Recenzja Gears Tactics – najlepsza strzelanka wśród strategii turowych

Producent Gears Tactics ogarnął całą adrenalinę skupioną w dotychczasowej strzelance i w bardzo ciekawy sposób zmieścił w nowym opakowaniu, noszącym nazwę “strategia turowa”. Operacja zakończona pełnym sukcesem i bez strat.

Akcja gry Gears Tactics toczy się dziesięć lat przed wydarzeniami przedstawionymi w pierwszej części serii Gears of War. Gracze ponownie trafiają na planetę Sera, gdzie niedawno rozpoczęła się wojna z Szarańczą – potworami, które wyszły na powierzchnię i dziesiątkują populację, za nic mając opór ze strony zamieszkujących ją ludzi. Głównym bohaterem gry jest Gabe Diaz, który wraz z trójką innych żołnierzy, czyli Marcellą „Specter” Trinh, Mikaylą Dorn i Sidem Redburnem, zamierza zatrzymać zwycięski pochód Szarańczy, poprzez eliminację jej stratega oraz specjalisty od genetyki i tworzenia najgroźniejszych potworów – Ukkona.

Rozgrywając pierwszą misję nie miałem wątpliwości. Ekipy Coalition i Splash Damage są bardzo mocno zapatrzone w XCOM. I był to dla mnie pierwszy sygnał, że pokocham taktyczne Gearsy. Z czasem okazało się, że połączenie świata GoW z mechaniką zbliżoną z XCOM, stanowi doskonałą miksturę!

Z serią Gears of War jestem za pan brat od samego początku, kiedy pojawiła się na Xboxie 360. Od tej pory była dla mnie synonimem idealnej strzelanki. Co prawda nigdy nie zastąpiła w mym sercu Halo, ale zawsze dzielnie rywalizowała o to miejsce. Tak więc wiadomość o kolejnej odsłonie przyjąłem z wielką radością, ale…

…no właśnie. Też pewnie zastanawialiście się, jak uda się z tak dynamicznej strzelaniny zrobić strategię, a na dokładkę rozgrywać ją w turach. Porzućcie obawy! To jest wręcz niesamowite, ile z klasycznego Gears of War udało się przenieść do jej nowego wcielenia.

Tak jak zawsze, a jednak inaczej

Można powiedzieć, że Gears w nowym wydaniu jest takie jak zawsze. Mamy tu sponiewierany wojną świat – w pokaleczonych walką miastach pełno jest ruin, gruzowisk, wraków pojazdów, ale też śladów niegdyś pięknego świata. W tym wszystkim garstka wojowników stara się odeprzeć hordy Szarańczy i wygnać ich tam skąd przyszli. Zadanie wydaje się oczywiście beznadziejnie trudne, ale to nie są zwykli ludzie. To są Gearsy!

Choć Gears Tactics żywo przypomina XCOM, to sama rozgrywka w turach została zaprojektowana inaczej. Zazwyczaj w strategiach turowych mamy podział na fazy ruchu, ataku i obrony lub delikatną mieszankę wymienionych elementów. Coalition zaproponowało rozwiązanie, w którym owszem, występują tury, ale można w ich obrębie wykonywać wiele czynności, aż do wyczerpania punktów ruchu. To właśnie dzięki temu przesiadka ze strzelaniny do turówki jest bezbolesna – gameplay nie przestał być dynamiczny. To gracz decyduje, na co zużyje punkty akcji, dostępne w danej turze. Można przykładowo strzelać czy pełnić rolę strażnika, osłaniającego kolegów, albo zostać medykiem.

Elastyczne podejście do tur sprawia także, że grający nie musi się aż tak mocno skupiać na planowaniu kolejnych faz ruchów – kiedy się przemieszcza, walczy, itd. Jest też więcej miejsca na naprawienie ewentualnych błędów. Gra daje też bardzo dużo swobody w stosowaniu rozmaitych sposobów na pokonanie przeciwników.W trakcie wykonywania tury, możemy dowolnie stosować rozmaite bronie, granaty, przeładowywać, leczyć, a nawet dokonywać słynnych szarż z bagnetem, egzekucji na powalonych przeciwnikach, czy też masakrować ich piłą mechaniczną zamontowaną w Lancerze. Tak jest! Pozostawiono nam nawet takie smaczki.

Ponadto świetnym elementem jest opcja Overwatch. Wyznaczamy postaci pole, które jest przez nią obserwowane, a gdy tylko pojawi się w nim przeciwnik, dostaje serię z Lacera lub innej broni. Dzieje się tak zarówno w naszej turze, jak i podczas ruchu przeciwnika.

Jest też system osłon!

Przemieszczanie po mapie należy planować tak, abyśmy zawsze doskoczyli do jakiejś przeszkody, którą wykorzystamy jako osłonę. Warto też pilnować odległości oraz konta, z jakiego planujemy zaatakować. To jak daleko jesteśmy od przeciwnika i jak bardzo jest widoczny zza przeszkody, ma ogromne znaczenie dla skuteczności strzału. Do tego dochodzą jeszcze granaty. Nie wolno ich nie doceniać, bowiem można nimi rzucać lub zakładać jako pułapki zbliżeniowe.

Na mapie znajdują się losowo rozmieszczone skrzynie z wyposażeniem, a przydział ekwipunku został zautomatyzowany, przez co nie musimy zaprzątać sobie głowy, jak obdzielić drużynę. Wszystko co pasuje do danego wojaka, zostaje dodane do jego indywidualnego ekwipunku – proste i bardzo skuteczne rozwiązanie. Sprawdza się to też dlatego, że nasi żołnierze są wyspecjalizowani w używaniu różnego uzbrojenia i ręczne rozdzielanie byłoby czasochłonne i na pewno nużące.

Umiejętności żołnierzy rosną wraz z postępami w grze. Wszystkie dobrze wykonane akcje, asysty, egzekucje oraz zadania są odpowiednio punktowane. Każda postać znajdująca się na mapie w danej misji jest traktowana indywidualnie i kończy zadanie z własnym przydziałem punktów doświadczenia.

Klasyka wrogów

Co z przeciwnikami? Na ekranie pojawiają się Locusty w kilku odmianach, Ticker, Kantus i oczywiście charakterystyczny Boomer plus wiele innych. Bestie niezależnie od rodzaju, są wymagającymi oponentami, a ich inteligencja rośnie wraz z poziomem trudności. Ponadto pojawiają się na mapach grupami, łączone są ich rodzaje i bardzo skutecznie współdziałają między sobą. Potrafią dobrze kombinować strategicznie i próbują rozmaitych sztuczek, osłaniają się, zachodzą z flanki i wybierają dogodne pozycje do strzału.

W trakcie rozgrywki, a można o tym łatwo zapomnieć, trzeba docierać jak najszybciej w pobliże gniazd, z których wychodzą kolejne stwory, i niszczyć je możliwie szybko. W innym razie na polu walki może znaleźć się zbyt duża liczba potworów i zwyczajnie nie damy im rady. To dodatkowo wpływa na dynamizm rozgrywki. W grze nie brakuje też potężnych bossów, bardziej odpornych na obrażenia, przez co do samej potyczki z nimi trzeba podchodzić indywidualnie.

Graficzna poezja

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to nie była ona dla mnie zaskoczeniem. Po prostu, przez te wszystkie lata zdążyłem przywyknąć do najwyższego poziomu. Jak zwykle wszystko działa w oparciu o Unreal Engine, który towarzyszy serii od samego początku. Co zresztą nie powinno dziwić, zważywszy na fakt, że dawcą pomysłu jest Cliff Bleszinsky, a produkcją pierwszych części zajmowało się Epic Games. To, co mnie urzekło, to znakomicie zaprojektowane i perfekcyjnie animowane postacie oraz przepiękne, pełne detali lokacje. Wygląda to tak, jakby ktoś zrobił idealną miniaturkę tego co znamy z serii strzelanin.

Nie zabrakło wielu przerywników filmowych, które znakomicie budują nastrój rozgrywki i przeplatają się z elementami grywalnymi. Poznajemy dzięki nim wszystkie postacie, nastroje panujące w oddziale, a także globalną sytuację walczących o przetrwanie ludzi. Dobrym pomysłem są także filmowe zbliżenia ukazujące się w czasie walki, gdy strzelamy do wroga lub wykonujemy ciekawą akcję lub egzekucję.

Nie wszystko zagrało

Siłą gier z serii Gears of War są postacie z krwi i kości, a nic tak nie podkreśla mocy tych twardzieli, jak wiarygodnie brzmiące głosy. I tu możemy na chwilkę przejść do głównej bolączki polskiego wydania. Jej największym i w zasadzie jedynym mankamentem jest brak lokalizacji. W sumie to nie potrafię znaleźć usprawiedliwienia dla tego posunięcia. Na liście języków do wyboru brakuje polskiego i tyle. Już nawet nie myślę o pełnym dubbingu, ale żeby nie pojawiły się chociaż napisy? Doprawdy nie pojmuję, kto i dlaczego podjął taką decyzję.

W tej chwili gra jest dostępna wyłącznie na PC, a więc podstawowy system sterowania to klawiatura i myszka. Jednak nie ma problemu, żeby podłączyć pada od Xboxa. Jak dla mnie, jest wtedy nieco trudniej, bo klawiszologia momentami jest skomplikowana. Jednak dzięki temu wiem już, jak będzie się grało na konsoli, kiedy Gears Tactics trafi na Xboxa. A jest już taka zapowiedź.

Mogę was zapewnić, że nawet jeśli nie przepadacie za strategiami i nigdy nie graliście w nic z tych rzeczy, to i tak nie powinniście odpuszczać Gears Tactics. O fanach nawet nie wspomnę, ale myślę, że akurat ich nie trzeba zachęcać. Najnowsza produkcja Coalition to prawdziwy, fachowo oszlifowany diament. Gra się w to po prostu wyśmienicie, przygoda wciąga, a wydarzenia na ekranie nie zwalniają nawet na chwilę. Tak dynamicznej i pełnej energii strategii jeszcze nie miałem okazji ogrywać. Można powiedzieć, że to najlepsza strzelanka wśród strategii turowych i najznamienitsza turówka wśród strzelanin.

Plusy:

– bardzo udane przejście na strategię turową
– znakomita oprawa audio-wizualna
– świetna historia i fabularne uzupełnienie pozostałych gier
– rozwiązania w gameplayu nietypowe dla gatunku
– duża satysfakcja po ukończeniu

Minusy:

– brak polskiej wersji językowej

Ocena: 4,5/5

Krzysztof Żołyński

Krzysztof Żołyński

Gra w gry! Od kiedy w Pewexie można było kupić Atari :) Od 1995 roku pisze o grach i technologiach. Uwielbia konsole, PeCety mniej, ale toleruje. Gdy nie gra, rozmyśla w co by tu zagrać, a także podróżuje, czyta, jeździ na koncerty i robi masę zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ: