Valve znów przypomina nam, że robi gry, ale zaczyna to już być męczące

Valve znów przypomina o tym, że robi gry, ale mam już tego dość
Felieton PG Exclusive

Niegdyś wielki gigant wydający legendarne tytuły dziś słynie raczej ze sprzętu, CS-a i Steam. Valve znowu postanowiło przypomnieć, że nowe gry powstają, ale mam wrażenie, że słyszę to raz do roku od jakiś 6 ostatnich lat. Czasami te słowa się spełniają, ale co mi po tym, skoro ich efektem jest gra na VR albo pierdółka na Steam Deck’a?

Valve po dziś dzień kojarzone jest jako jeden z największych i najbardziej zasłużonych deweloperów. Wystarczyło tylko powołać do życia serię Half-Life, aby gracze z całego świata oszaleli. Nie będę ukrywał, że sam trochę tego „szaleju” też się najadłem, a do „dwójki” wracam dość regularnie. Zresztą, Portal czy Left 4 Dead to inne przykłady geniuszu firmy Gabe’a Newella. Udane co najmniej tak samo, jak wspomniane HL.

Miłe złego początki

Czy pałam niewymiarową miłością do cyklu o Gordonie Freemanie, Kombinacie i rzucaniu różnymi przedmiotami w NPC-ów? Z pewnością nie tak, jak niektórzy. Ów „niektórzy” to internetowi zwolennicy teorii spiskowych, łączący ze sobą każdy drobny detal, aby tylko odnaleźć poszukiwaną od lat cyferkę „3” w jakichkolwiek informacjach przedstawianych przez dewelopera. Gdy parę lat temu plotki o Half-Life 3 odżyły, sam w pewien sposób zafiksowałem się na punkcie łączenia kropek. Te ostatecznie prowadziły na manowce, ale firma udowodniła, że potrafi jeszcze tworzyć gry. I tak powstało Half-Life Alyx, czyli gra tak świetna, że aż w nią nie zagrałem.

I chyba z tym mam największy problem, jeżeli chodzi o Valve. Gabe Newell nie ukrywa, że ma większe ambicje niż wyjmowanie pieniędzy z portfeli użytkowników Steam i wydanie raz na jakiś czas jakiejś gry, aby uciszyć niedowiarków. Miliarder od lat zapowiada wkroczenie na kolejny poziom świadomości i to nie tylko graczy, ale ludzkości w ogóle. Czasami zdradzi swoje plany. Te zakładają m.in. stworzenie interfejsu mózg-komputer, który miałby służyć także w grach, wydanie zupełnie nowej jakości headsetu VR i nie tylko. Niepozorny GabeN może i zarabia na skórkach do CS-a, ale w duszy gra mu ta sama melodia, co Elonowi Muskowi.

Gry? Phi! A kogo to interesuje?

Dlatego też, gdy Valve ostatnio znów zapowiedziało więcej gier, trzymam oczekiwania na wodzy. GabeNowi zdarzało się rzucić, iż klasyczne tytuły go nie interesują, a chciałby eksplorować kolejne pola potencjalnie wznoszące gaming na jeszcze wyższy poziom. Firma skupia się raczej na technologiach, choć z pewnością wiele z ich projektów po prostu nie wypaliło. Nie wiem, co dzieje się w Valve za kulisami, ale nie zdziwiłbym się, gdyby za parę lat wypuścili wirusa zombie i reklamowali go iście next-genowym Left 4 Dead 3.

Dążę do tego, że amerykańska korporacja zdecydowanie bardziej zainteresowana jest „czymś więcej” niż starymi i męczącymi PeCetami. Wcale nie mam im tego za złe. Mają najpewniej imponujące zaplecze technologiczne i szefa, który ma w głowie sporo pomysłów. No i świetnie, ale co, gdybym jednak zechciał któregoś dnia zagrać w Half-Life 3? I to bez potrzeby używania ponadprzeciętnej liczby neuronów czy zakładania na głowę futurystycznego kasku?

Zestawu VR nie posiadam, choć kiedyś z pewnością się w niego wzbogacę, a sprzęty w rodzaju Steam Deck też raczej latają mi koło nosa. Dlatego ponoć genialne Half-Life Alyx mnie ominęło, a ostatnia pierdółka (Aperture Desk Job), mimo iż starcza na krótką chwilę i jest swoistym demem, w ogóle mnie nie zagrzała – pewnie na konsolce byłaby po prostu ciekawsza.

Życzę sobie, aby Valve nie przestało się rozwijać

Najbardziej ucieszyłbym się, wiadomo, z pełnoprawnego Half-Life 3, ale nawet nie musiałaby to być gra od Valve. Arkane pracowało nad Ravenholm, ale nic z tego nie wyszło, a wcześniej wraz z „zaworem” zajmowali się m.in. intrygującym, acz nigdy niewydanym The Crossing. Left 4 Dead to moja ulubiona seria gier o zombie, która najpewniej nigdy do nas nie powróci. Może to i dobrze, bo „duchowy spadkobierca”, czyli Back 4 Blood nie okazał się jakoś szczególnie porywającym tytułem. Portal 3 byłby miłym dodatkiem, choć nie jestem wielkim fanem poprzednich gier z serii. Niby niedawne przecieki zdradzały istnienie paru ciekawych gier, jak choćby spin-offa HL. Ten miałby być FPS-em z elementami strategii i powstaje na… Steam Deck. Pudło, znów gra reklamująca nowe technologie Valve.

Gdyby Half-Life 3 kiedyś faktycznie powstało – najpewniej nie byłaby to gra, na którą wiele osób czeka. Valve niby zapewnia, że mają w sercu tę markę i chcą ją dalej eksploatować, ale w jaki sposób? Premierze takiej pozycji musiałaby towarzyszyć pewnego rodzaju przełomowa technologia. Znając Vale, może tu chodzić o jakiś hardware, ale być może firma postanowi rozreklamować software’owe rozwiązania? Bardzo życzę rozwoju deweloperowi. Mimo to ciągłe zapewnienia o dalszym tworzeniu nowych gier na razie wsadzam w buty i daję kopa na do widzenia. Jakoś ciężko mi wierzyć, że faktycznie może chodzić o gry dla „mas” – czyli, nomen omen, dla mnie. Jak zobaczę, wtedy uwierzę.

Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie