Test Trust GXT 101, czyli tańsza wersja taniej myszki dla gracza

Po sprawdzeniu modelu GXT 111 przyszła pora na przyjrzenie się nieco uboższej wersji tego gryzonia. Warto zwrócić na niego uwagę?

Jakiś czas temu sprawdzaliśmy w akcji myszkę dla gracza Trust GXT 111, która potrafiła zaskoczyć ciekawymi rozwiązaniami, jak zmieniające się podświetlanie w zależności od wybranego DPI. Jak na gryzonia za kilkadziesiąt złotych, byłem tym naprawdę mile zaskoczony, ponieważ wiele droższych myszek nie oferuje takiego udogodnienia. Dlatego wyciągając z kartonika GXT 101 i widząc logo Trust umieszczone w tym samym miejscu co w wyższym modelu już cieszyłem się, że i ono zaświeci jak mu zagram. Niestety, nie z tym gryzoniem takie numery, lecz co tu dużo gadać – Trust musiał na czymś przyciąć.

Testowana GXT 101 kosztuje o kilkanaście złotych mniej niż GTX 111 i można ją kupić nawet za pięćdziesiąt parę złotych. Jak można się zatem spodziewać, za niższą ceną poszły prostsze rozwiązania, a niektóre elementy po prostu zlikwidowano w porównaniu do 111.

Trust GXT 101 prezentuje swoje wdzięki.
Trust GXT 101 prezentuje swoje wdzięki.

Tym razem myszka spoczywa w zwykłym przezroczystym plastiku, a nie jak wcześniej testowany model w powleczonym materiałem podobnym do tego, jaki możemy poczuć pod palcami otwierając kartoniki z biżuterią. Oprócz myszki pudełeczko skrywa jedynie malutką instrukcję i nic więcej. Niestety pierwszy kontakt z GXT 101 nie wypadł dość różowo, ponieważ na sam początek musiałem przykleić wszystkie cztery ślizgacze, które po prostu odpadły od urządzenia i znalazły sobie inne miejsce, do których się przykleiły. Czyżbym dostał do testów model do samodzielnego złożenia? No cóż, na szczęście po przyklejeniu ślizgaczy na swoje miejsce (klej nadal się na nich znajdował, więc nie było z tym najmniejszego problemu) i około dwóch tygodniach użytkowania gryzonia sprawują się one nienagannie i nie wycięły już podobnego numeru.

Ślizgacze Trust GXT 101 musiałem przykleić, lecz później nie było z nimi żadnych problemów.
Ślizgacze Trust GXT 101 musiałem przykleić, lecz później nie było z nimi żadnych problemów.

Skoro wszystko jest już na swoim miejscu, pora przyjrzeć się dokładniej, co prezentuje sobą Trust GXT 101. Jest to mysz optyczna posiadająca ergonomiczne kształty, które prezentują się gustownie, a co najważniejsze – bez zbędnej krzykliwości i przesady. Mimo symetryczności nie jest to jednak model zarówno dla prawo- jak i leworęcznych graczy, a to przez przyciski dodatkowe, które czynią gryzonia dostosowanego do dłoni tej pierwszej grupy odbiorców. Sprzęt posiada w sumie sześć guziczków: standardowo lewy oraz prawy, umieszczony pod scrollem, służący do zmiany DPI i na koniec równie przydatne dwa przyciski obsługiwane kciukiem, umieszczone na lewej ściance urządzenia. Model GXT 111 przyzwyczaił mnie do powierzchni chwytnej pokrytej gumą, dzięki której dłoń nie nagrzewała się tak bardzo i przy intensywnej zabawie po prostu się nie pociła. Tutaj niestety mamy zwykły plastik i już przed podłączeniem gryzonia do komputera (pleciony kabel o długości 175 cm z wtyczką USB 2.0) nieco martwiłem się, że w tym przypadku może być trochę gorzej. Nie wyprzedzajmy jednak faktów…

Trust GXT 101 w akcji daje radę

Pierwsze podłączenie myszki, automatyczna instalacja sterowników Plug&Play i gryzoń ląduje na podkładce. Tutaj dwa spostrzeżenia – dlaczego logo Trust nieustannie zmienia barwę, skoro nie przełączam DPI? Po teście GXT 111 sądziłem, że i tutaj zastosowano patent z kolorem przypisanym do wybranej rozdzielczości. Jak jednak wspomniałem, producent musiał na czymś przyciąć i padło m.in. na podświetlanie. GXT 101 świeci zatem dowoli i jest to po prostu zwykły bajer, którego na dodatek nie da się wyłączyć. Na czym jeszcze zaoszczędzono, by testowany model kosztował mniej od GXT 111? Nie znajdziemy w nim przycisku podwójnego kliknięcia, lecz szczerze mówiąc, podczas grania w fps-y w ogóle mi go nie brakowało. Wolę po prostu kontrolować ogień w CS: GO czy innej strzelaninie standardowo, czyli używając lewego przycisku myszki.

Oświetlenie myszki Trust GXT 101 zmienia się płynnie i niestety nie mamy na nie żadnego wpływu.
Oświetlenie myszki Trust GXT 101 zmienia się płynnie i niestety nie mamy na nie żadnego wpływu.

Drugie spostrzeżenie dotyczy wagi GXT 101. Mimo nieco mniejszych gabarytów od droższego modelu 111, testowany gryzoń jest od niego cięższy. Nieznacznie, lecz jest to wyczuwalne i po sprawdzeniu na stronie producenta rzeczywiście wychodzi, że różnica w wadze pomiędzy urządzeniami to 16 gramów. Myszka GXT 101 (145 gramów) spoczywa zatem pewnie na podkładce i nie ma szans, by podczas biegania po wirtualnych okopach niechcący podskoczyła i popsuła nam szyki. Jednocześnie wspomniana waga nie jest zbyt duża i nie mamy uczucia, że walczymy z pustakiem, którego z trudem przesuwamy w pożądanym kierunku. Wszystko zatem gra jak należy i nawet nieszczęsne ślizgacze, które musiałem przykleić po wyciągnięciu sprzętu z opakowania, spisują się podczas rozgrywki bez zarzutów.

Początkowo miałem natomiast mały problem z przyciskiem schowanym pod scrollem, ponieważ trzeba było użyć naprawdę większej siły, by usłyszeć charakterystyczny klik. Po kilku dniach pracy oraz grania na szczęście scroll przestał stawiać tak duży opór i choć nadal chodzi ciężej niż przy GXT 111, nie można powiedzieć, że przeszkadza to w wygodnym użytkowaniu. Jedno jest pewne – przypadkowo scrolla na pewno nie wciśniecie podczas rozgrywki. Warto również zaznaczyć, że rolka chodzi nienagannie i jest jedynym elementem myszki, którą pokryto gumowym tworzywem, dzięki czemu nie ślizgamy się po niej jak po maśle. Dodatkowo, scroll przyjemnie świeci na czerwono, kiedy tylko dotkniemy i poruszymy gryzonia.

Scroll puszcza do nas czerwone oczko. Pokryto go gumą, zatem bardzo wygodnie się nim kręci.
Scroll puszcza do nas czerwone oczko. Pokryto go gumą, zatem bardzo wygodnie się nim kręci.

Pochwały należą się za dwa dodatkowe przyciski umieszczone na lewej ściance GXT 101. Działają one tak samo, jak w modelu 111, czyli podczas przeglądania internetu odpowiadają za przełączenie karty wstecz/do przodu w przeglądarce, a podczas rozgrywki możemy je dowolnie przypisać, niestety już z poziomu samej gry, ponieważ Trust GXT 101 nie korzysta z żadnego dedykowanego oprogramowania (podobnie zresztą jak droższy GXT 111).

Na koniec esencja, czyli rozdzielczości modelu GXT 101. Rozstrzał jest spory, ponieważ producent zdecydował się na cztery wartości DPI: 600/1200/2400/4800. Bardzo chwalę sobie dwie pierwsze i w ogóle nie korzystałem z dwóch ostatnich, ponieważ po prostu nie miałem potrzeby przy monitorze o przekątnej 21,5 cala i rozdzielczości ekranu 1080p. Sześćsetka okazała się również bardzo wygodna przy codziennej pracy, więc pod tym względem jestem bardzo zadowolony z tej niskiej rozdzielczości, której brakowało nawet w GXT 111 (tam mogliśmy ustawić sprzętowo DPI najniżej na poziomie 800).

Przy tak małym DPI warto oczywiście zadbać o dużą podkładkę, żeby po prostu co chwilę nie odrywać dłoni razem z myszką od jej powierzchni i ponownie ustawiać w centralnym punkcie. Nie trzeba chyba wspominać, że takie dodatkowe manewry narażają nas na zarobienie kulki w łeb podczas sieciowej rozgrywki i zwyczajnie rozpraszają. Podczas testów Trust GXT 101 oraz Trust GXT 111 używałem – żeby było do kompletu – podkładki Trust GXT 204, którą można kupić za niecałe 50 zł. Mówiąc wprost: warto. Wspomniany mouse pad może pochwalić się rozmiarami 35×26 cm. Spód gadżetu posiada gumową powierzchnię, która doskonale trzyma się biurka i całkowicie wyklucza pływanie podkładki na wszystkie strony. Jeśli już musiałbym doszukiwać się minusów, to osobom często podróżującym może przeszkadzać fakt, że Trust GXT 204 jest sztywna, zatem nie zwiniemy jej w rulonik i nie wsuniemy wygodnie do plecaka. Ja po prostu chowałem ją do dodatkowej kieszeni w torbie na laptop i było po problemie. Zaznaczyć jednak trzeba, że podkładka Trust GXT 204 to typowo stacjonarny gadżet, który powinien leżeć na swoim miejscu i kropka.

Trust GXT 101 na podkładce Trust GXT 204. Dobrana para.
Trust GXT 101 na podkładce Trust GXT 204. Dobrana para.

Wracając jednak do naszej głównej aktorki tego spektaklu, czyli myszki Trust GXT 101. Według producenta można ją złapać na trzy sposoby, czyli używając chwytów palm, claw oraz finger. Osobiście najwygodniej czułem się stosując ten pierwszy, który daje moim zdaniem najwygodniejszy dostęp do przycisków dodatkowych, czyli tych obsługiwanych kciukiem. Niestety łapiąc myszkę w ten sposób dłoń szybko się grzeje, a przez użyty do jej budowy nieco śliski plastik zaczyna lekko pocić (pamiętajcie jednak, że to indywidualne odczucia!). O wiele bardziej odpowiadała mi powierzchnia modelu GXT 111, gdzie pod ręką czuliśmy lekko chropowatą, gumową strukturę.

Nie myślcie jednak, że nie warto

Trust GXT 101 zyskuje sporo swoją niską ceną. Fakt, że nie możemy za pomocą dedykowanego oprogramowania przypisać konkretnych przycisków myszki do tych na klawiaturze i nie pobawimy się również zmianą oświetlenia sprzętu. To drugie jest jednak nieistotne z praktycznego punktu widzenia. Pierwszy problem rozwiązujemy z kolei ustawiając wszystko w opcjach sterowania konkretnej gry. Testowany gryzoń z pewnością znajdzie miłośników wśród osób, które nie chcą wydawać na myszkę dla gracza kilkuset złotych. Za kilka dyszek dostajemy przede wszystkim wygodne przyciski boczne oraz niskie DPI, które naprawdę ułatwia granie. Rozważam jednak zastanowić się nad tym, czy nie lepiej dopłacić kilkanaście złotych i zaopatrzyć się w nieco droższy model Trust GXT 111. Wady i zalety obu gryzoni już znacie, więc decyzja należy do Was.

PLUSY:

+ stosunek ceny do możliwości
+ dobrze rozmieszczone przyciski dodatkowe
+ dwie niższe wartości DPI (600/1200)

MINUSY:

– plastik pokrywający myszkę mógłby być pokryty gumową warstwą
– brak możliwości wyłączenia podświetlenia

OCENA: 3,5/5

Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

Komentarze (2)

  • 12 listopada 2016 at 11:06
    Permalink

    Używam tej myszki od kilku miesięcy. Działa świetnie i podobnie jak autor używam dwóch rozdzielczości DPI, ponieważ nie czuję potrzeby przełączania się na 2400/4800. Oświetlenie nawet nie daje mi się we znaki, ponieważ podczas używania myszki po prostu zakrywam go powierzchnią dłoni. Bajer – owszem, nawet nie czuję potrzeby jego wyłączenia. Przyciski są w porządku. Jestem praworęczny, więc doceniam fakt, że producent zdecydował się na „dorzucenie” dwóch przycisków nad kciukiem. Palce nie ślizgają się po rolce, chociaż, by go wcisnąć potrzebuję użyć nieco siły. Przycisk zmiany czułości myszki jest praktycznie niewyczuwalny podczas jej używania, ponadto położony jest w miejscu gdzie praktycznie nie kładę nacisku na obudowę myszki, stąd nie ma opcji, żeby w trakcie gry „skoczyła” mi rozdzielczość DPI. Plastikowa obudowa powoduje po dłuższym używaniu myszki lub w trakcie bardziej zaciętych teamfight’ów w League of Legends pocenie się dłoni lub po prostu zwyczajnie się nagrzewa.
    PS. Jedna różnica z mojej strony. Panie Darku, ja, w przeciwieństwie do Pana, nie musiałem naklejać ślizgaczy po wyjęciu myszki z opakowania, ponieważ były one już doczepione do myszki.
    Potwierdzam wyniki testu i dodaję, że w moim subiektywnym odczuciu ocena myszki jest trochę za niska. Pozdrawiam 🙂

    Reply
    • Darek Madejski
      14 listopada 2016 at 18:40
      Permalink

      Ocena 3,5/5 wcale nie jest taka niska (w skali dziesięciopunktowej to przecież mocna siódemka). Mi w tym modelu trochę zabrakło, by podnieść końcową notę. W porównaniu do nieco droższego GXT 111, którego swoją drogą używam najczęściej mimo posiadania droższych i bardziej „wypasionych” gryzoni, testowany GXT 101 jest trochę za lekki i oferuje zdecydowanie gorsze plastiki. Jeśli zatem podoba Ci się 101, pomyśl o 111. Naprawdę czuć różnicę. Pozdrawiam i dzięki za opinię 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

7 Shares
Share7
+1
Tweet