„A historii tego swetra i tak byś nie zrozumiał”. Kultowe teksty z polskich filmów i seriali

Kultowe teksty z polskich filmów - używamy ich też na co dzień
PG Exclusive Publicystyka

„A jeżeli będą chcieli pójść do muzeum lotnictwa, to zabierzesz ich do muzeum lotnictwa”. Dziś bierzemy na tapet kultowe teksty z polskich filmów oraz – choć w mniejszym stopniu – seriali.

Chłopaki nie płaczą i Kiler, ale też masa starszych filmów czy seriali – w zaczerpniętych z nich powiedzonkach do dziś mogła przetrwać pamięć po dobrym polskim kinie. O ich pochodzeniu niestety łatwo zapomnieć, zwłaszcza gdy jednocześnie funkcjonuje… kilka wersji tego samego cytatu. Sprawdźmy więc, jakie popularne teksty wywodzą się z filmów – lecz uprzedzam, że nie będzie to chronologiczna podróż.

Dzień dobry, cześć i czołem! Pytacie, skąd się wziąłem?

Co szczególnie ciekawe, kultowe teksty z polskich filmów Stanisława Barei przetrwały do dziś nie tylko w ustach osób wychowanych jeszcze w poprzednim ustroju. Ja sama, osoba urodzona w latach 90., a więc trochę już po upadku komunizmu, znam poszczególne produkcje na pamięć. Być może swój wpływ ma tu hasło “Bareja wiecznie żywy”; postać kultowego reżysera przyjęliśmy jako kogoś, kto również dziś umiejętnie punktowałby poszczególne absurdy współczesności. Skoro jednak brakuje zarówno jego samego, jak i ewentualnego następcy, posługujemy się tekstami sprzed lat, całkiem uniwersalnie przecież stwierdzając, że “jak jest zima, to musi być zimno”, a dany człowiek jest “z twarzy podobny zupełnie do nikogo”. Warto też zapamiętać, że “wszystkie Ryśki to porządne chłopy”, zamiast Londynu jest Lądek Zdrój, zaś najbliższy czynny taras widokowy dla odprowadzających może się znaleźć dopiero we Wrocławiu.

Bareja miał oko do absurdalnych sytuacji. Ich upamiętnienie pokazuje nam zresztą, że niektóre kwestie w Polsce nie zmieniają się tak łatwo. Może i dziś w kiosku Ruchu nie sprzedają już mięsa, ale zawsze znajdzie się jakiś Jarząbek gotowy śpiewać do szafy, transport zaplanowany na 11:05 nadal odjeżdża “no chyba o pierwszej”, a o niektórych wciąż można powiedzieć, że “mąż jest z zawodu dyrektorem”. Niestety reżyser nie dożył nawet transformacji ustrojowej, nie mówiąc już o XXI wieku. Niech więc ustęp o Barei podsumuje stworzony przez niego na potrzeby serialu Alternatywy 4 Józef Balcerek: “Szkoda Ziutka, dobry był z niego herbatnik. Mógł jeszcze pożyć”.

You talkin’ to me?

Niektóre teksty z filmów stają się tak kultowe, że… trafiają do innych filmów. Przypomnijcie sobie choćby momenty z Kilera, gdy tytułowy bohater (Cezary Pazura) przed lustrem odgrywa sceny z poszczególnych produkcji. Mamy tu więc Jurka Kilera jako Johna McClane’a ze Szklanej pułapki, Travisa Bickle’a z Taksówkarza, ale też… Franza Maurera z Psów. Zdania “Co ty wiesz o zabijaniu” i “Ty stara dupa jesteś” w oryginale nie padły akurat łącznie; mimo to stanowią wyraźne nawiązanie do postaci zagranej przez Bogusława Lindę w filmie, w którym sam Pazura też zresztą się pojawił. W ten sposób polskie filmy tworzą coś w rodzaju swoistego metaświata, a momentami wręcz multiwersum; poszczególne produkcje pojawiają się tu zupełnie nieprzypadkowo i funkcjonują gdzieś obok siebie w specyficznej symbiozie.

Można też odnieść wrażenie, że w centrum wspomnianego świata znajduje się sam Cezary Pazura. Aktor tak charakterystyczny, który na przestrzeni lat wcielił się w tyle niepowtarzalnych ról, wyraźnie bawi się popkulturą i wzajemnymi odniesieniami do swoich własnych produkcji. Podobna sytuacja ma przecież miejsce w serialu 13 posterunek, gdzie ekranowy Cezary Cezary nie cytuje wprawdzie swoich dawnych kolegów z planu, ale jest wyraźnie świadomy, że taki film istnieje. Co więcej – prawdopodobnie go widział, skoro ma o nim wyrobioną opinię, głoszącą zresztą, że te psy “tylko strzelają i przeklinają. Potem młodzież to ogląda. I też przeklina.”. Mamy tu więc do czynienia ze swoistym paradoksem; Czarek musiałby przecież zobaczyć na ekranie… samego siebie w roli Waldemara Morawca “Nowego”. Jak widać, w Polsce nie musimy oglądać najnowszego Doktora Strange’a czy Wszystko wszędzie naraz; koncepcję multiwersum mamy doskonale opanowaną, a naszym Doktorem Strangem jest Cezary Pazura.

Dzień dobry, zastałem Jolkę?

Nie na Pazurze jednak kończą się odniesienia do innych filmów. Oddzielną kategorię w tej kwestii stanowią animacje, które coraz częściej tworzone są tak, by odpowiadały zarówno dzieciom, jak i starszym widzom. Zasługa w tym oczywiście twórców tłumaczeń, z Bartoszem Wierzbiętą na czele. To właśnie on w usta głównego bohatera w Shreku 2 włożył pytanie, czy jest suchy chleb dla konia. Być może młodsi czytelnicy nie pamiętają, ale dokładnie o to samo pytał grany przez legendarnego Jaremę Stępowskiego bohater serialu Wojna domowa. Pytanie o suchy chleb dla konia i mniej lub bardziej absurdalne odpowiedzi, jakich udzielali mu mieszkańcy warszawskiej kamienicy, stały się jednym z najbardziej charakterystycznych tekstów w całej produkcji Jerzego Gruzy.

Nieco później, bo w filmie Shrek Forever, również pojawia się subtelne odniesienie do jednej z polskich produkcji. Tym razem elementem wspólnym jest udział Jerzego Stuhra, którego głosem przemawia filmowy Osioł. Gdy więc jego czworonożny bohater śpiewa: „Mnie już nic nie boli, od kiedy nie zastałem Joli”, Bartosz Wierzbięta puszcza oczko do starszych widzów, tych zaznajomionych z filmem Seksmisja. To właśnie tam grany przez Stuhra Maks Paradys „próbuje zastać Jolkę”, co w efekcie przekłada się i na scenę w Shreku. Autor polskiego scenariusza zastosował już taki zabieg; w pierwszej części serii Osioł chwali się przecież, że „śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”, już wtedy nawiązując do artystycznej działalności Jerzego Stuhra; to jednak całkiem inna historia.

Coco jambo i do przodu

Dlaczego tak właściwie niektóre filmy znamy na pamięć? Inżynier Mamoń z Rejsu prawdopodobnie powiedziałby, że “przez reminiscencję”. Klasyki polskiego kina każdy z nas oglądał tyle razy, że najzwyczajniej w świecie udało im się utrwalić w pamięci widza. Być może to więc nie do końca prawda, że w polskim filmie nic się nie dzieje, a dialogi są niedobre; po prostu trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać.

Na tej zasadzie może dziś funkcjonować Grzegorz Brzęczyszczykiewicz pochodzący z Chrząszczyżewoszyc w powiecie Łękołody. Grzegorz vel Franek Dolas (grany przez Mariana Kociniaka) to przecież fenomen sam w sobie. Premiera Jak rozpętałem drugą wojnę światową odbyła się w 1969 roku, a więc wtedy, gdy ani mnie, ani moich redakcyjnych kolegów, ani – szacuję – 99% naszych czytelników nie było jeszcze na świecie. Mimo to postaci Grzegorza Brzęczyszczykiewicza nie trzeba, jak sądzę, przedstawiać nikomu z Was – choć kto tak naprawdę by spamiętał nazwiska Polaków.

Wiele z filmowych powiedzonek przeszło ponadto do używanego na co dzień języka, co też wpływa na możliwość ich zapamiętania. Niech pierwszy rzuci popcornem ten, komu nigdy nie zdarzyło się wysiąść z auta po długiej podróży i w zupełnie nowym miejscu uznać: “bunkrów nie ma, ale też jest zaj***ście”. Na podobnej zasadzie (zresztą dzięki temu samemu bohaterowi) trzeba czasem odpowiedzieć sobie na “zaj***ście, ale to zaj***ście ważne pytanie – co lubię w życiu robić”. Filozofia życiowa Laski, syna króla sedesów, wywarła ogromny wpływ na wiele osób, które już lata temu (Chłopaki nie płaczą, choć trudno w to uwierzyć, mieli premierę w 2000 roku) dowiedziały się, że nie można być takim materialistą i trzeba się wyluzować. Krótko mówiąc: coco jambo i do przodu – nawet jeśli nie jesteście znajomymi Piaska ani nie macie Paszportu Polsatu.

Memory, find… Siara. I wszystko jasne!

Wyrażenia mające już swoje stałe miejsce w polskim słowniku – nawet jeśli nie zawsze wszyscy zdają sobie sprawę z tego, skąd tak naprawdę się wzięły – nie pochodzą jednak wyłącznie z Chłopaków. Ile razy słyszeliście choćby: “Marian, tu jest jakby luksusowo” (Kogel-mogel), “Nie kop pana, bo się spocisz” (Kingsajz), “Mają rozmach, skur***yny” (Kiler) czy nawet “Ja jestem kobieta pracująca – żadnej pracy się nie boję.” (Czterdziestolatek)? Tego typu teksty z polskich filmów funkcjonują w języku już od dawna; “najmłodszy” tytuł spośród wymienionych miał premierę 25 lat temu. Mimo to stale są przekazywane niemal z pokolenia na pokolenie. Nawet w obliczu coraz bardziej ekspansywnych młodzieżowych zmian w języku wierzę, że wiele z tych powiedzeń przetrwa jeszcze długo po pokoleniu dzisiejszych trzydziestoparolatków.

Czas w tym przypadku może zresztą działać na różne sposoby; niestety nie zawsze korzystnie. Po latach przy kolejnym seansie może się okazać, że dana linia dialogu brzmiała zupełnie inaczej niż ją zapamiętaliśmy. Taki los spotkał choćby Hansa Klossa z pamiętnej Stawki większej niż życie. Serial wojenny z lat 60. został zapamiętany nie tylko ze względu na samą postać nieustraszonego polskiego szpiega w niemieckim wywiadzie, który – jak śpiewał o nim lata temu Olaf Deriglasoff – “niczego się nie boi, z niebezpieczeństwa drwi, bez trudu przejdzie nawet przez zamknięte drzwi”. Stawka wsławiła się również oryginalnymi tekstami.

Jak się okazuje, wiele osób używa ich niepoprawnie. Ani razu nie padło w serialu choćby słynne “Nie ze mną te numery, Brunner”. Trudno właściwie powiedzieć, kiedy doszło do pomyłki i upowszchnienia błędnej wersji; w istocie Kloss wypowiada niby podobne, a jednak tak różne “Takie sztuczki nie ze mną”. Podobnie nigdy nie nazwał Brunnera “świnią”, choć trzeba przyznać, że wobec Niemca padały różne określenia; wśród nich prym wiodła nieco wyrazistsza (i poprawniejsza, świnie są wszak przesympatycznymi stworzeniami) “kanalia”.

Być może, gdyby Stawkę kręcono później, a za scenariusz zabrał się Mikołaj Korzyński, wybór obelg kierowanych w stronę niemieckiego oficera byłby nieco barwniejszy. O ile ciekawiej dziś brzmiałoby: “Jeżeli o ciebie chodzi, Brunner, to nie wróżę ci żadnych rewelacji. Kaczka – to maks, co może z ciebie być.

Promocje

Zobacz wszystkie
Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie