Satoru Iwata – największe osiągnięcia wizjonera i legendy branży gier

11 lipca 2015 to dzień, który na czarno zapisze się w historii gier komputerowych. W wieku 55 lat walkę z rakiem przegrał Satoru Iwata – człowiek przez trzynaście ostatnich lat swojego życia piastujący posadę prezesa Nintendo. Nie podążał ślepo za trendami, a odważnie wcielał w życie swoje wizje.

Napisać o Iwacie, że był dla branży kimś ważnym to tak, jakby powiedzieć, że Messi jest całkiem dobry w piłkę nożną. Jego historia jest zresztą przykładem, że z powołaniem i odpowiednim nastawieniem można osiągnąć dosłownie wszystko. W końcu karierę zaczynał od programowania kolegom gier na kalkulatory, a skończył jako szef jednej z największych na świecie korporacji w branży.

Pierwsze lody z nieustannie poszerzającym horyzonty Nintendo (przypomnijmy, że firma zaczynała od produkcji kart, zabawek dla dzieci, czy nawet żywności) przełamał wykonując dla nich freelancerskie zlecenia pracując w firmie HAL Laboratory. Spędził tam niecałe 20 lat, najpierw jako programista, później zaś prezes. To właśnie w tym okresie powstał uwielbiany przez wielu kultowy Kirby. Yamauchi (ówczesny prezes tzn. Wielkiego N), widząc w Iwacie potencjał, postanowił dać mu posadę we własnej firmie.

W 2001 roku na półkach sklepowych wylądował GameCube, ale niestety nie osiągnął takiej popularności, jak PlayStation 2. Konkurencja królowała, a zyski spadały na łeb, na szyję. Nad japońskim gigantem wisiały czarne chmury, ale gdy rok później za sterami korporacji zasiadł Iwata, wszystko się zmieniło. Oto dlaczego.

Satoru Iwata
Satoru Iwata

W jednym z wywiadów w 2004 dla serwisu GameSpy powiedział: Zrozumcie proszę, że nie twierdzę, aby technologia była nieistotna. Ale jeśli to na niej będziemy się skupiać, nie uda nam się [osiągnąć sukcesu].

Jak wiadomo, Iwata nigdy nie brał udziału w wyścigu z Sony i Microsoftem, polegającym na wyciśnięciu ze swoich konsol jak największej mocy. Jego gry nie stawiały na graficzne fajerwerki. Były proste i przystępne – a przy tym grywalne jak diabli. Czy miał rację? Niech przemówi za tym fakt, że już podczas pierwszych dwóch lat jego urzędowania, firma zanotowała 41–procentowy wzrost zysków. Poza tym – zagrywaliście się kiedyś w Mario czy Pokemony i przeszkadzała Wam niedzisiejsza grafika? No właśnie. Urzeczywistniona wizja Iwaty oferowała świetną rozrywkę zarówno dla młodych, jak i starszych graczy. Co więcej, Iwata myślał poza schematami nie tylko przy pracy nad grami, ale także przy okazji konsol samych w sobie. Nie zapominajmy, że to za jego kadencji rozpropagowano kontrolery ruchowe i dotykowe.

Satoru Iwata
Satoru Iwata

Nintendo DS zadebiutował pod koniec 2004 roku i był urządzeniem rewolucyjnym, choć początkowo nazywany był zbyt przekombinowanym handheldem, oferującym rozpikselowaną grafikę. Po raz kolejny wyszło jednak, że Iwata ma rację, a jego dziecko, choć po naszym kraju tego nie widać, do dziś jest najpopularniejszą przenośną konsolą na świecie.

Swoją drogą, z premierą jego następcy, 3DS–a, wiąże się ciekawa historia. Otóż cena za niego była niespodziewanie wysoka, a sam efekt trójwymiaru nie dość, że nie był tak powalający, jak zapowiadano, to jeszcze na samą konsolę nie było zbyt wielu interesujących gier długo po premierze. Co w obliczu fiaska zrobił Iwata? Oficjalnie przeprosił fanów i obciął swoją pensję o połowę. Czapki z głów. Od tego momentu sytuacja się zmieniła, na sprzęt ten zaczęło wychodzić mnóstwo hitów i do dziś 3DS jest jedną z najlepiej sprzedających się konsol w historii branży.

Pamiętacie też debiut Wii w 2006? Za nią również stał nie kto inny, jak Iwata. Ta sama historia – wielu nie wierzyło w sukces tej konsoli (krytykowano między innymi grafikę i wątpiono w wygodę sterowania w powietrzu), a jednak to właśnie ona wyniosła Nintendo na szczyt, podwajając wartość jej akcji. Konkurencja szybko wzięła się do roboty i zaczęła produkować własne urządzenia ruchowe, ale mimo technologicznego zaplecza, dalej nie potrafią one bawić tak, jak robi to Wii.

Satoru Iwata
Satoru Iwata

Satoru Iwata był nie tylko osobą lubianą w swoich kręgach, ale też bardzo medialną. Szybko okazało się, że faktycznie jest uosobieniem myśli od graczy dla graczy i z miejsca stał się maskotką Nintendo. Był szefem, który przychodząc do pracy siadał przed komputerem nie jako szef, lecz programista, i brał na swoje barki ciągnące się linijki kodu. Niejednokrotnie pojawiał się zresztą w formie cameo w produkcjach swojej własnej firmy. Zresztą, jak nie lubić człowieka, który mimo przewodzenia ogromnej korporacji, trzymał na konferencji E3 w 2012 roku kiść bananów, by promować jedną ze swoich produkcji z Donkey Kongiem w obsadzie.

Jak powiedział: Na wizytówce jestem prezesem korporacji. W swoim umyśle jestem producentem gier. Ale w sercu jestem graczem. Całe szczęście, że to właśnie osoba z takim nastawieniem była szefem wielkiej firmy. Szkoda, że tak mało osób na wysokich stanowiskach idzie w jego ślady i patrzy na świat z perspektywy zachowawczego biznesnema, a nie gracza z krwi i kości.

Dawid Kozłowski

Dawid Kozłowski

Zadeklarowany pecetowiec. Gra we wszystko, co mu wpadnie w ręce, choć brakuje mu bardziej oldschoolowych i oryginalnych tytułów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

6 Shares
Share6
+1
Tweet