Grać? Zbierać? Karty prawdę Ci powiedzą… o ile znasz angielski

Jeśli masz 25+ lat, to jesteś szczęśliwcem. Dorastałeś z Harrym Potterem, PlayStation pierwszej generacji oraz z wieloma innymi wyjątkowymi ikonami popkultury, a przede wszystkim z Pokemonami.

Wszelkie znaki na niebie wskazują, że mają one szansę przeżyć swoją drugą młodość. Kolejna odsłona kart do popularnej (bardziej jednak za granicą niż w Polsce) karcianki z japońskimi stworkami, jest u nas dostępna od niespełna miesiąca. Dlatego też spieszymy z recenzją, aby przekonać się, czy Pokemony faktycznie mają swoje kolejne pięć minut. Za dostarczenie dwu zestawów startowych oraz pakietu boosterów dziękujemy Pokémon Company. Dzięki ich uprzejmości nasi czytelnicy będą mogli przekonać się, czy najnowszy wypust kart jest wart poświęcenia uwagi.


Zacznijmy od tego, czym Pokemony są (bo może jakimś cudem ktoś jeszcze nie wie, albo przynajmniej nie zna ich historii). Te zachłanne na popularność kieszonkowe potwory zadebiutowały w Japonii na Game Boy’u w 1996 roku, ale dopiero seria anime, która powstała rok później, przyniosła Pikachu i spółce prawdziwy rozgłos na cały świat. Największy szał w Polsce minął jednak po dwóch bądź trzech latach. Pokolenie Pokemon wyrosło, a kolejne chyba nie odnalazło się w uniwersum Asha Ketchuma. Niemniej od czasu premiery pierwszego odcinka, mniej więcej co 2 lata w kraju gdzie Pokemony się wykluły (to jest w Japonii, bo gdzieżby indziej?), w telewizji puszczane są nowe serie tego anime. Ostatnia z nich, o tytule Pokémon: Sun & Moon, leci obecnie w japońskiej telewizji i z tej właśnie okazji na rynku pojawiła się nowa edycja kart pod tym samym tytułem.

Rzadkie i ultrarzadkie karty są tak ładne, że aż warte grzechu…
…wytrzymałością jednak już nie grzeszą.

 

Mam nadzieje, że każdy, kto znalazł się na tej stronie i czyta artykuł, jest w pełni świadomy, czym są Pokemony. Jeśli jednak jesteś tu przypadkiem, albo coś tam słyszałeś, ale chciałbyś się douczyć, to musisz wiedzieć, że zjawisko Pokemonów można porównać nawet do dzisiejszego minecraftowego szału. Pokemony w czasach swojej świetności były wszędzie: w chipsach (dlatego w podstawówce mówiono na mnie Pączuś), w gumach do żucia, na etykietach jogurtów, a nawet w rogalikach 7 Days (artykuł nie zawiera lokowania produktu). Aż dziw bierze, że po tych kilku latach niemal wyprowadziły się z naszego kraju, aby rok temu wrócić wraz z Pokemon GO – aplikacją na telefony komórkowe.

W skład jednego zestawu wchodzi plansza do gry, instrukcja jak grać, karty, dodatkowy kod do zrealizowania z TCG online oraz oznaczniki aktualnego stanu Pokemonów.

Wraz z Pokemon GO, kieszonkowe potwory przeżyły swoisty renesans nie tylko w kraju nad Wisłą, ale i w pozostałych zakątkach świata. A dziś jesteśmy świadkami, że renesans ów nie ma jeszcze zamiaru dobiec końca, bo oto na horyzoncie pojawia się najnowsza seria kolekcjonerskiej gry karcianej – Pokémon: Sun & Moon, która nie tak dawno była nawet do nabycia w sieci Tesco. Wszystko fajnie: ceny przystępne, wykonanie przyzwoite, więc fani mogą zacierać rączki, jednak… Karty są u nas dystrybuowane w języku angielskim. Jest to pisząc kolokwialnie „niezła wtopa”, zwłaszcza że produkt zdaje się być nastawiony na odbiorcę młodszego, który czasami nie do końca dobrze włada nawet polszczyzną.

Pokémon: Sun & Moon

Można nie wierzyć, ale ta karcianka ma już przeszło dwie dekady starć za sobą i wciąż przynosi wiele frajdy nowym nabywcom. Duch obecnej epoki pozwala nam się cieszyć karcianką jeszcze bardziej, gdyż przeniosła się ona również do świata wirtualnego. Na końcu artykułu znajdziecie odnośnik do strony, z której możecie pobrać aplikację umożliwiającą grę z całym światem bez wychodzenia z domu (czyli to, co pokolenie XXI. wieku lubi najbardziej). Program można już właściwie zainstalować na wszystkim, bo i na PC, na Macu, a także na urządzeniach przenośnych z logiem jabłuszka oraz Androidzie. Ze swojej strony zachęcam do zapoznania się z grą on-line przed pierwszym zakupem kart, gdyż po pierwsze: nauczycie się jak grać (w apkę zaimplementowany jest świetny tutorial, niestety także w języku angielskim), a po drugie zobaczycie, czy omawiane zjawisko jest właśnie czymś dla Was 🙂 Ja sama, nigdy nie podejrzewałabym siebie, że coś tego pokroju może mi się spodobać, a tu psikus! Gdyby nie nadmiar innych obowiązków, to przypuszczam, że Pokemony mogłyby mnie pochłonąć.

Pokémon: Sun & Moon

Kartami można grać, ale można je po prostu… zbierać. Niesamowitą radochę niesie posiadanie albumów wypełnionych po brzegi japońskimi potworkami, zwłaszcza że większość grafik, którymi opatrzono karty, są dopracowane i cieszą oko. Prawdziwym rarytasem są karty Holo lub GX, powlekane specjalnymi elementami błyszczącymi i zmieniającymi swe kolory w zależności od tego jak pada światło. O wszystko trzeba jednak odpowiednio zadbać. Jeszcze o ile zamierzamy trzymać karty właśnie w albumie to pół biedy, ale jeśli aktywnie będziemy używać ich w rozgrywkach to nie ma siły, aby się nie zniszczyły. Sama tekturka jest dość wątła, stąd wielu graczy umieszcza je wewnątrz przezroczystych folii, co znacznie wydłuża życie kart. Sprawa ma się niestety o wiele gorzej z samą planszą do grania. Jest to zwykła, niczym nie wzmocniona połyskująca kartka papieru, która zdatna do użytku będzie dopiero, gdy podkleimy ją jakąś tekturką. Z drugiej strony śmiem wątpić, czy osoby zajmujące się Pokemonami i będące zarazem na wyższym stopniu wtajemniczenia używają tych plansz do grania.

Pokémon: Sun & Moon

Kolekcjonerzy oraz gracze prócz podstawowych zestawów liczących 60 kart mogą zakupić również boostery, posiadające 10 dodatkowych kart. Producent zapewnia, że w co trzecim boosterze znajdziemy kartę GX. Szkoda tylko, że mając 6 boosterów, nie natrafiłam na ani jedną taką kartę… Każdy booster zawiera także jedną kartę energii, czego wypusty poprzednich serii na chwilę zaniechały. Każda opisana jest nazwą Poka, liczbą HP (czyli ilością punktów potrzebną, aby go wykończyć), rozpisane są jego zdolności i ilość energii wymaganej, aby te zdolności uaktywnić. Poza tym, każdy Pokemon ma swoje słabości i opór. Tak więc np. charakter wodny odniesie 2x więcej obrażeń od postaci elektrycznej. Ale jeśli toczy bój z tzw. Pokemonem walczącym, to będzie na niego bardziej odporny.

Rodzaje Pokemonów w odsłonie Sun and Moon: trawiasty, ognisty, wodny, elektryczny, psychiczny, walczący, mroczny, stalowy, baśniowy, smoczy i bezbarwny.

Same karty dzielą się na kilka rodzajów. Mamy oczywiście karty z sylwetkami Pokemonów w różnych ich stadiach (Basic, Stage 1 i Stage 2), karty trenerskie, karty energii oraz karty stadium. Pomagają one odnieść wygraną, jednak każda na inny sposób. Trenerskie oddziałują na samego zwierzaka lub przebieg rozgrywki (uleczają, zezwalają na wylosowanie dodatkowych kart, a nawet przeszukania całej talii kart w celu znalezienia konkretnej karty). Karty energii wyposażają Pokemony w konkretne moce, bądź te moce podbijają. A stadium tworzy w trakcie gry unikalne efekty, które mogą zarówno zaszkodzić jak i pomoc obojgu graczom.

Pełny pakiet kart plus kilka boosterów i jest już czym grać.

Zasady samej gry można pojąc w niecały kwadrans. Jeden gracz ma do dyspozycji 60 kart, gdzie musi być przynajmniej jeden Pokemon typu podstawowego (Basic). Nim też zaczyna grę (walkę z przeciwnikiem). Na drugą kupkę odkładamy 6 kart, które służą jako nagroda dla przeciwnika w wyniku naszej ewentualnej porażki. Posługujemy się energią i pozostałymi kartami pomocniczymi, aby jak najprędzej pozbyć się swoich sześciu kart. Za każde bowiem zwycięstwo nad wrogim Pokiem możemy zabrać swojego stwora ze wspomnianej kupki. Wygrać możemy wtedy, gdy jako pierwsi zabierzemy wszystkie swoje 6 kart, bądź gdy wykończymy wszystkie Poki przeciwnika. Potworki mogą w trakcie gry zostać podpalone (na szczęście tylko teoretycznie), skonfundowane, sparaliżowane, otrute bądź uśpione. Tak właśnie mogą na siebie wzajemnie działać, wyłączając się tym samym na zmianę z kolejnych tur. Stwory możemy ewoluować, jeśli tylko w naszej talii znajdzie się Stage 1 lub później Stage 2 danego Pokemona. Taki „zupgrade’owany” Poke ma oczywiście dużo więcej HP i zadaje bardziej niszczycielskie ciosy.

Zasady grania w Pokémon Trading Card brzmią być może nieco enigmatycznie dla żółtodziobów, ale mogę zapewnić, że w praktyce jest inaczej. To mało skomplikowana karcianka, która dzięki możliwości ulepszania swoich talii nie prędko się znudzi. Największym wyrzutem, który mogę uczynić, choć nie do końca wiem w czyją stronę, jest brak przełożenia gry na język polski. Tym, którzy angielskiego nie znają, ostanie się więc jedynie zabawa w kolekcjonowanie. Mimo wszystko czuję, że gdyby Pokémon TCG cieszyło się większą popularnością w czasach mojego dzieciństwa, to dziś miałabym albumy wypełnione kartami Pokémon. Mówiąc krótko: mają w sobie „to coś”.

Tutaj pograsz w karciankę w wersji cyfrowej.

Zdjęcia w artykule pochodzą od redakcji.

Ewelina Stój

Ewelina Stój

Lubi szybkie auta i szybkie komputery. Mówią, że ma „techniczne zacięcie” objawiające się naprawami wszelkiego typu sprzętu komputerowego, zwłaszcza kolegom. Z blaszakiem i jego podzespołami trwa w nieformalnym związku od jedenastego roku życia, kiedy to uczestniczyła w pierwszym składaniu peceta. Przez długi czas zdradzała blaszaka z PlayStation One pocinając w Harvest Moon i Call of Duty (cóż za rozbieżność).

12 Shares
Share12
+1
Tweet