Test Cooler Master MasterPulse In Ear. Uniwersalne słuchawki kontra gry

Firma Cooler Master znana jest z dobrej jakości sprzętu dla graczy, lecz oferuje również coś bardziej wszechstronnego, jak choćby dokanałowe słuchawki, które bierzemy dzisiaj na warsztat. Sprzęt ma się sprawdzić i przy słuchaniu muzyki ze smartfona oraz oglądania filmów, i przy gamingowych wędrówkach przez nieznane światy. Interesuje mnie zwłaszcza ten drugi aspekt i postaram się odpowiedzieć na pytanie, jak MasterPulse In Ear radzą sobie w różnych gatunkach gier – od platformówek, aż do headshotów podczas sieciowego strzelania.

Cooler Master MasterPulse In Ear nie są typowymi słuchawkami dla gracza, o czym przekonamy się jeszcze przed otworzeniem zgrabnego i solidnego pudełka, w które zostały zapakowane. Nie uraczymy na nim żadnych zwrotów gaming i kolorystyki sugerującej, że z takim sprzętem to tylko na wirtualny front. Na jednym z boków kartonu widzimy natomiast wspierane urządzenia, czyli komputery, smartfony, tablety czy przenośne konsole. Cooler Master podkreśla również, że mały zestaw zapewnia krystaliczną czystość dźwięku oraz coś, co szczególnie mnie zainteresowało – regulację basów! Mamy też przechwałki o dobrej izolacji od otoczenia, lekkiej aluminiowej konstrukcji oraz precyzyjnym mikrofonie osadzonym na kablu. Pora sprawdzić, co z tego nie jest jedynie marketingowym wabikiem.


Sezamie, otwórz się!

Zacznijmy jednak od spojrzenia na zawartość opakowania, za które płacimy około 230 zł, gdzie znajdziemy nie tylko słuchawki. Cooler Master oddaje w nasze ręce okrągłe i poręczne etui z siateczkową przegródką w środku. Gadżet wykonano solidnie i powinien zapewnić dobrą osłonę sprzętu podczas podróży. Dobrze, że producent pomyślał również o wymiennych nasadkach na głośniczki zestawu. Mamy trzy rozmiary, zatem każdy powinien dopasować właściwy do swoich uszu.

Etui skrywa kolejne skarby.

Ściąganie nasadek jest banalnie proste, lecz nie można też powiedzieć, że wychodzą one z łatwością ze swojego miejsca. Wierzcie mi – przypadkowo na pewno nie zsuną się z głośniczków. Zestawu dopełnia przejściówka z jednego minijack na dwa, dzięki której podłączymy MasterPulse do komputera (osobno dźwięk i mikrofon), instrukcja obsługi oraz karta gwarancyjna z numerem seryjnym, który umożliwia zarejestrowanie sprzętu na stronie producenta.

W końcu przechodzimy do głównego aktora przedstawienia, czyli samych słuchawek Cooler Master MasterPulse In Ear. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to naprawdę ciekawy design, który jest odwrotnością słowa tandeta. Widać, że mamy do czynienia ze sprzętem wysokiej klasy. Z tyłu obudowy słuchawek znalazły się pokrętła służące do włączenia/wyłączenia technologii Bass FX, a każda z nich została oznaczona odmiennym kolorem, czyli niebieskim (L) lub czerwonym (R) paskiem, by szybko namierzyć lewą i prawą słuchawkę.

Wykonanie na piątkę.

Uwagę zwraca również cieniutki przewód, który, co szybko wychodzi na jaw, w ogóle się nie plącze – może że jesteście mistrzami w supłach żeglarskich i się mocno postaracie. Nawet po wyciągnięciu słuchawek z kieszeni, przewód potrafi sam się rozprostować i od razu możemy wetknąć basowy sprzęt w uszy. Na kablu, mierzącym sobie 1,3 m długości, umieszczono mały mikrofon z pilotem, pozwalającym obsługiwać multimedia na smartfonie oraz odbierać połączenia. W przypadku telefonicznych pogawędek spisywał się bez zarzutu i moi rozmówcy po drugiej stronie linii nie mieli problemów, by się ze mną dogadać. Jak mikrofon spisywał się w grach? Do tego tematu jeszcze wrócimy. Przewód zakończono pozłacanym i czterobiegunowym wtykiem 3,5 mm, na którego obudowie widzimy logo Cooler Master.

Logo ładnie komponuje się z kolorem wtyczki.

Cooler Master MasterPulse In Ear – specyfikacja techniczna:

– Kolor: biały (choć dostępny jest również czarny)
– Pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 hz
– Przetworniki: 8 mm
– Impedancja: 20 Ohm
– Czułość: 119 dB (Bass FX ON), 109 dB (Bass FX OFF)
– Maksymalna moc znamionowa: 20mW
– Połączenie: 3,5mm jack
– Długość kabla: 1,3m
– Mikrofon: wielokierunkowy
– Pasmo przenoszenia mikrofonu: 100 – 10 000 hz
– Czułość mikrofonu: -44 ± 4dB (1KHz, 1V/PA)
– Stosunek sygnału do szumu: 58 dB

Praktyka vs marketing

Czas podłączyć słuchawki do peceta posiadającego zintegrowaną kartę dźwiękową i zobaczyć, jak Cooler Master MasterPulse In Ear spisują się w akcji. Podstawową zaletą słuchawek ma być mocny bas i rzeczywiście, czuć dużą różnicę po włączeniu Bass FX. Warto tutaj zaznaczyć, co podkreśla również producent, że basy w testowanym zestawie nie są wzmacniane programowo. Po przestawieniu pokrętła na pozycję ON zmienia się przepływ powietrza wewnątrz obudowy głośników i w ten sposób do naszych uszu dociera głębszy bas. Muszę przyznać, że jest on naprawdę czysty i mięsisty, co świetnie sprawdzało się podczas grania. Wszystkie wybuchy oraz strzały od razu nabierają potęgi. Wspomniane pokrętła do włączenia/wyłączenia Bass FX chodzą dosyć opornie, lecz dzięki temu przynajmniej nie zmienimy ich pozycji np. poprawiając słuchawkę w uchu.

Pokrętła basów podczas grania koniecznie w pozycji ON.

Podczas gdy basom w Cooler Master MasterPulse In Ear nie mogę niczego zarzucić, odniosłem lekkie wrażenie, że słuchawki nie radzą sobie najlepiej z wysokimi tonami, które nie do końca są takie krystaliczne, jak zachwala wszystko producent. W przypadku strzelanin nastawionych głównie na dźwięki wydawane przez śmiercionośny oręż, w ogóle to nie przeszkadza, lecz grając w Wiedźmina 3 lub inne tytuły, gdzie równie ważna jest ścieżka dźwiękowa oraz głosy postaci, poczułem delikatny niedosyt, choć i tak jest przyzwoicie. Kilku znajomych, którzy mieli okazję wypróbować testowany zestaw, było pod dużym wrażeniem dźwięku. Sam również przyznaję, że w kategorii słuchawek dousznych w tym samym segmencie cenowym chyba nie spotkałem się z czymś równie dobrym.

Dla fanów FPS-ów ważna jest oczywiście kwestia pozycjonowania przeciwników i Cooler Master MasterPulse In Ear radzi sobie z tym bez problemu, podobnie jak duże headsety stereo ze średniej półki. Słyszymy zatem, czy wróg czai się nad nami, czy też może chce zajść nas z lewej strony. Wszystko gra jak należy. Pochwały należą się również za doskonałą izolację od otoczenia. Jeśli należycie dobierzemy nasadki na słuchawki – dla przypomnienia, są trzy rozmiary – wystarczy lekko włożyć je w uszy i otrzymujemy niezłą szczelność, odcinającą nas od dźwięków z zewnątrz. Pozostajemy sam na sam z naszym gnatem i wrogiem, którego trzymamy na muszce, albo – jak kto woli – mieczem opadającym na kark nieszczęśnika. Przy średniej głośności nie słyszymy nic poza dźwiękami płynącymi z wirtualnego świata. Nie raz podskoczyłem więc na fotelu, kiedy basowy ryk jakiegoś paskudztwa zaskoczył Białego Wilka. Przy horrorach naprawdę czujemy gęstą ciszę i każdy szmer docierający do naszych uszu przyspiesza bicie serca. Oczywiście taki sam efekt uzyskujemy z dobrymi słuchawkami o większych gabarytach, lecz warto zaznaczyć, że mały MasterPulse In Ear również nie ma się czego wstydzić na tym polu.

Małe nasadki = wielka izolacja.

Skoro już lecimy z plusami, kolejną zaletą Cooler Master MasterPulse In Ear jest lekkość zestawu. Przewody nie dość, że się nie plączą, to są naprawdę piórkowej wagi, zatem nie ciągną za uszy.

Żeby nie przesłodzić, znalazłem również coś, czego zabrakło mi w małym zestawie. Na pierwszy rzut idzie mikrofon, który niestety w przypadku gier nie zachwyca. Choć byłem dobrze słyszany przez innych graczy, niektórzy zauważyli, że słychać mnie ciszej niż zazwyczaj, a zazwyczaj korzystam ze słuchawek Ozone Ekho H80 RGB, które moim zdaniem mają najlepszy mikrofon wśród zestawów, jakie miałem przyjemność sprawdzić (przeczytajcie test). Mikrofon Cooler Master MasterPulse In Ear nie dość, że jest cichy, to zabiera na drugą stronę łącza nieco szumów, więc pod tym względem mogło być lepiej. Oczywiście po zbliżeniu zawieszonego na kablu mikrofonu do ust, jakość się poprawia, lecz musiałbym mieć trzecią rękę, by bawić się w takie akrobacje podczas rozgrywki.

Szkoda również, że Cooler Master nie zdecydował się na mały pilot do regulacji głośności na przewodzie. Pozostaje nam zatem regulacja decybeli w opcjach gry lub bezpośrednio w Windowsie, co nie stanowi najwygodniejszych rozwiązań.

Do czego graczowi taki zestaw?

Choć Cooler Master MasterPulse In Ear potrafi spełnić się w grach na platformach stacjonarnych, najczęściej korzystałem ze słuchawek mobilnie w połączeniu z Nintendo 3DS. Małe etui zawsze można wrzucić do plecaka lub kieszeni i zabrać w podróż. Przed snem, odpalając konsolę w łóżku, nie zawsze miałem też ochotę bawić się z dużymi słuchawkami. Ogrywanie Metroid Samus Returns w duecie z Cooler Master MasterPulse In Ear było moją ulubioną czynnością w ostatnich dwóch tygodniach. Wzmocnione basy świetnie podkreślały koszenie wrogów blasterem i nadawały muzyce głębi. Do tego nawet po dwóch godzinach ciągłego grania nie czułem, że mam uszy zatkane kołkami. Nasadki zestawu są miękkie i nie męczą małżowin oraz zapewniają świetne odcięcie od dźwięków codzienności.

Dobrana para!

Nie zrozumcie mnie jednak źle – Cooler Master MasterPulse In Ear to nie tylko mobilna przyjemność, choć jakby nie było, taki sprzęt jest tworzony głównie z myślą o wypadach poza pokój gracza. Jeśli zatem macie na wyposażeniu jakiegoś handhelda lub lubicie grać na smartfonie/tablecie, testowany sprzęt sprawdzi się wzorowo, a przy okazji – o czym przecież zapominać nie można – zapewni bardzo dobre brzmienie podczas słuchania muzyki. Grając na PC, pozostaję jednak przy większych braciach testowanego zestawu.

PLUSY:

+ lekka konstrukcja
+ Bass FX świetnie wzmacnia basy
+ izolacja od otoczenia na wysokim poziomie
+ nieplączący się przewód
+ solidna konstrukcja
+ etui i wymienne nasadki w zestawie

MINUSY:

+ mikrofon mógłby być lepszej jakości
+ brak regulacji głośności na kablu

OCENA: 4,5/5

Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

6 Shares
Share6
+1
Tweet