Wyciek GTA VI nikomu nic nie dał. Szczerze współczuję deweloperom

GTA VI - fanowska grafika
Felieton PG Exclusive

Jakiś czas temu stało się to, czego chyba nikt się nie spodziewał – w sieci pojawiło się kilkadziesiąt zrzutów ekranu i nagrań pokazujących wczesną wersję GTA VI. Najpierw była u mnie ekscytacja, bo przecież mogę rzucić okiem na wyczekiwany tytuł, potem gorzka refleksja nad losem twórców, a na koniec uświadomiłem sobie, że przecież nikt na tym przecieku nie skorzystał. Wręcz przeciwnie.

Prawda jest taka, że rzeczony incydent to najpewniej najgorsze, co spotkało Rockstar Games i fanów tego studia w całej jego historii. Pomijam fakt, że haker rzekomo posiada nawet kod źródłowy GTA V i GTA VI – tu chodzi o wiele innych przykrych konsekwencji.

A mogło być tak pięknie

Nowe Grand Theft Auto prawdopodobnie znajduje się w stadium pełnej produkcji od co najmniej czterech lat. Nie ulega wątpliwości, że dla wielu osób jest to najbardziej wyczekiwana nowa gra, a tysiące fanów na całym świecie gorączkowo odświeżają media społecznościowe studia w oczekiwaniu na skromny, acz wymowny teaser na wzór tego z RDR2. Hype jest gigantyczny, a deweloperzy oczywiście zdają sobie z tego sprawę.

Praca przy tak wyczekiwanym projekcie to dla wielu osób zapewne spełnienie marzeń, ale też niesamowicie duża odpowiedzialność i obciążenie psychiczne. GTA V to jedna z najlepiej sprzedających się gier wszech czasów. „Jak zareagują, jak nam nie wyjdzie? Co jak ja coś spieprzę?” – myślą sobie niektórzy pracownicy Rockstar (i inni deweloperzy pracującymi nad małymi i dużymi projektami). Pokazanie takiego produktu nawet w ukończonej formie to wielki stres poprzedzony latami ciężkiej pracy i często zabójczego crunchu. A teraz wyobraźcie sobie, co poczuły Gwiazdy Rocka, kiedy zobaczyły, że fani z całego świata ujrzeli GTA VI po raz pierwszy w formie niezbyt urodziwego i posklejanego taśmą klejącą tworu, przed którym zapewne jeszcze długa droga do wersji alfa. Doniesienia zza kulis studia wskazują, że niektórzy twórcy są dosłownie załamani. Nie tak to miało wyglądać.

Znaleźli się już nawet wielcy myśliciele, eksperci od gamedevu i absolwenci akademii tworzenia gier miłego youtubera z indyjskim akcentem, którzy wylewają na Rockstar pomyje i zgodnie twierdzą, że GTA VI prezentuje się kiepsko, a tak w ogóle to powinni je rozdawać za darmo, bo wygląda jak mod do GTA V. O miłośnikach teorii spiskowych uważających ten wyciek za kontrolowany nawet nie mam siły dłużej pisać. Może nawet bym się z tego śmiał, ale takich komentarzy jest w sieci naprawdę mnóstwo. Mógłbym tutaj prawić przez godzinę, że każda gra wygląda paskudnie miesiącami przed premierą, albo że GTA VI w sumie jest całkiem imponujące jak na rzekomo wczesny build, ale mam lepszy pomysł. Zobaczcie, w jakim stanie było Overwatch dwa lata przed debiutem. To nie wyjątek od reguły – tak wygląda większość gier AAA w trakcie produkcji.

Gracze też nic na tym nie zyskają

Na rzeczonym przecieku najbardziej ucierpieli deweloperzy, ale będzie on miał też negatywny wpływ na graczy. Po pierwsze, zostaliśmy pozbawieni ogromnej części emocji, które towarzyszyłyby nam przy oglądaniu pierwszego zwiastuna gry. Wiemy, gdzie zabierze nas nowe GTA, jak wyglądają protagoniści, a do tego po sieci krąży nawet wycinek mapy. Jasne, nadal fajnie będzie zobaczyć wyczekiwany trailer, ale zapomnijmy o zachwytach i wielkiej ekscytacji jak przy GTA V lub Red Dead Redemption 2. Szkoda.

Druga sprawa dotyczy tego, jak Rockstar zareaguje na rzeczony przeciek. W oświadczeniu firma wspomina, że produkcja nie doświadczy większych opóźnień, ale nie byłbym tego taki pewny. No bo skąd mamy wiedzieć, że gra nie zostanie opóźniona, skoro o ujawnieniu daty premiery możemy na razie zapomnieć? Nie wiadomo nawet, czy Rockstar nie zdecyduje się na zmianę taktyki w prowadzeniu komunikacji z graczami i rozgrywki nie zobaczymy dopiero chwilkę przed premierą. Potencjalnie negatywnych konsekwencji może być cała masa, a pozytywów nie ma dosłownie wcale. Na tym przecieku nikt nie skorzystał.

Najbardziej szkoda mi deweloperów, którzy w pocie czoła przygotowują wyczekiwany hicior i z wytęsknieniem wyczekują reakcji na pierwszy zwiastun, a pewnego dnia obudzili się ze zrujnowaną niespodzianką i stadem ignorantów u bram. Tym bardziej, że większość graczy zapomni o materiałach z przecieku, zaraz po zobaczeniu pierwszego oficjalnego trailera z rozgrywki. Nerwy i zdrowie twórców to coś, co znacznie trudniej będzie naprawić. Nowe Grand Theft Auto pozostanie jedną z najbardziej wyczekiwanych gier w historii, choć dla wielu twórców stanie się najbardziej traumatycznym projektem w karierze.

Udostępnij:

Prawdziwy Gracz poleca się do polubienia

Podobne artykuły

Zobacz wszystkie