The Legend of Zelda: A Link Between Worlds [3DS]. Najlepsza gra roku?

Link przemieniony w ścienne malowidło i władający magią żywiołów. Czy nowa Zelda ma jakieś minusy?

Oczy demona lśnią w ciemności, a Link sparaliżowany strachem nie ma siły, by unieść swój miecz. Kiedy już myślimy, że nasz bohater poniesie klęskę w pierwszych sekundach gry, rozlega się pukanie do drzwi. Uff… To był tylko zły sen. Ale nie koniec kłopotów.

Link jest uczniem kowala i znowu zaspał na praktykę. Szybko zeskakujemy z wyrka, miotamy się po małym domku i wypadamy na dwór. Na szczęście do kuźni niedaleko. Naszego mentora zastajemy podczas rozmowy z kapitanem straży, dla którego wykonał piękny miecz. Wojskowy, widząc Linka, rzuca w jego stronę tylko tyle, że z takiego próżniaka chyba nic dobrego nie wyrośnie. Wychodzący z kuźni kapitan zapomina o swoim nowiutkim mieczu i właśnie dostaliśmy pierwszy quest do wykonania. Mamy zanieść ostrze do zamku.

Przed fortecą dowiadujemy się, że kapitan jeszcze nie wrócił. – Pewnie jest w sanktuarium – tłumaczy strażnik i pokazuje drogę na skróty. No cóż. W drogę, to przecież kilka kroków dalej. Nie wiemy jeszcze, że za chwilkę dojdzie do tragedii. Kogo spotkamy wewnątrz świątyni? Z kim przyjdzie się zmierzyć? No, tego już nie zdradzę. Powiem tylko, że właśnie rozpoczęła się wspaniała przygoda, która nie pozwala odstawić 3DS-a choćby na chwilkę.

Powrót do przeszłości, ale w nowym stylu

The Legend of Zelda: A Link Between Worlds czerpie pełnymi garściami z wydanej w 1992 roku na SNES-a Legend of Zelda: Link to the Past. Jeśli graliście w tamten tytuł, nowe przygody Linka mogą sprawić małe wrażenie deja vu. Te same układy uliczek, te same domki, nawet ogródki przed nimi. Oczywiście, w odświeżonej oprawie graficznej. Podobnie jak dźwięki wydobywające się z głośników konsolki, jest ona na dobrym, 3DS-owym poziomie.

Link to the Past vs Link Between Worlds. Zobacz podobieństwa!


Poczynania naszego bohatera obserwujemy z lotu ptaka. Czasem kamera robi jednak najazd i możemy podziwiać Linka z innej perspektywy, zazwyczaj podczas przerywników wprowadzających nas w fabułę. Sama rozgrywka jest przyjemna i bardzo prosta.

The Legend of Zelda: A Link Between Worlds to żaden skomplikowany RPG, w którym ślęczymy godzinami grzebiąc w ekwipunku i zastanawiając się, w którym pancerzu bardziej nam do twarzy. To typowy przedstawiciel action-adventure, z naprawdę małą szczyptą role-playing game. Całą grę przechodzimy mając jeden miecz, jedno wdzianko i jedną tarczę. Oczywiście możemy je z czasem ulepszyć, dzięki czemu stajemy się silniejsi i bardziej wytrzymali. To jedyny sposób na level up, bo klasycznego zbierania punktów doświadczenia, jak w seriach Diablo czy Baldur’s Gate, tutaj po prostu nie uświadczysz. To nie tego typu produkcja.

Mamy jednak ekwipunek, a w nim kilka ciekawych przedmiotów, które pomogą dotrzeć do ostatniego bossa. Jest na przykład łuk, bumerang, różdżka ognia, potężny młot do rozłupywania czaszek czy hak, którym podciągamy się na niedostępne półki niczym Batman. W ciemnych lochach możemy zapalić lampę oliwną, która rozświetla nieco dungeony. Podróżując po kopalniach ociekających płynną lawą, warto skorzystać z magii lodu, budując pomost przez rozgrzane, kipiące morze.

The Legend of Zelda: A Link Between Worlds. Zobacz trailer


Link jest naprawdę bogaty w przeróżne gadżety. Początkowo nie dostajemy ich na własność. Jedną z największych nowości w grze jest bowiem system wypożyczania przedmiotów. W sklepie Ravio za kilka rupii (to tutejsza waluta) dostaniemy rzeczy konieczne do wykonania wybranych misji. Pożyczka nie trwa wiecznie. Kiedy zginiemy, wszystkie rzeczy wracają do sprzedawcy. Jak już wspomniałem, jest tak na początku gry. Później system nabywania gadżetów się zmienia, lecz nie chcę zdradzać za wiele. Zagrajcie, a sami zobaczycie.

Czas ruszyć główką. Ale jest pomoc

Choć The Legend of Zelda: A Link Between Worlds nie jest grą skomplikowaną i wymagającą, nie znaczy to, że jest banalnie prosta. Czekają nas zagadki, labirynty i skarby, kryjące czasem ukochane rupie, czasem poszukiwany upgrade do miecza lub stroju naszego bohatera. Chcesz dostać się do świątyni wody? Zainteresuj się żółwiami, które wpadły w tarapaty. W labiryncie widzisz przed sobą tylko przepaść? Może trzeba zgasić pobliskie pochodnie, by w ciemności dostrzec tajemne kładki nad rozpadliną.

zelda1

Nie raz byłem w kropce kombinując, jak rozwiązać kolejną zagadkę. Wystarczy jednak zajrzeć do ekwipunku i przypomnieć sobie, jakie możliwości oferują linkowe gadżety. Jeśli to nie rozjaśni nam umysłu, zawsze można skorzystać z pomocy dobrego duszka, który czai się w pobliżu. Zjawę ujrzymy jedynie wtedy, gdy mamy na nosie specjalne okulary – jeden z pierwszych przedmiotów otrzymanych w grze. Za pomoc trzeba jednak zapłacić, lecz nie w rupiach. Walutą są w tym przypadku Play Coins, które każdy gracz 3DS-a otrzymuje chodząc ze swoją konsolką w trybie czuwania.

Pęknięta ściana? Tego szukamy!

Nasz mały bohater, aby zażegnać zło, które pojawiło się w krainie Hyrule, będzie musiał wyruszyć w podróż do świata alternatywnego – Lorule. Podczas, gdy w tym pierwszym jest zielono i przyjemnie, w tym drugim czeka nas mrok i naprawdę silni przeciwnicy. Przejście pomiędzy wymiarami umożliwi nam nowa umiejętność Linka, która jest chyba najlepszym pomysłem w serii od długich lat. To wtapianie się w ścianę.

zeldaGLink, przemieniony w malowidło, może pokonywać rozpadliny skalne i wcisnąć się w każdą, nawet najmniejszą szczelinkę. Właśnie takie pęknięcia, czy to na ścianie budynku, na kamiennym filarze lub piaszczystym zboczu góry, są bramą do drugiego świata. Mimo że przejścia są małe, to łatwo je znaleźć. Z każdej wydobywa się mroczna poświata. Nie raz przyjdzie nam dostać się w niedostępne miejsce Lorule właśnie poprzez bramę, którą znajdziemy w zielonym Hyrule.

Moc malowidła będzie przydatna również podczas starć z niektórymi bossami. Podczas, gdy walki z normalnymi przeciwnikami ograniczają się do zwyczajnego machania mieczykiem oraz miotania w nich magią, walki z ich szefami są pomysłowe i ciekawe. Na każdego trzeba znaleźć sposób, każdy ma jakiś słaby punkt. Może być nim światło, nadwrażliwość na obrażenia lodem czy wręcz przeciwnie, strach przed ogniem. Przyznam, że po ostatniej walce w grze cieszyłem się jak dziecko, tak dobrze ją przemyślano. Uświadomiłem sobie jednak, że to już koniec podróży pomiędzy światami.

The Legend of Zelda: A Link Between Worlds to jedna z najlepszych gier tego roku na handhelda Nintendo. Jeśli masz 3DS-a i nie wiesz co kupić, powiem krótko: to absolutny must have!

PLUSY:
– wciągająca fabuła
– Link na ścianie rządzi!
– grubo ponad 20 godzin rozgrywki
– wyważony poziom trudności

MINUSY:
szukałem, szukałem…. i nie znalazłem

Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

Komentarze (1)

  • 27 grudnia 2013 at 22:06
    Permalink

    Też wysoko oceniam te grę, choć jeszcze nie skończyłam. Jedna z moich ulubionych na 3dsie

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

13 Shares
Share13
+1
Tweet