Test Trust GXT 111 – tania myszka wcale nie musi przegrywać

Myszki świecące, programowalne, futurystyczne i klasyczne. Sprzęt dla graczy zalewa rynek i potrafi sporo kosztować. A gdyby tak wydać na gamingowego gryzonia około 70 zł?

Tak, pewnie wielu z was uśmiechnie się wymownie słysząc wspomnianą kwotę, za którą kupimy już w niektórych sklepach myszkę Trust GXT 111. Postanowiliśmy jednak przyjrzeć się bliżej również niższej półce i sprawdzić, czy wydając mniej więcej równowartość dwóch biletów do kina można zasiąść np. przed Counter-Strike: Global Offensive i nie obrywać, wychodząc zza każdego narożnika.

To, co oczywiście decyduje o powodzeniu w wielu FPS-ach, to przede wszystkim umiejętności. Nie oszukujmy się jednak – z dobrą myszką gra się wygodniej, a dodatkowe przyciski czy możliwość dostosowania DPI są prawdę mówiąc nieodzowne, jeśli chcemy pobawić się poważniej, nawet na poziomie zwykłego amatora. Jak sprawdza się w tym przypadku model Trust GXT 111, który dedykowany jest właśnie takiemu niewymagającemu użytkownikowi? Sprawdźmy.

Co w pudełku za kilkadziesiąt złotych?

Trust GXT 111 dotarła do mnie w małym estetycznym kartoniku. Pudełko zawiera w sobie oczywiście myszkę oraz kilka papierków, o których wspomnę za chwilę. Gryzoń został solidnie zadokowany w czerwonym plastiku, powleczonym materiałem podobnym do tego, jaki możemy poczuć pod palcami otwierając kartoniki z biżuterią. Tak samo zostały zapakowane słuchawki tej samej marki, których test znajdziecie w tym miejscu. Myszka spoczywa na swoim miejscu naprawdę pewnie i nawet podczas transportu nie rusza się ze swojego miejsca.

Myszka Trust GTX 111 w swoim gniazdku.
Myszka Trust GXT 111 w swoim gniazdku.

Płacąc kilkadziesiąt złotych nie spodziewajcie się jednak, że oprócz myszki karton skrywa jakieś ciekawe gadżety. Znalazłem w środku ulotkę z zasadami bezpieczeństwa, instrukcję opisującą w przystępny sposób funkcje gryzonia oraz raczej niepotrzebną naklejkę dla gracza, na której można zobaczyć sylwetkę żołnierza. Słowem gryzoń do strzelanin, zdaje się przekazywać tym sposobem producent, czyli firma Trust.

Skupmy się jednak na daniu głównym, czyli GXT 111. Pierwsze wrażenie jest naprawdę pozytywne. To myszka optyczna o ciężarze 129 gram, który czuć w ręce i po położeniu na podkładkę mamy pewność, że przy szybszych akcjach gryzoń nie oderwie się niechcący od podłoża. Myszka została wyprofilowana pod osobę praworęczną i według opisu producenta, powinniśmy zastosować do niej chwyt typu PALM, czyli położyć niemal całą dłoń na jej powierzchni. Wszystkie plastiki wyglądają porządnie i nie czuć w tym tandety. Dodatkowo sprzęt posiada gumowe okładziny boczne zapewniające pewniejszy chwyt. Szybko można policzyć również, że na gryzoniu znajduje się siedem przycisków. Oprócz standardowych lewego, prawego i scrolla mamy tutaj przycisk dwukrotnego kliknięcia, odpowiadający za zmianę DPI oraz dwa na lewej ściance, które obsługujemy kciukiem. Przewracając nasze zwierzątko na plecy, zobaczymy cztery ślizgacze, o których można powiedzieć po prostu tyle że są i należycie spełniają swoją funkcję. Wspomnieć należy również o sznurkowym przewodzie długości 1,7 metra, zakończonym wtyczką USB. Tyle przed podłączeniem. Czas dostarczyć testowanej myszce trochę energii.

Cztery kolory i brak oprogramowania

Myszkę podłączmy poprzez port USB i po chwili – czyli po automatycznej instalacji sterowników Plug and Play – jest ona gotowa do pracy. Pierwsze, co rzuca się w oczy po dostarczeniu gryzoniowi mocy, to podświetlenie – na grzbiecie myszki mamy podświetlane logo, a po jej bokach trzy paseczki. Barwa nie jest zbyt intensywna i nie daje po oczach, a zresztą kładąc dłoń na gryzoniu i tak wszystkie świecące elementy zasłaniamy, więc spokojnie można się skupić na graniu.

Podświetlenie w myszce Trust GXT 111 nie jest jednak tylko po to, by było gamingowo. Spełnia ono ważną funkcję informacyjną, ponieważ jego kolor zmienia się w zależności od wybranego DPI. Warto zaznaczyć, że jest to duży plus testowanego gryzonia, ponieważ wiele droższych myszek nie pokazuje za pomocą podświetlania na obudowie, jaką wartość DPI mamy obecnie włączoną. Rozdzielczość przełączamy przyciskiem umieszczonym tuż nad scrollem i nie ma z tym najmniejszego problemu. Zielone podświetlenie to poziom 800 DPI, niebieskie oznacza 1200 DPI, czerwone – 2000 DPI, a fioletowe 2500 DPI. Mamy zatem cztery poziomy, lecz prawdę mówiąc korzystałem jedynie z dwóch pierwszych – zielonego podczas gry w shootery i czasem niebieskiego surfując po sieci. Tuż obok lewego przycisku myszki umieszczono przycisk dwukrotnego kliknięcia, który również częściej przydawał się w necie niż podczas rozgrywek sieciowych. Jeśli ktoś jednak lubi dwukrotnie szybciej wypluwać kolejne pociski, umiejscowienie tego przycisku pozwala bardzo szybko i intuicyjnie tego dokonać.

Myszka Trust GTX 111 informuje kolorem podświetlania o wybranym DPI.
Myszka Trust GXT 111 informuje kolorem podświetlania o wybranym DPI.

Myszka Trust GXT 111 posiada również dwa dodatkowe przyciski na lewej ściance, które obsługujemy kciukiem. Fabrycznie są do nich przypisane funkcje odpowiadające za przełączenie karty wstecz i naprzód w przeglądarkach internetowych. Pomysł trafiony i często wykorzystywany. To naprawdę przyśpiesza poruszanie się po internecie. Jak już wspomniałem, gryzoń jest przystosowany do chwytu PALM i jeśli odpowiednio ułożymy dłoń na myszce, mamy bardzo dobry dostęp do tych przycisków. Plusem jest również to, że są one dosyć duże – w zasadzie długie – i nigdy nie zdarzyło mi się, żebym przez przypadek użył nie tego, którego właśnie chciałem.

Rozmieszczenie przycisków należy uznać zatem za plus, lecz jeśli chcemy przypisać do nich makra lub zmienić ich obłożenie… no cóż, nie w tym modelu. Darmo szukać na stronie producenta dedykowanego oprogramowania do GXT 111 gdyż takowego po prostu nie ma. Gryzoń jest zatem niekonfigurowany z takiego poziomu i jeśli chcemy przypisać do konkretnych przycisków dane klawisze, należy to zrobić po prostu w opcjach sterowania danej gry. To oczywiście nie problem, lecz brak makr może już nieźle dokuczyć bardziej wymagającym graczom.

Brak oprogramowania oznacza również, że możemy zapomnieć o zmianie koloru oświetlenia gryzonia. Moim zdaniem jest to niewielki minus i podświetlenie w czterech kolorach dobrze się sprawdza pod wspomnianym względem informacyjnym. Mam jednak świadomość, że są osoby, które chciałyby poświecić np. na bordowo czy błękitnie. Jeśli zwracacie uwagę na takie detale i bardzo Wam na nich zależy, po prostu odpuścicie sobie ten model.

Nie o bajery tu jednak chodzi

Zatem o co? Wiadomo – o wygodne użytkowanie. Testując Trust GXT 111 nie zastanawiałem się długo jaką grę załączyć i padło naturalnie na Counter-Strike: Global Offensive. Myszka sprawdziła się poprawnie i za wszelkie niepowodzenia na polu bitwy mogę mieć pretensję jedynie do siebie. Gryzoń złapany na PALM dobrze prowadzi się po podkładce, dzięki swojej wadze nie odrywa się od jej powierzchni i zapewnia intuicyjny dostęp do wszystkich przycisków.

Po ponad dwóch tygodniach użytkowania (w grach oraz w pracy) myszka nie trzeszczy, przyciski nie odpadły i wygląda na to, że sprzęt może naprawdę długo posłużyć. Jedyną wadą jaką po tym czasie zauważyłem, jest lekkie obluzowanie scrolla w poziomie, przez co chodzi on delikatnie w lewo i w prawo. Z użytkowego punktu widzenia w niczym to nie przeszkadza, lecz przy szybszym przesuwaniu gryzonia po podkładce słyszymy ciche dźwięki (przypominające kliknięcia), kiedy to scroll przesuwa się po swojej osi. Nie wiadomo jednak, czy jest to wada każdego egzemplarza, czy może akurat taki dostałem do przetestowania.

Kto będzie z Trust GXT 111 zadowolony?

Testowana myszka jest ciekawą ofertą dla osób, które szukają czegoś z niższej półki cenowej. Tanio nie zawsze znaczy źle i w tym przypadku porzekadło się sprawdza. Jeśli zatem nie jesteście graczami siedzącymi non stop na serwerach i nie śnicie jedynie o wbijaniu kolejnych poziomów, możecie śmiało po nią sięgnąć. Gdyby dodać do Trust GXT 111 dedykowane oprogramowanie czy większy zakres DPI, mogłaby powalczyć o swoje miejsce w wyższej klasie. Tak mamy sprzęt dla amatora i jeśli do takowych się zaliczacie, to po co przepłacać?

PLUSY:

+ stosunek ceny do jakości;

+ dobrze rozmieszczone przyciski;

+ podświetlanie informujące o wartości DPI.

MINUSY:

– brak dedykowanego oprogramowania;

– scroll dostał małych luzów po dwutygodniowym użytkowaniu.

OCENA: 4/5

Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

Komentarze (1)

  • 27 czerwca 2016 at 20:05
    Permalink

    Mam a4tech bloody v7 i roccat kone pure. Ta pierwsza kosztowała 69, druga zaś 250. Tak całkiem poważnie mówiąc… Jedyną różnicą dostrzegalną przeze mnie jest to, że roccat jest milsza w dotyku, tzn. jest pokryta jakaś taką miękką gumą.
    Następnym razem kupię coś co kosztuje nie więcej niż 100 zł. Szkoda kasy!
    Grałem w cs’a i inne fps’y. Różnicy nie wyczułem.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

13 Shares
Share13
+1
Tweet