W obronie Netfliksa. Czy reklamy to naprawdę taki zły pomysł?

Netflix - reklamy w serwisie znów podzieliły społeczeństwo
Felieton PG Exclusive

Decyzja platformy Netflix, by wprowadzić reklamy do jednego ze swoich pakietów, wzbudza ogromne emocje wśród widzów – choć nie do końca zasłużenie.

Tradycyjnie już, w temacie Netfliksa obserwuję w mediach społecznościowych ogromną ilość jadu, jaki wylewa się na platformę. „Jak Netflix wprowadza reklamy, to ja wypowiadam umowę” – piszą średnio raz w miesiącu ci sami użytkownicy. Jako filolożka z wykształcenia ubolewam tu przede wszystkim nad zanikiem umiejętności czytania ze zrozumieniem; serwis od początku mówił bowiem, że reklamy będą opcjonalnie dostępne tylko w jednym pakiecie. Cała reszta może nadal płacić więcej i oglądać wszystko bez reklam. Ile jeszcze trzeba będzie to ludziom tłumaczyć – nie wiem, mam zresztą wrażenie, że kampania informacyjna może nie być dobrym rozwiązaniem. Trzeba chyba będzie zaczekać, aż widzowie przekonają się o wszystkim na własnej skórze, o ile do tego czasu wytrwam na stanowisku.

Opinia publiczna wybrała sobie kozła ofiarnego, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że Netflix nie jest pierwszym serwisem wprowadzającym reklamy. Reakcja może wynikać z faktu, iż w Polsce do tej pory raczej nie spotykaliśmy się z takim rozwiązaniem; w Stanach jest ono jednak dość powszechne. Polacy przyzwyczajeni do systemu, w którym reklamy znajdują się raczej w bezpłatnych serwisach, mogą więc być zaskoczeni sytuacją. Nie będzie ona natomiast dziwna dla użytkowników portalu Player; tam do wyboru są dwa pakiety, ten z reklamami jest do tego ponad 50% tańszy niż opcja całkowicie pozbawiona reklam. Jak widać, jakoś to jednak działa nawet w polskich warunkach – dlaczego więc tak bardzo protestujemy przeciwko Netfliksowi?

Jak sobie pościelesz…

Platforma dość paradoksalnie nie cieszy się wysoką opinią w naszym kraju. Netfliksowi zarzuca się, że pakiety są zbyt drogie, jakość produkcji zbyt niska, a do tego w wielu tytułach widać tzw. poprawność polityczną. O ile nie zamierzam odnosić się do ostatniego z zarzutów, to z dwoma wcześniejszymi częściowo się zgodzę. Rzeczywiście, najdroższy abonament kosztuje 60 zł – najwięcej spośród dostępnych w Polsce serwisów streamingowych. Jeśli komuś zależy na jakości 4K lub chce się podzielić kontem z domownikami, jest niejako skazany na tę właśnie opcję; najtańszy pakiet za 29 zł nie oferuje takich „luksusów”. W kwestii jakości natomiast otrzymujemy w zasadzie to, czego sami chcieliśmy. Narzekamy na poziom filmu 365 dni: Ten dzień, ale wyniki jego oglądalności mówią tu same za siebie. Z punktu widzenia analityków Netfliksa, przyglądających się wyłącznie suchym liczbom, można tu odnieść wrażenie, że właśnie w takie produkcje warto inwestować; gdyby nie to, widzowie nie spędziliby przy nich 78 milionów godzin w ciągu pierwszych dni od premiery.

Czy reklamy mają tu rację bytu? Wiele zależy od tego, jak Netflix je zrealizuje. Gdyby 20-minutowy odcinek serialu był co 5 minut przerywany choćby półminutową, ale niedającą się pominąć reklamą, byłaby to rzeczywiście dość irytująca opcja. Niewielką ceną za możliwość korzystania z tańszego pakietu byłyby natomiast reklamy wyświetlane wyłącznie przed rozpoczęciem samego programu. Kwestię opłacalności rozważymy więc dopiero później, gdy pojawią się wreszcie konkrety na temat pakietów; jak na razie poza oficjalnym komunikatem nie wiadomo tak naprawdę nic. Czy jest zatem sens gdybać i tworzyć własne scenariusze? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Radość z marudzenia

Jedną z cech stereotypowo przypisywanych Polakom (co ciekawe – głównie przez innych Polaków) jest nadmierna skłonność do narzekania. Mam dziwne wrażenie, że to właśnie objawia się w temacie Netfliksa. Pomarudzę więc trochę na to, jak to kapitalistyczny gigant szuka dodatkowych funduszy, choć ma przecież moje 60 zł miesięcznie, a za tydzień, kiedy afera już nieco się uspokoi, przejdę po cichu, bez chwalenia się nikomu, na tańszy pakiet. Reklamy bombardują mnie przecież codziennie z każdej strony; jeśli obejrzę jedną więcej, korona mi z głowy nie spadnie – a przynajmniej w portfelu zostanie przysłowiowa dycha więcej. Za rok nie będę już nawet pamiętać, o co tak naprawdę szło w całej dyskusji. Tematów do narzekania za to mi nie zabraknie; kto wie, może kiedyś tańszy pakiet trafi też do HBO Max i Disney+? W sprawie reklam na drugim z serwisów pojawiają się już pierwsze pogłoski. Wygląda na to, że najbliższe lata będą bardzo zabiegane; argumenty do kolejnej wojny o reklamy same się nie przygotują.

Sama w decyzji o wprowadzeniu reklam widzę próbę odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Gdy Netflix zaczynał działalność, konkurencja była daleko w tyle. Na filmy chodziło się wtedy do kina, a na seriale – czekało się, aż znajdą się w telewizji. Dziś platforma musi sobie radzić w morzu konkurencji i stale próbować zaspokoić gusta coraz wybredniejszych użytkowników. Osobiście więc przyklaskuję Netfliksowi i życzę powodzenia w realizacji planu. Tylko dlaczego czuję się przy tym jak adwokat diabła?

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie