Recenzja Inside. Bohater w objęciach totalitaryzmu

Dawno żadna gra tak dobrze nie oddawała atmosfery zaszczucia.

Alienacja oraz strach to emocje nierozerwalnie związane z obcowaniem z najnowszą produkcją Playdead. Chociaż twórcy w sporej mierze odwołują się do atmosfery panującej w ich poprzedniej pozycji – Limbo, to udało im się rozwinąć pierwotny zamysł na wielu płaszczyznach. Głównym bohaterem jest chłopiec ubrany w czerwoną koszulę, którym pokierujemy w niegościnnych mu realiach. Przemierzając las, skropione deszczem ulice miast czy laboratorium, ani na chwilę nie będzie nam dane poczuć się bezpiecznie. Na każdym kroku czai się bowiem niebezpieczeństwo, a antagoniści nie spoczną póki nie zobaczą jak w naszych oczach gaśnie życie. Już początkowa faza rozgrywki sugeruje, iż droga prowadząc do finału będzie wyboista. Psy spuszczone z łańcucha łakną naszej krwi, a nam pozostaje jedynie ratować się ucieczką. Motyw ten obudził we mnie skojarzenia z kultowym Another World, gdzie zabawa rozpoczynała się od ucieczki przed poruszającą się na czterech łapach bestią.

Monochromatyczny, niemy świat

Atmosfera jest niezaprzeczalnie największym atutem pozycji, jeśli podobał się wam Rok 1984 Orwella bądź graliście w Half-life 2 i pamiętacie City 17, to poczujecie się jak w domu, chłonąć klimat dystopijnej rzeczywistości. Stylistyka utrzymana w mrocznych barwach, potęguje wrażenie przygnębienia i wszechogarniającego braku nadziei. Zdaje się, że ubrany w jaskrawe odzienie protagonista, nie wbijający się w sztywne ramy narzucone przez reżim, traktowany jest jak element wywrotowy, który trzeba czym prędzej zgładzić. Fabuła zresztą pozostawia ogromne pole to swobodnej interpretacji, przez cały czas trwania gry nie uświadczymy bowiem żadnych dialogów, jak i nie odnajdziemy zapisków rzucających światło na wydarzenia, w których uczestniczymy. Jest to niebywała zaleta, ten brak dosłowności umożliwia podjęcie każdemu z osobna refleksji.

Hello darkness, my old friend. I’ve come to talk with you again:

Samotność będąca przedsionkiem śmierci

Podobnie jak w Limbo naszym malcem poruszać się będziemy mogli jedynie w lewo i w prawo, samo sterowanie jest responsywne i intuicyjne. Nie znaczy to jednak, że możemy ignorować to co dzieje się na dalszym planie, bez uważnej obserwacji środowiska nie zdołacie przetrwać. Wyobraźcie sobie chociażby mężczyznę trzymającego w dłoniach latarkę i patrolującego leśne ostępy. Chociaż znajduje się w oddali to nie jest jedynie elementem urozmaicającym scenerię. Gdy puszczany przez niego snop światła zostanie rzucony na naszą postać, to przeciwnik niechybnie przemierzy dystans, przeskoczy na pierwszy plan i postara się nas dopaść. My natomiast zasadniczo przez całą grę pozbawienie jesteśmy dostępu do jakiegokolwiek arsenału, a naszym jedynym orężem pozostaje spryt. Oddano nam z kolei możliwość wejścia w interakcje z pewnymi obiektami, możemy więc przesuwać skrzynie czy uruchamiać różnorakie mechanizmy przy wykorzystaniu dźwigni. Nie posiadamy natomiast standardowego ekwipunku rodem z gier przygodowych. Inside cechuje minimalizm, na ekranie nie występują zaśmiecające ekran ikonki symbolizujące chociażby pasek życia. Tego typu rozwiązanie sprzyja immersji, mimo iż akcji nie obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby.

Całe życie jest zagadką, […]. Od początku do końca

Rdzeń rozgrywki koncentruje się wokół rozwiązywania zagadek. Nie ma jednak powodów by osoby, które nie przepadają za grami logicznymi nie dały szansy Inside. Wszelkie łamigłówki nie stanowią bowiem niebotycznego wyzwania i wystarczy czasem odrobinę pogłówkować by z pozoru skomplikowany problem okazał się być przysłowiową kaszką z mleczkiem. Nawet jeśli kierowany przez was chłopiec polegnie, nie wzbudzi to waszej frustracji. Dysponujecie bowiem nieograniczona ilością żyć, odradzając się tuż przed stawianą przez produkcję zagwozdką. Możecie więc eksperymentować do woli, nie martwiąc się o konsekwencje. Ostrzegam jednak, iż mimo nie silącej się na realizm grafiki, nieraz wykrzywicie się będąc świadkiem makabrycznego zgonu bohatera- mowa m.in. o szatkowaniu dziecka. Nie chciałbym odbierać wam frajdy z odkrywania przed wami kart, zdradzając poszczególne typy intelektualnych wyzwań. Wspomnę więc tylko o niezwykle pomysłowym urządzeniu, które umożliwia sterowanie przy pomocy umysłu zniewolonymi przez system nieszczęśnikami. Przejmujemy wówczas kontrolę nad innymi postaciami, wykonujących czynności leżące poza zasięgiem możliwości chłopaka. Sporo czasu spędzimy także pod wodą, martwiąc się nie tylko o szybko marniejący zapas tlenu, lecz także o humanoidalną, tajemniczą istotę nie żywiącą względem nas przyjaznych emocji. Gra co cieszy bardzo pozytywnie zaskakuje w kontekście finału historii, zwieńczenie opowieści o otwartym jak wcześniej wspominałem charakterze wprawiło mnie w  osłupienie. Istnieje także alternatywne zakończenie, które stanie otworem przed najbardziej zaciekłymi poszukiwaczami sekretów. Zdradzić jednak więcej nie zamierzam.

Mrok nocy spowijający świat:

Piękny minimalizm

Pozycji od strony wizualnej nie można nic zarzucić, animacja bezimiennego chłopca jest mistrzowska i z satysfakcją obserwujemy jak porusza się, skrada, skacze czy podciąga. Oklaski należną się również programistom odpowiedzialnym za fizykę obiektów, które zachowują się nad wyraz naturalnie. Oprawa dźwiękowa jest natomiast bardzo oszczędna, co jednak całkiem nieźle wpisuje się w konwencję enigmatycznej opowieści. Na każdym kroku widać, iż Limbo stanowiło dla pracowników studia swego rodzaju bazę, przy tworzeniu nowego produktu. Zdobyte wcześniej doświadczenie pozwoliło dopracować i wzbogacić kontynuację, czyniąc pozycję wyjątkową.

Do doskonałości niewiele zabrakło

Nie ma róży bez kolców i trudno przymknąć oczy na dwie zasadnicze wady. Po pierwsze krótki czas zabawy, który u większości z was nie przekroczy 5 godzin. Drugi, poważniejszy zarzut dotyczy powtarzalności niektórych łamigłówek. Biorąc pod uwagę fakt, iż szybko ukończycie Inside, powinniście być co rusz zaskakiwani nowymi mechanikami, tytuł jednak jest odrobinę wtórny. Przygotujcie się więc chociażby na wielokrotnie wałkowanie motywu ucieczki przed dobermanami. Ciężko więc przewidzieć czy gdyby gra była dłuższa nie doświadczylibyśmy jeszcze częściej eksploatowania pewnych schematów i odtwórczości. Poza wskazanymi powyżej wątpliwościami, trudno byłoby sformułować inne zarzuty.

Fenomenalne doświadczenie

Nawet jeśli na chwilę obecną kwota 20 euro jest zbyt wygórowaną sumą by kupować tytuł, który starczy raptem na kilka godzin, to nie zapominajcie o Inside i gdy tylko pojawi się przecena, to śmiało umieśćcie produkt w wirtualnym koszyku. Przeniesiecie się do świetnie nakreślonej antyutopii, stając naprzeciw przedstawicieli tyranii, którzy zrobią wszystko by zniewolony lud nigdy nie odzyskał wolności. Czy dziecko jest w stanie zmienić bieg historii? Co chcieli przekazać autorzy tworząc tak niesztampowe zakończenie? To pytania na które będziecie musieli znaleźć odpowiedź w zaciszu swoich domów.

Ocena: 4/5

Plusy:

  • Atmosfera potęgowana mroczną stylistyką
  • Animacja bohatera i fizyka obiektów
  • Przystępne zagadki
  • Świetna kreacja dystopijnej rzeczywistości

Minusy:

  • Krótki czas gry
  • Część łamigłówek bywa schematyczna
Bartłomiej Balcerzak

Bartłomiej Balcerzak

Miłośnik staroszkolnych gier RPG takich jak Baldur's Gate czy Planscape Torment a jednocześnie nowszych przedstawicieli tego gatunku z Mass Effectem na czele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

16 Shares
Share16
+1
Tweet