzwoicie. Podzielono ją na cztery akty, z czego każdy z nich ma parę misji – z wyjątkiem ostatniego aktu. Niemniej zadań nie brakuje, a każde z nich zabiera graczy do nieco innej lokacji. Podobnie sprawa wygląda z zadaniami, które również są różnorodne, choć czasem wybrane cele się powtarzają. W grze ratujemy ocalałych, zbieramy zapasy dla lokalnej ludności, eliminujemy hordy czy pomagamy w ewakuacji. Innymi słowy – standard, ale całkiem sensownie ułożony. Gra się w to dobrze i nie odczuwałem większego znużenia. Niezależnie od tego, czy grałem solo z botami, czy z innymi graczami online.

Back 4 Blood nie wynajduje koła na nowo, ale dobrze kombinuje

Back 4 Blood - zrzut ekranu 5

Gra jest solidnie wykonana. System poruszania się postaci oddaje nam całkiem sporo swobody i możemy – przykładowo – wdrapywać się na autobusy i mniejsze przeszkody. Dodatkowo ruchy naszych bohaterów nie są ociężałe i lokacje eksploruje się bardzo płynnie i przyjemnie.

Jeszcze lepiej wypada system strzelania. To nasze główne zajęcie w Back 4 Blood i deweloperzy wywiązali się z jego przygotowania na piątkę. Bronie mają odczuwalną moc, a jeśli gracie na PS5, dodatkowo spotęguje ją wsparcie funkcji DualSense. Z zombiakami walczy się bardzo przyjemnie i nie brakuje brutalnych momentów – niezależnie od preferowanego oręża.

Do dyspozycji mamy sporo broni: od pistoletów, przez strzelby i karabiny, aż po snajperki, maczety i siekiery. Każdą broń palną można też ulepszyć zbierając specjalne akcesoria, jak chociażby celowniki. Co więcej, każda spluwa posiada własne statystyki, więc w grze znajdziemy mikroskopijne elementy looter-shootera, bowiem znaczenie ma nie tylko typ broni, ale też to, jak wypada ona pod względem reprezentujących dany egzemplarz liczb. To całkiem ciekawe i na szczęście niezbyt nachalne rozwiązanie.

Największą innowacją względem innych, podobnych produkcji jest jednak system kart. Te wpływają na statystyki i umiejętności naszej postaci i możemy stworzyć sobie własną talię. Co ciekawe, nie wszystkie karty posiadają tylko pozytywne właściwości. Czasem ze sporym bonusem przychodzi pewne wyrzeczenie.

Choć system talii może się podobać, ja nie jestem jego fanem, ale to z uwagi na fakt, że budowa talii jest najmniej pasjonującym mnie elementem gier karcianych. Sam element losowania ulepszeń i/lub osłabień naszej postaci z niemałej puli to bardzo ciekawe urozmaicenie, które według mnie sprawdza się bardzo dobrze i sprawia, że rozgrywka jest mniej monotonna.

Back 4 Blood - zrzut ekranu

Nawet wliczając nowości i fakt, że każda z dostępnych w grze postaci ma specjalne właściwości i skille, Back 4 Blood to w gruncie rzeczy tylko i aż kooperacyjna strzelanka z zombiakami. Nowości są mile widziane, ale gra się w to podobnie do właśnie Left 4 Dead czy innych tego rodzaju produkcji. Myślę jednak, że jeśli lubicie taką formułę rozgrywki, powitacie omówione urozmaicenia z otwartymi ramionami. To zawsze coś świeżego i robi dobrą robotę – szczególnie jeśli gracie ze znajomymi.

Samemu też może być fajnie, ale…

Back 4 Blood - zrzut ekranu 6

Choć, jak już wspominałem, bawiłem się nieźle nawet w trakcie samotnej rozgrywki, Back 4 Blood nie jest w jej trakcie niczym zaskakującym czy nawet specjalnie dobrym. To stosunkowo prosta, niezobowiązująca strzelanka. Właśnie dlatego najlepiej sprawdzi się w kooperacji.

Nie mówię, że to zła gra, jeśli chcecie grać samotnie. Po prostu nie oczekujcie, że czymś Was zachwyci lub że będziecie się bawić nadzwyczajnie dobrze. Powiedziałbym, że Back 4 Blood bez współpracy ze znajomymi jest do bólu standardowym shooterem z zombiakami, który może Was nieźle wynudzić, jeśli nie jesteście wielkimi fanami takich strzelanek. Dobrym rozwiązaniem może być słuchanie podcastu lub oglądanie drugim okiem serialu w trakcie gry, ale czy na pewno o to chodzi? Zależy od osoby. Niestety, jeśli chcecie w pełni zaangażować się w grę i nie macie akurat pod ręką chętnych znajomych do co-opa, możecie się nudzić.

Prezentowana w grze historia jest kiepska i niezbyt wciągająca, ale nie mam jej tego przesadnie za złe, bo nie ona jest głównym elementem gry, a gameplay.

Audiowizualna nuda

Back 4 Blood - zrzut ekranu 3

Back 4 Blood nie jest brzydką grą. Wygląda dobrze pod względem czysto technicznym, ale na tym się kończy. W trakcie gry musiałem pamiętać, aby porobić zrzuty ekranu do tej recenzji, a zazwyczaj przychodziło mi to naturalnie, bo w trakcie rozgrywki widziałem potencjalnie interesujący lub po prostu ładny element lub scenerię. Tutaj tego nie było – B4B jest nudne wizualnie i prezentuje tak sztampową postakopalipsę, jak tylko się da. Wielka szkoda, bo z tego settingu da się wycisnąć dużo więcej, co pokazało chociażby Dying Light, które zachowuje realistyczny ton, ale wygląda przy tym dużo ciekawiej mając sześć lat na karku.

Podobnie jest z muzyką. Nie potrafię przywołać z pamięci ani jednego utworu, który słyszałem w trakcie rozgrywki czy w menu głównym. Nieco lepiej wypada reszta udźwiękowienia i przyznam, że idąc ciemnym korytarzem nietrudno zatopić się w klimacie.

No i ten klimat jest też tym, co dobrze wspiera audiowizualną stronę gry. Choć całokształt nie jest niczym specjalnie interesującym, w świat przedstawiony bardzo łatwo się wkręcić i jeśli zależy Wam na atmosferze, pod tym względem trudno się do czegoś przyczepić. Szkoda tylko, że gra nie ma trochę więcej własnej, unikatowej tożsamości.

Back 4 Blood wie, komu chce się spodobać

Back 4 Blood - zrzut ekranu 4

Back 4 Blood jest grą przeznaczoną stricte do kooperacji. Jeśli zamierzacie grać samotnie, poważnie rozważyłbym zakup. No chyba, że nie przeszkadza Wam granie z losowymi graczami po sieci. Myślę jednak, że jeśli nie macie z kim grać w co-opie, znajdziecie dużo lepsze, podobne tytuły, które nie stracą wiele w trakcie solowych sesji.

Z drugiej strony, fani kooperacji ze stałą ekipą do grania będą wniebowzięci. To bardzo solidna produkcja stworzona pod rozgrywkę ze znajomymi. Niestety, nie jest żadną tajemnicą, że nawet najgorszy tytuł stanie się lepszy, kiedy ogramy go z kumplami. Back 4 Blood co prawda absolutnie nie jest złą grą, ale nie ma sensu usprawiedliwiać go tym, że twórcy produkowali go właśnie pod kooperację. Jeśli gra pozwala na samotną rozgrywkę, to powinna być ona tak dobra, jak to możliwe. A ta jest tylko solidna.

potwór z 4 rękami z gry Back 4 Blood

Back 4 Blood

Solidna gra, ale dla niektórych to będzie za mało

Back 4 Blood nie zawodzi jako kooperacyjna strzelanka i właśnie jako takowa sprawdzi się najlepiej. Jeśli jednak zamierzacie grać w kampanię samotnie, z botami, możecie się wynudzić. Jeśli poszukujecie bardzo solidnej produkcji do pogrania ze znajomymi i/lub uwielbiacie Left 4 Dead, będziecie bardzo zadowoleni.

3.5

Plusy

  • To prawie jak Left 4 Dead 3 - fani serii będą zadowoleni
  • Satysfakcjonujący model walki
  • System kart to miłe urozmaicenie

Minusy

  • Bez znajomych do co-opa może nużyć
  • Nieciekawa historia
Rejestracja konta

Dołącz do grona użytkowników Planety Gracza

Chcesz brać udział w konkursach, wygrywać nagrody i wiedzieć o najnowszych premierach jako pierwszy? Zarejestruj się i dołącz do naszej społecznośći.
Rejestrując się, akceptujesz regulamin naszego serwisu

Masz już konto? Zaloguj się