Recenzja Pillars of Eternity [PC] – arcydzieło dla fanów gatunku

Jeśli należycie do grona osób, które tęsknią za klasyczną formułą gier RPG, reprezentowaną przez takie hity jak Baldur’s Gate czy Planscape: Torment, koniecznie musicie sprawdzić najnowszy produkt Obsidian Entertainment. Argumentów za tym jest przynajmniej kilka.

Tytuł w ramach zbiórki na Kickstarterze zebrał sumę oscylującą w okolicach 4 mln dolarów, otrzymując wsparcie od 77 tysięcy osób. Popularność projektu zaskoczyła samych twórców, pokazując jednocześnie, jak duża jest nisza rynkowa, do której zaliczymy osoby z nostalgią wspominające wojaże po krainach fantasy. Współczesne pozycje role playing games znacząco odbiegają od oczekiwań ogromnej ilości graczy, tęskniących za oldschoolem kojarzonym z produktami wydawanymi pod koniec XX wieku.

Nie ukrywam, że miałem spore obawy związane z Pillars of Eternity, tytułem kryjącym się wcześniej pod nazwą Project of Eternity. Dodatkowo wersja beta była niemiłosiernie zabugowana, poddając w wątpliwość wiarę w jakość ostatecznego produktu. Osoby, które sięgnęły po Wasteland 2 doskonale wiedzą, jak wszelkiego rodzaju niedoróbki są w stanie zepsuć radość płynącą z zabawy. Deweloperzy z Obsidianu stanęli jednak na wysokości zadania, wsłuchując się w głosy fanów i poprawiając wiele błędów, które zostały wytknięte w trakcie beta testów.

Świat magii i miecza

Gra zabiera nas do rewelacyjnie wykreowanego świata fantasy Eora, dla którego inspirację stanowiło uniwersum Dungeon & Dragons. Z całą pewnością należy docenić ogrom pracy, włożony przez scenarzystów, którzy przygotowali dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach krainę. Przemierzając leśne ostępy i miasta sycić będziemy oczy interesująco zaprojektowanymi monstrami, w wolnych chwilach zagłębiając się w lekturę ksiąg, poszerzających wiedzę o świecie. Cieszy przywiązanie do detali, które potęguje immersję, pozwalając graczowi wciągnąć się w wir wydarzeń na długie godziny.

Zabawę zaczniemy oczywiście od stworzenia postaci. Twórcy oddali nam w ręce ogromne możliwości w kreacji wymarzonego herosa. Wybierzemy więc rasę, płeć czy klasę, ale również pochodzenie bądź biografię. Wybór, jakiego dokonamy, wpłynie w pewnych sytuacjach na stosunek otoczenia do naszego protagonisty. Chociażby fakt, że wywodzimy się z arystokracji, nie przez wszystkie osoby musi być odczytany pozytywnie. Co ciekawe wybór poszczególnych umiejętności nie tylko przekłada się na zdolności postaci, ale także na otwarcie dodatkowych opcji dialogowych. Jeśli dysponujecie wysoką wiedzą, będziecie w stanie korzystać ze zwojów wyższego poziomu, jak również pojawi się możliwość wykazania erudycją podczas niejednej rozmowy.

Każda historia ma swój początek…

Opowieść rozpoczyna się w momencie, gdy karawana, którą podróżujemy, zatrzymuje się nieopodal tajemniczych ruin. Spokojna atmosfera zostaje natychmiast zakłócona, a nasi współtowarzysze odpoczywający przy ognisku, wpadają w śmiertelną zasadzkę. Pierwotny plan, by wraz z pozostałą częścią członków eskapady osiedlić się na ziemiach włodarza Złoconej Doliny, kończy się fiaskiem. Fabuła z każdą minutą wciąga coraz bardziej, dostarczając nam tyleż samo pytań co i odpowiedzi.

Warto przy tym zaznaczyć, że mroczna atmosfera nie pozwala zaklasyfikować gry do gatunku tzw. Heroic fantasy, gdzie istnieje jednoznaczny podział na dobro i zło, a narracja koncentruje się na oklepanym schemacie walki z mrocznym do szpiku kości antagonistą. Wybory, których dokonamy w trakcie wyprawy są niejednoznaczne, wielokrotnie zmuszając nas do refleksji  i postawienia sobie kilku pytań natury etycznej. Genialnym posunięciem było zaimplementowanie do dialogów wypowiedzi stricte związanych z określonym typem naszego usposobienia. Możemy więc mówić w sposób spokojny, czy też nacechowany agresją. Nic nie stoi na przeszkodzie, by stać się personą znaną z uczciwości, czy też przy każdej nadarzającej się okazji, wprowadzać innych w błąd. Oczywiście każda decyzja rodzi konsekwencje, np. wielokrotnie będąc życzliwym, przylgnie do nas etykieta altruisty, skłonnego udzielać pomocy innym w potrzebie.

Do boju!

Poza gawędzeniem sporo czasu upłynie nam również na walkach. W zależności od naszych umiejętności (oraz cierpliwości), zdecydować się będziemy mogli na jeden spośród kilku poziomów trudności potyczek. Nawet wybierając niski stopień wyzwań, ze sporej ilości walk nie uda nam się wyjść zwycięsko, nie zaplanowawszy taktyki. Metoda „huzia na Józia” często nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, zmuszając nas do ponownego załadowania stanu gry. Dla wprawnych weteranów przeznaczony został tryb eksperta (wyłączone zostają wszystkie informacje pomocnicze) oraz próba żelaza. Wybór tej ostatniej opcji sprawia, że jeśli postać zginie, nasze dotychczasowe dokonania zostaną skasowane.

Przed wyruszaniem w drogę należy zebrać drużynę

Oczywiście w pojedynkę nie bylibyśmy w stanie stawić czoła przeciwnościom losu, ale od czego jest zgrany zespół. Napotkamy kilka postaci, które chętnie dołączą się do naszej grupy, wspierając mieczem i radą. Rys psychologiczny postaci został nakreślony w sposób względnie ciekawy, zwłaszcza przypadł mi do gustu elfi mag Aloth, który zmaga się z zabawną przypadłością. Nie da się jednak ukryć, że przy niecodziennym i niezmiernie oryginalnym zbiorowisku indywiduów znanych z Planscape: Torment, członkowie drużyny recenzowanej gry nie są aż tak wyraziści. Jeśli zaś zechcemy sami od podstaw stworzyć współtowarzysza, to twórcy także nam to umożliwili. W karczmie za opłatą możemy wynająć najemnika, będącego od tej pory naszym sojusznikiem. W tej sytuacji jednak ominie nas spora liczba konwersacji z kompanami zaprojektowanymi przez twórców i kilka misji pobocznych.

Mój dom to moja twierdza

Jeszcze przed premierą pracownicy studia Obsidian Entertainment poinformowali, że na pewnym etapie rozwoju fabuły staniemy się właścicielami warowni. Słowa oczywiście dotrzymano, pozwalając nam poczuć się niczym pan na włościach. Zarządzanie własnością nie jest przesadnie rozbudowane, ale z całą pewnością intuicyjne. Przyjdzie nam zbudować kilka obiektów, np. dziedziniec czy kaplicę, a każde z tych miejsc przyniesie określone korzyści. Zatrudniając zbrojnych zadbamy o bezpieczeństwo fortecy, a wysyłając członków naszej drużyny ku przygodzie, zyskamy złoto i doświadczenie. Najwięcej atrakcji czeka na nas jednak w podziemiach zamczyska, gdzie mieści się wielopoziomowy labirynt, zwany Bezkresnymi Ścieżkami. Pełne niebezpieczeństw korytarze skrywają wiele tajemnic, mamiąc dzielnych śmiałków potężnymi artefaktami i złotem.

Ej panie! Poczciwą masz gębę

Oprawa audio-wizualna również przywodzi na myśl minione lata. Nie znaczy to jednak, że grafika trąci myszką. Chodzi raczej o charakterystyczny styl, prezentujący akcję w rzucie izometrycznym oraz cieszący oczy ślicznie skomponowanymi lokacjami. Oczywiście grafika nie robi tak spektakularnego wrażenia jak w najnowszej odsłonie Dragon Age, ale wówczas w sukurs przychodzi wyobraźnia. Silnik gry, prezentujący wydarzania z oddali, nie byłby w stanie oddać wyglądu poszczególnych postaci czy tego, jakie konkretne czynności wykonują. Dlatego też w grze nie brakuje bardzo drobiazgowych charakterystyk działań podejmowanych przez jednostki. Osoby, które odstręcza spora ilość tekstu, mogą niestety nie docenić fenomenu jakim niewątpliwe jest Pillars of Eternity. Muzyka zaś to klasa sama w sobie. Justin Bell, który za nią odpowiada, wspiął się na wyżyny swoich możliwości, pieszcząc uszy nastrojowym brzmieniem. Nie brak zarówno utworów spokojnych, świetnie wpisujących się w eksplorację mieścin oraz patetycznych motywów chwytających za serce i mobilizujących do walki. Szkoda tylko, że zabrakło pełnej polonizacji (dostępna jest jedynie wersja kinowa), ale cóż, nie można mieć wszystkiego.

Narodziny legendy

Studio Obsidian Entertainment pokazało, że jest w doskonałej formie dostarczając graczom fenomenalny produkt, który z rozrzewnieniem będą wspominać sentymentalni gracze za kilka lat. Moim zdaniem Pillars of Eternity bezproblemowo nokautuje wydaną kilka miesięcy wcześniej grę Dragon Age: Inkwizycja. Nie uświadczymy tu bowiem znanego z MMORPG biegania godzinami za ziółkami czy niekończącego się grindu, w celu awansowania na kolejny poziom. Misje poboczne nie są tu zapychaczem, koncentrującym się wokół ubijania kolejnych grup potworów, lecz historiami świetnie przenikającymi wątek główny. Dawno żadna produkcja nie przykuła mnie tak do monitora jak kickstarterowy projekt, spełniający nie tylko wygórowane oczekiwania, ale i dający znacznie więcej.

PLUSY:

  • porywająca historia
  • świetnie wykreowane uniwersum
  • rozbudowane opcje dialogowe
  • genialna oprawa dźwiękowa

MINUSY:

  • drobne bugi
Bartłomiej Balcerzak

Bartłomiej Balcerzak

Miłośnik staroszkolnych gier RPG takich jak Baldur's Gate czy Planscape Torment a jednocześnie nowszych przedstawicieli tego gatunku z Mass Effectem na czele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

1 Shares
Share1
+1
Tweet