Recenzja Destiny: The Taken King. Tak gra powinna wyglądać rok temu

Czy nowy kierunek, w którym Bungie rozwija swój produkt, a który w pełnej krasie widzimy w nowym dużym dodatku, rzeczywiście spotka się z aprobatą tak potencjalnie nowych jak i starych graczy?  Cóż, to zależy.

Gdy dostałem The Taken King byłem bardziej niż sceptyczny. Destiny jakie pamiętałem było grą dobrą, w wielu miejscach bardzo ciekawą, jednak w trzeźwym podsumowaniu daleką od wybitności o dość monotonnym systemie rozgrywki i zdecydowanie niewykorzystanym potencjale (także fabularnie). Co więc mogło mnie zaskoczyć w na pozór zwykłym dodatku ?

Uśmiech w cieniu Dreadnaughta

Przygodę zaczniemy od klimatycznej animacji, w której to flota rasy Hive walczy z królową Awoken. Tu też po raz pierwszy zobaczymy nową lokację, którą będziemy później eksplorować  – monstrualnych rozmiarów statek kosmiczny Dreadnaught. Sama fabuła nawiązuje do wydarzeń z wcześniejszego DLC The Darknes Below i śmierci Croty. W nowym dodatku przyjdzie się nam zmierzyć z pałającym zemstą bytem o imieniu Oryx (będącym przy okazji pogrążonym w żałobie ojcem Croty). Muszę przyznać, jakkolwiek historia może się na pierwszy rzut oka wydawać płytka i od początku przewidywalna, to jednak potrafi wciągnąć jak dobry film. Narracja i akcja misji poprowadzona jest z większym niż dotychczas udziałem ghosta i poszczególnych NPC, kontaktujących się z nami radiowo. Rzadziej będziemy po prostu iść z punktu A do B, a częściej zatrzymamy się by posłuchać opisu tego, co też ciekawego mamy przed oczami.

Nowa lokacja, którą przygotowano dla graczy, jest chyba najładniejszą z dotychczasowych i choć sama grafika siłą rzeczy nie uległa tu poprawie czy większym zmianom, stworzona sceneria robi odpowiednie wrażenie. Projekt poszczególnych miejscówek skłania, byśmy niejednokrotnie przystanęli nawet w środku walki podziwiając krajobraz. Wielkie przepastne komnaty, monstrualne posągi, upiorne światło lejące się z portali i masywnych wrót wyglądają jak żywcem wyjęte z prozy Lovecrafta i jego cyklopowych miast. Nie raz idąc ciemnym tunelem w otoczeniu  przytłaczającego wielkością molocha Oryxa, poczujemy się nie jak potężny strażnik ale mała, nic nie znacząca, gotowa do zrywu ofiara. Są to niestety także jedne z nielicznych chwil ciszy i spokoju, w których dane nam będzie skupić się na podkładzie dźwiękowym. Ten choć zawiera stonowaną i pasującą do klimatu miejsc muzykę, jakoś niknie w innych momentach.

Fabuła, choć przewidywalna, układa się w spójną całość i zachęca do dalszej gry. A jest w co grać, dodatek oferuje całą nową kampanię (12 misji , 4 striki i oczywiście finałowy raid). W Destiny w końcu daje się poczuć klimat RPG, co można policzyć jedynie jako ogromny progres w stosunku do wcześniejszej fabuły będącej zaledwie tłem. Co więcej, przejście samej linii fabularnej nie oznacza końca zabawy. Wielu NPC uraczy nas nowymi zadaniami i wyzwaniami dając pretekst do ponownego odwiedzenia znanych już lokacji. Da nam to w luźnych spekulacjach spokojnie od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin zabawy.

Zmiany zmiany zmiany!

Warto podkreślić, że przed pojawieniem się The Taken King miała miejsce aktualizacja gry wprowadzająca wiele zmian, na których opiera się recenzowane DLC. Korekcie uległo kilka istotnych elementów dotychczasowej mechaniki gry, w tym rozwoju bohatera jak i możliwości zdobywania nowego ekwipunku. Maksymalny poziom postaci przestał być zależny od wyposażenia, ponownie więc wbijamy standardowe poziomy aż do górnej granicy (w przypadku osób posiadających The Taken King wynosi on obecnie 40). Znany wcześniej poziom light w dalszym ciągu wpływa na statystyki naszej postaci, staje się jednak osobnym współczynnikiem jako wypadkowa siły naszego wyposażenia i progresu w grze (tak, tak – ukończenie misji, poszczególnych bounty czy nawet zabicie odpowiedniej liczby przeciwników danego rodzaju podniesie nam ten współczynnik). Co więcej, po osiągnięciu maksymalnego poziomu postaci, w dalszym toku expimy tym razem właśnie tę statystykę.

Co ciekawe, wspomniany wcześniej nowy system zadań odnosi się również do pozostałej zawartości gry. Pojawiły się tablice informacyjne pokazujące zdobyty (oraz możliwy do zdobycia) legendarny ekwipunek i pojazdy, a także umożliwiające jego odkupienie o wyższych, dostosowanych do nowego poziomu, statystykach.

Zwiastun Destiny: the Taken King:

Bungie eksperymentuje również z samymi przeciwnikami. Walki z bossami w nowych strikach przestały być statyczne, zmuszając nas tym samym do biegania, skakania i przenoszenia przedmiotów z miejsca na miejsce, częstokroć wymagając od uczestników większej kooperacji by osiągnąć sukces. Tryb PvP również doczekał się standardowo dodatku w postaci pakietu nowych map, jak i również nowych trybów (w tym Rifta, który jest ciekawą ewolucją znanego capture the flag, oraz Mayhem pozwalający wyżyć się z użyciem superumiejętności naszych postaci).

Największą zmianą, mającą wpływ na rozgrywkę poszczególnymi postaciami, jest jednak wprowadzenie 3 nowych drzewek umiejętności (po jednym dla każdej istniejącej profesji). Warto zaznaczyć, że nie jest to jedynie kosmetyczny zabieg stwarzający pretekst do ponownego wbijania poziomów, czy też  pozwalający rzucać granatami o innym kolorze i kształcie. Nowe rozwinięcia zmieniają bowiem utartą rolę poszczególnych postaci zarówno w rozgrywce PvE jak i PvP, dając tym samym powiew świeżości bez konieczności tworzenia nowego bohatera. Tym samym Warlock, który najczęściej trzymał się na uboczu, staje się latającą stacją bojową rażącą przeciwników piorunami z bliskiej odległości. Tytan wycofuje się na drugą linię rzucając w przeciwników młotami niczym nordyckie bóstwo. Hunter otrzymał natomiast obszarowy atak, który spowalnia wrogów pozwalając niejednokrotnie wyjść drużynie cało z opresji. Nowe możliwości z pewnością podkopią utarte już taktyki walki z poszczególnymi przeciwnikami, niejednokrotnie zaskoczą również na arenach PvP.

Co mamy ?

Mimo wszystkich zmian, Destiny nadal pozostało sobą i jako takie nadal wymaga od graczy sporo poświęconego czasu, by choć po części odkryć wszystkie swoje smaczki. W dalszym ciągu nie jest to zabawa nastawiona na niedzielnych graczy, dla których sama fabuła nie będzie tu aż tak atrakcyjna, a większość zawartości PvE niedostępna z powodu ilości wymaganego czasu, by złożyć niezbędny ekwipunek i wylevelować postać. Sam, zabierając się do pisania recenzji dodatku The Taken King, musiałem poświęcić kilka ładnych godzin, by jedynie dobić poziom i dozbroić postać, żeby w ogóle móc przejść tryb fabularny i podstawowe striki. Nie wspomnę tu nawet o wysoko poziomowych nightfallach czy chociażby sztandarowym rajdzie, do którego przygotowanie zajmie przeciętnemu graczowi sporo czasu. The Taken King nie zmienia zatem nic w utartej formule MMO, na jaką stylizuje sie Destiny. Jest to wciąż pozycja przeznaczona przede wszystkim dla graczy, którzy w świecie uniwersum stworzonym przez Bungie planują pozostać na dłużej. Zakup dodatku – jeśli nie lubimy tego typu formy rozgrywki, nie mamy czasu, bądź nie chcemy poświęcać dziesiątek godzin na kompletowanie wyposażenia i szlifowania swoich umiejętności – będzie zakupem chybionym. Dodatkowym mankamentem jest fakt, że o ile cały dodatek zawiera mnóstwo zawartości, to daje nam w rezultacie zaledwie jedną dodatkową lokację, która mimo swych rozmiarów szybko się opatrzy. Dla osób, które już poświęciły niejednokrotnie setki godzin, by dojść do tego poziomu, aktualna zmiana mechaniki gry może być wielkim rozczarowaniem (obecny system pozwala bowiem każdemu bez wyjątku wbić maksymalny dostępny poziom), jednak finalna zawartość i nowe możliwości szybko zrekompensują te straty.

Dodatek pod kilkoma względami jest jednak niewątpliwie godnym uwagi, nie tylko z powodu samego rozmiaru (zdecydowanie większy od  wcześniejszych The Darknes Below i The House of Wolfs), ale co godne pochwały,  bardzo dobrej fabuły, tak często pomijanego elementu w podobnych produkcjach. Warty jest dodatkowo uwagi przede wszystkim ze względu na rozwiązania, które zaoferował w kwestii samej rozgrywki. Rozwiązania na tyle istotne, że słuchając opinii graczy, czy też czytając ich wpisy pojawiające się na forach, śmiało można wysnuć wniosek, że Destiny stało się w końcu grą, jaką wielu chciało widzieć już w dniu jej premiery rok temu.

PLUSY:

  • fabuła
  • nowe drzewka umiejętności
  • interesująca nowa lokalizacja

MINUSY:

  • muzyka mogłaby być wyraźniejsza
  • tylko jedna nowa lokacja, jak na tak duży dodatek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

3 Shares
Share3
+1
Tweet