Powróciłem do Diablo III za sprawą Nekromanty i nie żałuję

Tak wiem, że dodatek do Diablo III wprowadza tylko jedną nową postać. Tak wiem, że kosztuje 63 zł. Tak wiem, że to ostre przegięcie. Ale wiecie co? Mam to gdzieś, bo Diablo III dało mi ostatnio tyle samo frajdy, co w trakcie premiery 5 lat temu i to mimo że po raz szósty przechodziłem te same lokacje, ubijając dobrze znane stwory.

Jeśli graliście w podstawową wersję Diablo III, a zakładam, że skoro czytacie recenzję dodatku Przebudzenie Nekromantów, to przynajmniej część z Was zna ją doskonale, wiecie, że produkcja Blizzarda jest uzależniająca. Trudno jest znaleźć drugą taką grę, która zamienia bezmyślne klikanie myszką w narkotyk, od którego może odciąć tylko awaria Battleneta, ewentualnie brak prądu. Nie ma sensu rozwodzić się jednak nad tym, gdzie tkwi fenomen gry, bo poddane to już zostało wielokrotnym analizom, z lepszym lub gorszym skutkiem. Skupmy się natomiast na tym, dlaczego warto powrócić do Sanktuarium i to mimo wysokiej ceny.

Dodatek do Diablo III Przebudzenie Nekromantów wprowadza nową klasę postaci, ale też dwa dodatkowe miejsca na bohaterów, ramkę portretu, sztandar, skrzydła oraz zwierzaka, jako towarzysza podróży (nie bierze on udziału w walce). Wszystko to, oprócz klasy Nekromanty, to tak naprawdę niepotrzebne dodatki, za które nigdy bym nie zapłacił nawet złotówki. Oczywiście jest jeszcze aktualizacja gry w wersji 2.6.0 z nowymi zadaniami, ale ona i tak jest darmowa, więc nie wchodzi w skład pakietu za 63 zł. Najważniejszy jest Nekromanta.

Nekromanta jest siódmą klasą postaci i przyznam, że jedną z najlepszych. Daje mnóstwo satysfakcji z pokonywania przeciwników sprawiając, że gra nawet na wysokim poziomie jest dziecinnie prosta. Przechodząc po raz kolejny pięć aktów w Diablo III i siejąc spustoszenie w Sanktuarium, miałem dziką przyjemność z rozprawiania się z wrogami i bossami. Dlaczego? Nekromanta jest potężny jak nikt inny i nawet sam Diablo wydaje się być przy nim niesfornym diabełkiem, który dostaje tęgie lanie od mamy za to, że zabrał koledze zabawki w piaskownicy.

Nowa klasa postaci dysponuje unikatowym zestawem broni oraz umiejętności. Na początku jednak Nekromanta nie wzbudza wielkiego respektu, bowiem świeżo namaszczeni Kapłani Rathmy odziani są zwykle w czarne szaty i lekki oręż – kiepsko chroniące przed obrażeniami. Wyglądają nieco jak postarzeni fani sagi Zmierzch. Jednak wbijając kilka poziomów postaci, co następuje po około 30 minutach gry, zaczyna się niezła jazda, bowiem dochodzą pierwsze konkretne umiejętności. Te wykorzystuje się przy pomocy Esencji, która stanowi unikatowy zasób dla Nekromanty (dla przypomnienia, Barbarzyńca ma Furię, Szaman Manę, a Mnich Siłę Duchową). Esencję gromadzi się przede wszystkim wysysając ją z przeciwników, co następnie skutkuje możliwością ożywiania zmarłych, rzucania klątw i rozkazywaniem sługom.

Umiejętności podzielone zostały na kilka rodzajów: podstawowe, dodatkowe, zwłoki, reanimacja, klątwa oraz krew i kości. Oczywiście najciekawsze są te związane z reanimacją. Od dziewiątego poziomu postaci, u Nekromanty do głosu dochodzi umiejętność Rozkazywanie Szkieletom. W trybie pasywnym, nasz pupil może co 2 sekundy wskrzeszać do 7 szkieletów, które cały czas podążają za bohaterem rzucając się na przeciwników. Ta mała armia potrafi siać niezłe spustoszenie. Zamiast szkieletów, możemy przywołać też na stałe golema, który zadaje aż 450% obrażeń od broni Nekromanty. Natomiast na 22. poziomie postaci zdobywa się umiejętność Armię Umarłych. To jedna z moich ulubionych – wystarczy aktywować ją jednym kliknięcie, a Rzeźnik czy też Król Lisz zaczynają konać w ciągu minuty. Serio! Nekromanta nie daje nikomu szans, a przechodzenie nim gry jest jak spacer po plaży, co prawda z trochę parzącym piaskiem, ale w skutkach niezmiernie odprężającym.

Oprócz umiejętności związanych z reanimacją, Nekromanta może jeszcze na kilka innych sposobów bawić się zwłokami: detonując je, pochłaniając w celu odzyskiwania esencji, albo tworząc z nich trupie lance, które z impetem przedzierają mięśnie i kości wrogów. Oczywiście nie ma też problemu, aby ożywiać pokonanych wrogów – nic tak nie satysfakcjonuje jak stadko umarłych podążających za Nekromantą. W trudniejszych sytuacjach, których za wiele nie będziecie doświadczać, przyda się też umiejętność tworzenia zbroi z kości. Po jej aktywacji Nekromanta wygląda naprawdę kozacko, a jeśli dołączycie do tego odpowiednich rozmiarów kosę i filakterium w postaci Kościdzwonu, robi się przerażająco ekscytująco.

Zabawa umiejętnościami i łączenie ich w różne pary powodują, że gra Nekromantą nie nudzi się przez wiele godzin, mimo że ciągle przemierzamy te same lokacje. Diablo III jest uzależniającą produkcją i widać, że Blizzard spędził wiele tygodni na dopracowaniu najdrobniejszych szczegółów nowej postaci. Nadal jednak uważam, że 63 zł za dodatkową postać to zdzierstwo, ale jeśli chcielibyście po raz kolejny zanurzyć się w świecie Sanktuarium, to w tej chwili i tak nie macie innej alternatywy. Próżno jest szukać na horyzoncie drugiego dużego dodatku, jakim było Reaper of Souls wydane 3 lata temu. Z drugiej strony, Blizzard ponownie dokonał niemożliwego. Sprawił, że czułem wielką satysfakcję z gry, przy jednoczesnym poczuciu ogromnej straty czasu. Ehh…, jak oni to robią?

Ocena: 4/5

Plusy:

– postać Nekromanty jest naprawdę udana,
– ogromna satysfakcja płynąca z nowego stylu grania nową postacią,
– świetnie zaprojektowane nowe umiejętności.

Minusy:

– wysoka cena,
– to ciągle ta sama gra.

Diablo III Przebudzenie Nekromantów było testowane w wersji na PC.

Robert Ocetkiewicz

Robert Ocetkiewicz

Fan wszelkiego rodzaju FPS-ów oraz wyścigów. Nie stroni również od gier sportowych i dobrych bijatyk w stylu Tekkena.

19 Shares
Share19
+1
Tweet