Recenzja Wiedźmin 3: Krew i Wino. Nie tylko dla wampirów

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Krew i Wino jest godnym zakończeniem historii Geralta z Rivii. Trudno jest się jednak nie wzruszyć, mając świadomość, że przyszło nam obcować z Wiedźminem po raz ostatni.

Byliście czasem tak zachwyceni jakąś produkcją, że chcielibyście personalnie podziękować deweloperom za kawał dobrze wykonanej roboty? Podać rękę scenarzystom, programistom, dźwiękowcom i wyrazić wdzięczność za trud włożony w ciężką pracę? Chociaż gram od szóstego roku życia, to tego rodzaju emocje towarzyszą mi naprawdę rzadko, im jestem starszy tym trudniej mnie też zaskoczyć. Fakt, że seria traktująca o zabójcy potworów wprowadziła mnie w stan euforii, dostarczając masy satysfakcji płynącej z rozgrywki, pokazuje, iż mamy do czynienia z produkcją wybitną. Pozycje takie jak recenzowane rozszerzenie, powinny być chlubą narodową i dowodem dumy każdego Polaka. Ciężko byłoby wyrazić te słowa wcześniej, nie będąc pewnym jakości dodatku. Zawsze istniało bowiem ryzyko, że na ostatniej prostej deweloperom powinęła się noga i produkt finalizujący przygody Białego Wilka nie sprosta wymaganiom, wywołując u wielu poczucie rozgoryczenia. Tak się jednak nie stało – mimo drobnych uchybień podróż do Toussaint to niezapomniane przeżycie.

Przygotowanie przed ostatnią podróżą

Do krainy słynącej z wyrobu najdoskonalszych win najlepiej udać się w momencie, gdy doświadczenie naszego protagonisty będzie oscylowało między 35 a 40 poziomem. Stopień wyzwań jest bowiem dość wysoki i nie mając skompletowanego dobrego ekwipunku, konfrontacja z wieloma przeciwnikami dam nam się we znaki. Sugeruję więc rozpoczęcie zabawy po ukończeniu głównego wątku jak i Serc z Kamienia. Oczywiście tak jak w przypadku pierwszego dodatku istnieje możliwość, by wybrać się w wyprawę na południe postacią przygotowaną przez twórców, ale standardowo ciężko jest uznać wspomniane rozwiązanie za godne polecenia. No chyba, że w przedziwnych okolicznościach wasz stan gry odszedł w niebyt. Musicie jednak wiedzieć, że chociaż historia z Krwi i Wina nie jest związana bezpośrednio z wątkami fabularnymi z podstawki, to pojedyncze wybory jakich dokonaliśmy ukończywszy Dziki Gon, znajdą swoje odzwierciedlenie w fabule dodatku.

Zwiastun nie pozostawia złudzeń, źle się dzieje w Toussaint:

Finał na jaki wszyscy czekali

Pierwsze godziny spędzone przy grze nie wywołały u mnie skrajnie pozytywnych reakcji. Ot standard – scenariusz koncentruje się wokół tajemniczych zabójstw, za którymi stoi wyjątkowo przebiegła i tajemnicza bestia. Z racji tego, że miejscowi mają kłopot z rozwiązaniem problemu, przed którym stanęło księstwo, sama władczyni Anna Henrietta podejmuje się próby skontaktowania z Wiedźminem, w celu skorzystania z jego usług. Rozpoczynamy więc śledztwo, starając się dopatrzeć cech wspólnych ofiar i znaleźć wspólny mianownik by pochwycić mordercę. Okazuje się, że idealni i nieskalani na pierwszy rzut oka uśmierceni wojownicy, nie byli wcale bez winy, a ich zachowanie niejednokrotnie stało w opozycji  z rycerskimi cnotami. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy stolicy – Beauclair, są przekonani, że to bogowie wyznaczyli karę za przewinienia dokonane przez śmiertelników. Pamiętacie film Seven? Ciężko jest nie zauważyć analogii. Mając w pamięci fenomenalny scenariusz Serc z Kamienia, nie rozpływałem się jednak z zachwytu, wnikliwie analizując wątek główny. Niemniej wraz z kolejnym zaliczonym questem, intryga wciąga coraz to bardziej i nie jest prosta do przewidzenia. Tradycyjnie mamy duży wpływ na rozwój historii, a nasze postępki doprowadzą do kilku możliwych zakończeń. Wiele postaci, które przyjdzie nam spotkać, zdążyło się już pojawić w prozie Sapkowskiego, chociażby pewna siebie księżna Anna Henrietta czy oddany służbie królestwu Peyrac-Peyran. Jeżeli chcecie lepiej poznać idylliczną krainę, zanim uruchomicie Krew i Wino gorąco zachęcam byście sięgnęli po tom Pani Jeziora – książka doskonale wprowadzi was w klimat. Nieomal wszyscy istotni dla intrygi bohaterowie (w tym wykreowani specjalnie na potrzeby gry) przedstawieni zostali sugestywnie, przy czym odnotować należy, że żadna z nich nie jest równie frapująca jak Pan Lusterko z poprzedniego dodatku.

Wiedźmin 3: Krew i Wino
Wiedźmin 3: Krew i Wino

Rzyga się tak samo po Est Est jak i po jabcoku

Zadania poboczne wypadają bardzo dobrze, potęgując z każdym kolejnym pozytywne wrażenia. Weźmiemy udział w rycerskim turnieju, zapolujemy na nowe bestie, zdejmiemy klątwę z pani dworu czy pozwolimy rozpropagować nową talię do gry w gwinta – składającą się z oddziałów Skellige. W pewnym momencie zostaniemy właścicielem winnicy Corvo Bianco, która stanie się naszą bazą wypadową i nie da się ukryć, iż ten element może wśród niektórych budzić pewne kontrowersje. Geralt wszakże zawsze uchodził za samotnika i włóczęgę a rola zarządcy posiadłości niespecjalnie do niego pasuje. Inna sprawa, że nie do końca wykorzystano potencjał tkwiący w posiadaniu nieruchomości. Owszem możemy tam przechowywać trofea czy prezentować na stojakach zbroje czy broń, ale trudno nie odnieść wrażenia, że winnica stanowi raczej swego rodzaju przekąskę a nie pełne i wartościowe danie. Nie sposób jest jednak nie docenić szerokiej gamy nieobligatoryjnych misji, które zostały wzorcowo zaprojektowane, a na dodatek wzbogacają mechanikę. Wśród nich warto wyróżnić poszukiwania zapisków z badań doktora Moreau, które przyczynią się do poznania nowych technik mutacji, znacząco ułatwiających starcia z oponentami. Mimo że samo Toussaint jest bezapelacyjnie urokliwe, to zdradzić mogę, iż część z was trafi również do fantazyjnej krainy, którą ciężko jest się nie zachwycić. Zapewniam, że przez chwilę znów poczujecie się jak dzieci, a jeśli graliście w Diablo III i nie przegapiliście sekretnego poziomu, to macie pewien obraz tego, czego możecie się spodziewać. Nie napiszę jednak nic więcej. Bardzo żałuje jedynie, że nie będzie mi dane zobaczyć waszych min w trakcie eksplorowania tego utopijnego świata.

Krew i Wino screeny:

Smigole nie odda złotej łyżki, to jego ssssskarb…

Jeden z największych atutów serii traktującej o Rzeźniku z Blaviken to wszelkiego rodzaju nawiązania do kultury masowej. Tym razem pracownicy studia CD Projekt RED również nie pokpili sprawy puszczając do graczy oko nader często. W pewnym momencie, przechadzając się po karczmie, usłyszałem słowa piosenki, siekiera motyka, w dupie pies twoja stara tańczy gdzieś. Dla większości z was będzie to pewnie głupawa i niewiele wnosząca przyśpiewka podchmielonego klienta oberży. Warto jednak wiedzieć, że to odniesienie do filmu Zakazane piosenki z roku 1946 i słów utworu Polaków okupowanej Warszawy, którzy w słowach utworu siekiera, motyka, bimber szklanka, w nocy nalot w dzień łapanka odnoszą się trudów życia w zniewolonym mieście. Trudno nie uśmiechnąć się pod nosem, czytając w glosariuszu opis pantery, rozpoczynający się do słów wlazł kotek na płotek i mruga… Nie wspominając o rozterkach wampirów na temat tego czy najlepiej hodować ludzi w oparciu o metodę wolnego wybiegu czy też składowania ich stłoczonych w klatkach. Chyba nie muszę tłumaczyć, że współcześnie często eksperci wypowiadają się na ten temat w kontekście drobiu. Nie chcę wam odbierać przyjemności z wyłapywania smaczków, ale możecie być pewni, że przytoczone przykłady to zaledwie czubek góry lodowej.

Jestem na TAK!

Ostatnimi czasy rozszerzenia do gier kojarzą się głównie z duperelami pokroju zbroi dla konia czy nowej broni. W przypadku Krwi i Wina jest zgoła inaczej. Otrzymaliśmy wypchany po brzegi zawartością dodatek, którego ukończenie z powodzeniem zajmie przynajmniej 20 godzin. Liczba linii dialogowych sięga 14 tysięcy, a ilość zadań do wykonania oszacowana została na blisko 90. Deweloperzy natomiast tuż przed premierą wypuścili łatkę 1.21, poprawiając kilka błędów, a zarazem modernizując m.in. interfejs. Otrzymaliśmy więc produkt dopieszczony nieomal w każdym calu, który zasadniczo może być uznany za ideał. Nie przegapcie szansy by zawitać do Toussaint i przeżyć jedną z najwspanialszych historii swojego życia – taka okazja może się nie powtórzyć przez najbliższe lata.

Ocena: 5/5

Plusy:

  • Miód płynie strumieniami w Toussaint
  • Nieliniowa rozgrywka
  • Zróżnicowanie zadań pobocznych
  • Powrót charyzmatycznych bohaterów z sagi o Wiedźminie

Minusy:

  • Winnica Corvo Bianco odrobinę rozczarowuje
Bartłomiej Balcerzak

Bartłomiej Balcerzak

Miłośnik staroszkolnych gier RPG takich jak Baldur's Gate czy Planscape Torment a jednocześnie nowszych przedstawicieli tego gatunku z Mass Effectem na czele.

Komentarze (2)

  • 7 czerwca 2016 at 22:52
    Permalink

    Osobiście pomimo wielu zachwytów mnie rozczarowała grafika myślałem, że będzie znacznie lepsza w porównaniu do ostatniej części, ale cóż nie można mieć wszystkiego i tak warto mieć tą grę

    Reply
    • Robert Ocetkiewicz
      8 czerwca 2016 at 09:12
      Permalink

      Grafika to tutaj sprawa raczej drugorzędna 😉 Mimo tego że nie ma większych zmian pod tym względem i tak naszym zdaniem prezentuje się naprawdę bardzo ładnie. Przeszedłeś już całość?

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

109 Shares
Share109
+1
Tweet