Koniec Świata według Kiepskich to też koniec pewnej epoki – kiedy życie było prostsze

Świat według Kiepskich - nostalgiczna opowieść o prostszych czasach
Felieton PG Exclusive

Świat według Kiepskich zakończono, a wraz z nim skończyła się pewna epoka w polskiej telewizji. I przyznaję to nawet ja – osoba, która nie śledziła kolejnych pomysłów Ferdka i spółki.

Polska weszła do Unii Europejskiej, prezydent wraz z pasażerami zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, współorganizowaliśmy Euro 2012. Polska dwukrotnie pokonała Brazylię w meczu o mistrzostwo świata w siatkówce. Przez ostatnie 23 lata wydarzyło się mnóstwo, a elementów wspólnych było niewiele. Jednym z nich byli jednak Kiepscy, cały czas stojący na straży tradycyjnej telewizji. Dziś pora wyłączyć telewizor, lecz pozwólmy sobie przy tym na nutę nostalgii.

Kręci cement betoniara

Przyznam, że decyzja Polsatu ruszyła pewną strunę nawet w moim sercu. Gdy Świat według Kiepskich debiutował w polskiej telewizji, miałam 8 lat, w mieszkaniu był jedynie 13-calowy telewizorek, a do tego wydano mi zakaz oglądania „programów nieprzeznaczonych dla dzieci”. Dzieckiem byłam grzecznym, więc przestrzegałam zasad; zresztą od zawsze i tak wolałam książki. Z tego względu ominęły mnie produkcje, które na swój sposób wychowały pokolenie lat 90.: Świat według Bundych, Xena: Wojownicza księżniczka, a nawet Pokemony i Czarodziejka z Księżyca. Oczywiście Ferdek Kiepski ze swoim niefrasobliwym podejściem do życia, uwielbieniem dla piwa i zamiłowaniem do słowa „dupa” też trafił na czarną listę. Bohaterowie Kiepskich funkcjonowali więc gdzieś obok, pomiędzy Pikachu i Peggy Bundy, nie działając na mnie w żaden sposób. Tak przynajmniej myślałam do dzisiaj.

Jako dorosła już osoba z zaskoczeniem brałam udział w absurdalnych toastach z serialu i słuchałam opowieści znajomych o tym, co widzieli niedawno „u Kiepskich”. Nikt nie wymawiał pełnego tytułu; wszyscy traktowali rodzinę Ferdka jak starych, dobrych znajomych, których w każdej chwili można odwiedzić. Może i jest tam trochę dziwnie, może i toaleta na korytarzu nie jest zbyt komfortowa, a sąsiedzi czasem zawracają głowę; za to jest tam swojsko, dobrze i bezpiecznie. Ferdek poczęstuje Mocnym Fullem, Halinka wróci zmęczona z dyżuru, ale gościnnie postawi na stole paluszki w szklance z duraleksu. Kiepscy wzbudzają tu pewną tęsknotę za prostszym życiem. I choć widzimy, że bohaterom w istocie nie wiedzie się najlepiej (a najlepszym przykładem jest tu Halinka, z zawodu pielęgniarka), to trochę im zazdrościmy. Może to i nie taki zły pomysł: uznać, że w tym kraju nie ma pracy dla osób z moim wykształceniem, a następnie zasiąść w fotelu przed telewizorem?

Jedzie ksiądz na karuzeli

Z jakiegoś powodu do dziś pamiętam pewną scenę ujrzaną w dzieciństwie w Miodowych latach. „Biegnie, biegnie renifer, grzeje go kaloryfer” – proponował Norek, gdy wraz z Karolem chcieli ułożyć świąteczną piosenkę. Propozycja się Krawczykowi nie spodobała, ostatecznie stanęło na innej wersji; ja jednak ciągle mam przed oczami poczciwego Norka, który stale zabiegał o uwagę przyjaciela. Podobnie miło wspominam wieczne problemy bezimiennego Posterunkowego (Rodzina zastępcza), liczne randki Jacka Przypadka (Lokatorzy), a nawet klasyczne „niepoprawne politycznie” wygłupy Czarka (13 posterunek). Przypuszczam, że gdybym miała więcej wspomnień związanych ze Światem według Kiepskich, trzymałabym je w tej samej szufladce swojego umysłu. Nie sposób nie myśleć o tych latach z rozrzewnieniem, z nostalgią, z tęsknotą za czasami, kiedy życie naprawdę było prostsze. Niestety dziś żaden Netflix mnie do tego nie cofnie – choć trochę żałuję.

Świat według Kiepskich był ostatnim klasycznym serialem, z jakim mogli zapoznać się dziś widzowie. Zapewne nie zawsze trzymał równy poziom (o czym może świadczyć zresztą spadek widowni); dziś publiczność oczekuje też raczej czegoś innego. Czas zadziałał tu na niekorzyść również pod innym względem; otoczenie Ferdka niestety powoli umiera. Czy to pamiętani jeszcze z początków serialu Babka Kiepska (Krystyna Feldman) i listonosz Edzio (Bohdan Smoleń), czy też zmarli już po nakręceniu ostatnich odcinków odtwórcy ról Boczka (Dariusz Gnatowski) i Paździocha (Ryszard Kotys) – wokół Ferdka zaczyna brakować ludzi. On sam staje się zresztą coraz bardziej zgorzkniały i chamski. Być może to dobra pora, aby rzeczywiście dopić piwo, po raz ostatni zapytać Halinki, czy śpi i wreszcie, po 23 latach, zgasić światło na dobre. Łatwo nie będzie, ale pora się pożegnać z ostatnią polską klasyczną produkcją.

Dziś i ja jestem w żałobie po Kiepskich. Dziś i ja nad puszką Mocnego Fulla będę wspominać rzeczy, które się fizjologom nie śniły. No to… jedzie ksiądz na karuzeli!

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie