Life is Strange – recenzja piątego epizodu. Dlaczego nie maksymalna ocena?

Finałowy odcinek Life is Strange już za nami. Przeżywaliśmy, cofaliśmy czas, poprawialiśmy swoje decyzje. Ciężko po tym wszystkim rozstać się z duetem Max i Chloe.

Piąty epizod – nazwany Polaryzacja – jest zwieńczeniem historii, którą poznawaliśmy przez ostatnie dziewięć miesięcy. Studio Dontnod nie siliło się na przesadnie oryginalną fabułę, nie wpakowało w Life is Strange grafiki przyprawiającej o zawrót głowy, lecz mimo to sprawiło, że oglądając napisy końcowe ostatniego odcinka po prostu mamy pewność, że lepszej przygodówki jeszcze długo nie zobaczymy. No, przynajmniej tak było w moim przypadku.

Life is Strange zawdzięcza swój sukces przede wszystkim doskonale wykreowanym bohaterom i nie chodzi jedynie o postacie pierwszoplanowe. Twórcy tytułu postarali się, by nie tylko Max i Chloe posiadały swoje własne dusze, a fabuła została tak poprowadzona, że zaczynamy naprawdę przejmować się losem mijanych na szkolnym korytarzu osób. Niektórych można znienawidzić, niektórych naprawdę polubić. Z ostatecznym osądem zdobytych wrogów poczekajcie jednak, aż skończycie piąty epizod.

Polaryzacja pokazuje, że – tak jak w prawdziwym życiu – nie zawsze ten zły jest rzeczywiście zepsuty do szpiku kości i nigdy nie wiadomo, czy ten dobry ostatecznie nie wbije nam noża w plecy.

Life is Strange – trailer piątego epizodu

Piąty epizod Life is Strange kontynuuje dobrą passę poprzednich odcinków, serwując nam kolejną, ostrą dawkę emocji. Co prawda pierwsze minuty są przegadane, lecz ani przez chwilę nie można narzekać na nudę.

Max nadal próbuje naprawić świat, korzystając ze swojej niezwykłej mocy cofania czasu, przez co może zmieniać bieg wydarzeń. W zasadzie wiemy już, co stało się z zaginioną Rachel Amber, wiemy też, kto odpowiada za zaginięcie dziewczyny. Drugi wątek – tornado zbliżające się do Arcadia Bay – jest teraz bardziej uwypuklony i choć wokół niego wszystko powinno się kręcić, jest nieco inaczej. Max jeszcze raz stawia na pierwszym miejscu swoją przyjaciółkę Chloe i ostatni raz podejmuje decyzje, wywracające wszystko do góry nogami.

W odróżnieniu od poprzednich części, w piątym epizodzie Life is Strange nie natkniemy się jednak na wiele trudnych wyborów, zmieniających relacje pomiędzy bohaterami. Teraz przyszła pora na zebranie tego, co naważyliśmy sobie we wcześniejszych epizodach. Zbudowaliśmy z kimś silną przyjaźń? W Polaryzacji to odczujemy. Pozwoliliśmy komuś wcześniej zginąć? Pozostanie pustka.

Jeszcze przed wydaniem finałowego odcinka Life is Strange zastanawiałem się, jak to się wszystko skończy. Czym zaszokuje studio Dontnod? Przecież już nie raz pozostawiali nas z otwartą gębą po kolejnych epizodach, każąc czekać na kolejny. Czy po raz piąty zostaniemy zgniecieni genialnym zakończeniem? Spotkałem się z różnymi opiniami na ten temat. Od narzekań, że wyszło blado i ostateczna decyzja jest biało-czarna, do zachwytów i wzruszeń. Jak było w moim przypadku? Zdecydowanie znajduję się w tej drugiej grupie i choć wybór rzeczywiście był biało-czarny, przez co jeszcze bardziej trudny, bez wahania poświęciłem… A tak, miało być bez spoilerów.

Kto wypełni pustkę po Max i Chloe?

Life is Strange jest w moim przekonaniu najlepszą przygodówką tego roku. Nic, tylko kupować, grać i rozkoszować się tą wspaniałą historią, którą w pewnym sensie sami sobie piszemy. Za około 90 złotych (pełna wersja na Steam) dostajemy 15-20 godzin niezapomnianych przeżyć, w których powinien zasmakować każdy miłośnik tego gatunku gier.

Żeby nie utopić się w morzu zachwytów, na koniec trochę ponarzekam. Jaki jest największy minus Life is Strange, który uwidacznia się również w piątym epizodzie (zwłaszcza w początkowych, trudnych dla Max minutach)?

Podczas gdy w głosie bohaterów słychać prawdziwą rozpacz, niepokój czy zdenerwowanie, nie widać tego na ich twarzach. Tak, mamy jakieś tam grymasy, lecz nijak nie oddające dramatu rozgrywającego się na ekranie. Jeśli chodzi o mimikę, mogło być o wiele lepiej!

Na szczęście to jeden z nielicznych problemów, jakie mogą nas razić w Life is Strange. Drugim i w zasadzie ostatnim, są drobne niedoróbki techniczne. Czy to wiszący w powietrzu łom, który spotkałem w drugim epizodzie, czy też wpadnięcie w tekstury, co zdarzyło się właśnie w Polaryzacji. Drobnostki, lecz można się na nie natknąć.

Powiem szczerze, że naprawdę zastanawiałem się, czy nie wystawić piątemu epizodowi Life is Strange maksymalnej oceny. Gdyby nie wspomniane braki w emocjach na twarzach bohaterów, pewnie tak by się stało.

PLUSY:

  • Świetna fabuła
  • Wyraziste postacie. Max i Chloe rządzą!
  • Bardzo dobra muzyka
  • Duży wpływ gracza na relacje między bohaterami
  • Emocje wylewają się z tej gry wiadrami
  • Głosy postaci

MINUSY:

  • Mimika mogłaby być lepsza
  • Brak dobrej synchronizacji ust z wypowiadanymi kwestiami
  • Nie lubisz przegadanych gier? Zastanów się przed kupnem

Recenzja Life is Strange powstała w oparciu o wersję gry na PC. Tytuł jest dostępny również na konsole: PlayStation 3, PS4, X360 oraz Xbox One.

Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

11 Shares
Share11
+1
Tweet