Recenzja Ori and the Will of the Wisps – piękna bajka z morałem

Kończąc Ori and the Blind Forest miałem wrażenie, że jest to już ten poziom opowieści i taka dawka emocji, po których nie trzeba już nic więcej. Gra oczarowała mnie bardzo. Zresztą, wystarczy zerknąć na recenzje tego tytułu, aby przekonać się, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Czy druga część dotrzymała kroku pierwszej?

Moon Studios wyszło najwyraźniej z innego założenia i postanowiło zmierzyć się z tematem ponownie. Fakt, że zajęło im to pięć lat i przez ten czas wielu uparcie pukało się w głowę, ale po ograniu kontynuacji, jestem zdania, że warto było spróbować i udało im się zrobić kolejną grę, od której nie sposób się oderwać. Zgoda – mieli już przetarte szlaki, a Ori and the Will of the Wisps z pewnością nie jest tak zadziwiające jak pierwowzór, ale trudno mu odmówić uroku. Dalsze przygody leśnego duszka są równie ekscytujące, a momentami również wzruszające – jak poprzednio. A całość to wspaniała bajka i przepiękna opowieść.

Jeśli skończyliście pierwszą część, to na pewno pamiętacie finałową walkę, której efektem było sporo nerwów po stronie gracza, jak również jajko. Jak na tego typu pojemnik przystało, zawierało ono pisklę, wykluwające się z początkiem drugiej odsłony. Dzięki temu zyskujemy druha i sporo problemów, których rozwiązanie stanowi całą fabułę gry. Wspomniane pisklę to Ku. Biedaczysko przepada nam po straszliwej burzy, a na dodatek wszędzie mrok! A więc są dwa zadania – odnalezienie zaginionego młodocianego przyjaciela oraz rozświetlenie przemierzanej krainy.

Wędrówka po zacienionym świecie obfituje w całe mnóstwo skakania, zbierania oraz eksploracji sporych map. Absolutną nowością są zadania dodatkowe. Nie mają znaczenia dla wątku fabularnego, ale zdecydowanie warto poświęcić im czas i trochę wysiłku, bo można w ich trakcie znaleźć całe mnóstwo przydatnych rzeczy. Dodatkowym atutem jest atrakcyjność i rozmaitość zadań. Mamy tu klasyki w postaci prób czasowych czy poszukiwań zaginionych przedmiotów, ale pojawiają się tez miejscówki z postaciami zajmującymi się handlem. Ważne jest to, że wszystko dzieje się na dużych obrotach, podobnie jak główny watek.

A skoro o fabule, tooo – jeśli nie graliście w pierwszą część, to nie poczujecie nic szczególnego. Po prostu dynamiczna, świetnie skonstruowana historia, wypełniona całą masą elementów zręcznościowych, ale mająca zdecydowane przesłanie. Jeśli jednak mieliście do czynienia z „jedynką”, to z pewnością traficie na kilka nawiązań, a czasami nawet podobieństw. Tak czy siak, niezależnie czy to debiut czy powrót po latach, gra oferuje ogromną dawkę emocji i bawi w wyszukany sposób.

Świetne jest to, że dostajemy grę kompletną. Bez większych baboli, do których zapewne przywykliście w przypadku dużych produkcji, kiedy tak naprawdę, to my gracze stajemy się testerami i wyłapujemy błędy. W przypadku nowego Ori jest tego naprawdę niewiele. Jeden drobiazg, o którym moim zdaniem nie warto się rozpisywać, gdyż przykrywa go dynamiczna akcja, klimat, oprawa graficzna oraz oczywiście genialnie skrojona historia. Wspomnę więc tylko, że przytrafiło się kilka spadków płynności, ale nie przeszkadza to w rozgrywce.

Przejście Ori and the Will of the Wisps zajęło mi nieco ponad 13 godzin. Nie ukrywam, że poza wątkiem głównym zaliczyłem sporo misji pobocznych, ale oczywiście nie wszystkie. Myślę, że do odwiedzenia wszystkich miejscówek potrzebowałbym jeszcze ze cztery, a może pięć godzin. Oznacza to tyle, że jak na współczesne standardy, dostajemy porcję rozrywki o rozsądnej długości. Poza tym to platformówka, a nie RPG! Zresztą, rzecz która mnie najbardziej wnerwia, to sztuczne wyciąganie czasu gry – poprzez wprowadzanie nonsensownych utrudnień, albo powielanie elementów poziomów, czy dorzucanie bossów. Nie, nie tu! Tu jest konkretnie i tyle ile trzeba, żeby zakończyć zabawę z wypiekami na twarzy.

Ori and the Will of the Wisps jest na tyle fajna, że wrócę do niej na pewno, żeby zobaczyć miejsca, w których jeszcze mnie nie było i poodkrywać kilka sekretów. Myślę, że jest tam jeszcze tak dużo smaczków, że z pewnością nie będę się nudził. Tym razem role się zwyczajnie odwrócą i główny wątek będzie jedynie pretekstem do eksploracji mapek. Z pewnością skuszą mnie też osiągnięcia, których jeszcze nie zdobyłem. Możliwe, że za drugim razem spróbuję szczęścia na PC. Właśnie! Zapomniałem wspomnieć, że najnowsze przygody Ori są dostępne także na komputery.

Pod względem miodności, płynności, frajdy i atrakcji w trakcie, Ori trudno porównywać do innych produkcji. Oczywiście poza pierwszą częścią. Myślę sobie, że jak dla mnie, w zupełnie prywatnym rankingu, jedynym zawodnikiem zdolnym wytrzymać taki konkurs, jest Rayman Legends. Oba tytuły mają genialnie zaprojektowane mapy, pięknie zgrane dźwięki i warstwę wizualną oraz rewelacyjne sceny walki z bossami. Po prostu wszystko w tych grach jest tak, jak powinno się to robić. Dlatego trudno się dziwić, że gracze są nimi zachwyceni. Jedyną różnicą jest zdecydowanie bardziej mroczna fabuła i setting Ori.

W związku z tym co napisałem przed chwilą, Ori and the Will of the Wisps nie można zakwalifikować do grona gier łączących pokolenia. Pozory tutaj mylą. Mimo bajkowego charakteru i przepięknej oprawy audio-wizualnej, nie można popadać w złudzenia. Najnowsze przygody Ori mają dość ciężkawy nastrój i przesłanie, które nie napawa optymizmem. Tak więc, jeśli planowaliście posadzić przed ekranem dzieciaki, to zalecam zaczekać nieco i dać im coś lżejszego. Niech wdrażają się w gatunek i poznają inne ciekawe gry, ale na Ori niech poczekają, jak do niego dorosną.

Ori and the Will of the Wisps to tytuł, o którym jeszcze kilka lat temu napisałoby się w recenzji, że jest wręcz idealny na konsole. Faktycznie, tego typu produkcje raczej omijały PC, a konsolowcy z dumą mówili – pad to jest to! Obecnie różnice bardzo mocno się zacierają. Nowe Ori jest dostępne na Xboxa i PC, a na dokładkę trafiło do Xbox Game Pass.

Jeśli ktokolwiek obawiał się, że Ori and the Will of the Wisps będzie kalką po swoim słynnym poprzedniku, to jest w wielkim błędzie. Te kilkanaście godzin, które spędzicie rozświetlając pochłonięte mrokiem krainy, to coś najfajniejszego co mogło was obecnie spotkać. Ta na pozór niewinna platformówka niesie z sobą potężną dawkę emocji i jestem pewny, że każdy przeciętnie wrażliwy człowiek, pozostanie po niej z garścią przemyśleń.

Plusy

  • przepiękna grafika
  • świetnie opowiedziana historia
  • morał i przesłanie
  • klimat
  • długi czas rozgrywki
  • misje poboczne
  • bardzo udany powrót

Minusy

  • drobne problemy z płynnością

Ocena 4,5/5

Krzysztof Żołyński

Krzysztof Żołyński

Gra w gry! Od kiedy w Pewexie można było kupić Atari :) Od 1995 roku pisze o grach i technologiach. Uwielbia konsole, PeCety mniej, ale toleruje. Gdy nie gra, rozmyśla w co by tu zagrać, a także podróżuje, czyta, jeździ na koncerty i robi masę zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ: