Life is Strange – recenzja drugiego epizodu. Wkrótce wyjdzie na jaw, jakiego bałaganu narobiliśmy

Pierwszy odcinek przyniósł ze sobą wielką nadzieję na wspaniałą przygodę. A drugi…

…upewnił mnie w przekonaniu, że studio DONTNOD idzie w dobrym kierunku. Na kontynuację przygody Max Caulfield czekałem z niecierpliwością od końca stycznia. Pierwszy epizod, którego recenzję możecie przeczytać tutaj, rozpoczął się efektownie i z przytupem. Pamiętacie jeszcze tę niespokojną sztormową noc, a później pobudkę w szkolnej ławce? Poznaliśmy wówczas uroczą, trochę nieśmiałą 18-latkę, która odkrywa w sobie moc manipulowania czasem. Coś nie wyszło? Cofaliśmy się o kilkadziesiąt sekund i dokonywaliśmy innego wyboru. Twórcy obiecali, że właśnie owe wybory będą miały bardzo duże znaczenie na dalsze losy spotykanych w Life is Strange postaci. To przekonajmy się, czy już coś z tego wyszło.

Zamiast burzy na początek, mamy prawdziwie leniwy poranek. Budzik w komórce nie daje spokoju, zwalamy się z łóżka, podlewamy kwiatek pod oknem (albo i nie – nawet ten wybór będzie miał w przyszłości jakieś znaczenie), bierzemy szampon i szorujemy pod prysznic. Zaraz jednak przestaje być milutko i beztrosko. W łazience spotykamy Kate, którą poznaliśmy w pierwszym epizodzie i zaczynamy w końcu dostrzegać, w co tak naprawdę wpakowała się ta delikatna, wiecznie zapłakana dziewczyna.

Historia drugiego epizodu Life is Strange poszła trochę innym torem niż się spodziewałem. Wszystko nie kręci się już wokół Max i zbuntowanej Chloe, które razem postanowiły odkryć tajemnicę zaginionej Rachel Amber. Oczywiście nadal przybliżamy się powoli do odkrycia wszystkich kart w tej sprawie, lecz główny nacisk w fabule położono na inną postać, jedną z wielu, którą mijaliśmy w pierwszym odcinku gry.

Life is Strange – premierowy zwiastun

Drugi epizod Life is Strange nie różni się pod względem mechaniki rozgrywki od tego, czego doświadczyliśmy w pierwszym odcinku. Nadal wsiąkamy coraz głębiej w historie bohaterów, poznajemy ich troski, służymy słowem wsparcia lub jesteśmy nieczuli na ich problemy. Oczywiście co chwilę stajemy przed dylematami i wyborami, czyli kwintesencją zabawy, którą oferuje DONTNOD. Na szczęście twórcy tak skonstruowali ten fragment rozgrywki, że nie mamy wrażenia, iż wybieramy pomiędzy czarnym a białym. Podjecie decyzji w niektórych sprawach jest naprawdę ciężkie. Oczywiście szybko możemy cofnąć czas i zdecydować inaczej, lecz wkrótce dochodzimy do wniosku, że każda opcja niesie za sobą pewne plusy oraz minusy, z których niektóre poznamy jeszcze w tym epizodzie.

Life is Strange kładzie ogromny nacisk na relacje między postaciami. Wiele słów, tajemnic czy oskarżeń, które wypowiemy nierozważnie przy niewłaściwych osobach, może obrócić się przeciwko nam samym, albo sprowadzić kłopoty na innych bohaterów. Eksplorując kolejne lokacje warto podejmować jak najwięcej interakcji. Oglądajcie zdjęcia, zwracajcie uwagę na plakaty, ulotki czy różne przedmioty w pokojach odwiedzanych postaci. Nawet wiedza zdobyta w taki sposób może być przydatna, by uratować czyjeś życie.

Oczywiście jest tutaj sporo dialogów. W końcu to przygodówka. Jednak ani razu nie miałem wrażenia, że Life is Strange jest przegadane. Zresztą, historie bohaterów są tak ciekawe, że poznajemy je z przyjemnością i podchodząc do kolejnych osób nie myślałem: O nie, znowu będzie do mnie nawijał bez końca. Dialogi są konkretne i nie odnosimy wrażenia, że sztucznie nadymane, byle tylko więcej.

Lewitujący łom i quest z RPG

Podobnie jak w pierwszym epizodzie, tak i w drugim tempo rozgrywki płynie leniwym tempem i mamy sporo czasu na obserwowanie otoczenia. Na uczelnianym korytarzu toczy się zwykłe życie. Każdy uczeń zajmuje się swoimi sprawami, tworzą się grupki, szybko dostrzeżemy również tutejsze gwiazdeczki oraz stojące po drugiej stronie ofiary, które zazwyczaj dostają po głowie. Uczniowie – wgapieni w komórki – słuchają swojej muzyki, przeglądają neta i zajmują się plotkami.

Drugi odcinek Life is Strange wyciąga nas również poza uczelniane mury. Poznajemy kilka miejscówek fikcyjnego miasteczka Arcadia Bay w stanie Oregon. Zjemy śniadanie w barze, który prowadzi mama Chloe, odwiedzimy stare wysypisko, przejedziemy się autobusem. W przypadku niektórych lokacji wychodzi z worka ograniczony świat gry. Stojąc przy ulicy obserwujemy przechodniów i mknące samochody, lecz jeśli zechcemy przejść np. przez jezdnię czy pójść w stronę, która oddala nas od dziejących się wydarzeń, będzie to niemożliwe. Na szczęście nie wpadniemy na niewidzialną ścianę. Max po prostu zawróci mówiąc, że nie chce iść w tamtą stronę. Czy to duży problem? Pamiętajcie, że to nie Uncharted, ani Tomb Raider, tylko serialowa przygodówka. Mnie to osobiście nie raziło.

Grając w drugi epizod Life is Strange starałem się zwiedzić każdy kąt i sprawdzić wszystkie możliwości wyborów. Wydłużyłem w ten sposób zabawę do calutkich 4 godzin. Przy okazji obserwowałem, czy we wspomnianych kątach nie namnożyły się paskudne bugi. Na szczęście studio DONTNOD nie odwaliło fuszerki i tytuł ani się nie wieszał, ani nie zadziwiał spektakularnymi błędami rodem a AC: Unity. Jedyny błąd, który wyłapałem, to lewitujący łom w cut-scence kończącej akcję z pociągiem. Jednak po załadowaniu save’a i powtórzeniu tego fragmentu rozgrywki wszystko było już w jak najlepszym porządku. (ciekawostka: są dwa sposoby na uratowanie Chloe spod kół rozpędzonej lokomotywy).

Mniej więcej od połowy drugiego epizodu leniwe tempo zabawy zaczyna powoli się rozpędzać. Ciekawą odskocznią, jak na przygodówkę, był jeden fetch-quest rodem z gier RPG – znajdź pięć butelek i przynieś określonej osobie. Nawet ruszając na poszukiwania mogliśmy jednak odkryć kolejne szczegóły głównej układanki, popodziwiać przyrodę siadając pod pniem drzewa oraz dokonać kolejnego wyboru, który też może mieć jakieś znaczenie w przyszłości.

No właśnie, wracając do sedna sprawy – czy wybory podejmowane w pierwszym epizodzie oraz w drugim rzeczywiście rzucają grę na inne tory? W tym odcinku może jeszcze tak bardzo tego nie widać, a wcześniejsze decyzje sprowadzają się do tego, że ktoś nas bardziej lub mniej lubi. Lecz dramatyczna końcówka drugiego epizodu daje tak popalić (a najważniejsze, że naprawdę można ją zmienić!), iż z niecierpliwością czekam na trzeci odcinek. Wówczas wyjdzie na jaw, jakiego bałaganu narobiliśmy.

PLUSY

  • Oprawa graficzna
  • Świetna muzyka
  • Trudne wybory
  • Fabuła naprawdę wciąga

MINUSY

  • Niezgrana mimika ust z wypowiadanymi słowami

Recenzja Life is Strange powstała w oparciu o wersję gry na PC. Tytuł jest dostępny również na konsole: PlayStation 3, PS4, X360 oraz Xbox One.

Darek Madejski

Darek Madejski

Wychowany na Amidze i pierwszej odsłonie PlayStation. Do dziś często sięga po hity z lat 90.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

13 Shares
Share13
+1
Tweet