Call of Duty: Infinite Warfare recenzja. Nie taki kosmos straszny jak go malują

Zagrać w Call of Duty: Infinite Warfare czy nie? Jeśli miałbym sugerować się opiniami graczy w komentarzach w sieci, w życiu bym po ten tytuł nie sięgnął. Na szczęście zrobiłem inaczej.

Dawno przez zapowiedź gry nie przewinęła się tak ogromna fala hejtu, jaka miała miejsce w maju tego roku w trakcie pierwszej prezentacji Call of Duty: Infinite Warfare. Zapewne wielu z Was pamięta, że zwiastun gry na YouTube pobił niechlubny rekord serwisu, notując największą w historii liczbę minusów w stosunku do plusów oceniających materiał. Do dziś patrząc na jego statystyki łapię się za głowę. Prawie 36 mln wyświetleń wideo i ponad 3 mln „łapek w dół” w stosunku do 550 tys. „łapek w górę” – totalna porażka marketingowa. Co więcej, gracze dali upust swoim emocjom także w serwisie Metacritic, gdzie średnia ocen nowego Call of Duty oscyluje w granicach 3/10. Zaraz obok widzimy natomiast średnią ze światowych recenzji redakcyjnych – 78/100 punktów w przypadku wersji na PlayStation 4 (a taką właśnie testowałem). Kto ma rację? Tak naprawdę tych dwóch średnich w ogóle nie powinno się zestawiać, bowiem w przypadku ocen graczy, pokazują jedynie ich poziom frustracji dotyczący konwencji, w którą poszedł producent. Tego zdania będę się trzymał kurczowo niczym babcia poręczy w autobusie. Zresztą co mi tam. Już teraz mogę jasno stwierdzić, że Call of Duty: Infinite Warfare trzyma poziom i pod kilkoma względami jest jedną z najlepszych części całej serii. A grałem w każdą z nich.

W grze nie brakuje imponująco zaprojektowanych scenerii. Mimo że silnik graficzny ma swoje lata, to twórcy po jego aktualizacji potrafią jeszcze sporo z niego wycisnąć.
W grze nie brakuje imponująco zaprojektowanych scenerii. Mimo że silnik graficzny ma swoje lata, to twórcy po jego aktualizacji potrafią jeszcze sporo z niego wycisnąć.

Mocny powrót

Infinity Ward dostało aż trzy lata na stworzenie najnowszej odsłony Call of Duty, choć warto tutaj podkreślić, że zapewne nie wykorzystali całego tego czasu na Infinite Warfare. Zespół był przecież zaangażowany jeszcze w zremasterowanie pierwszej części Modern Warfare – po dziś dzień uważanej za jedną z najlepszych odsłon serii.

Oceniając najnowszą, warto zwrócić uwagę, że Call of Duty w ciągu ostatnich lat ewoluuje, nie wprowadzając tak naprawdę rewolucyjnych zmian. Tak samo wygląda historia serii FIFA. Raz w roku dostajemy nową odsłonę, która mogłaby być tak naprawdę większym patchem do poprzedniej części. Dopiero jak porównamy FIFA 17 do na przykład edycji sprzed 4 lat, widać sporą różnicę. Identyczny mechanizm działa w przypadku Call of Duty i nie ma się co czarować – w 2017 roku dostaniemy zapewne kolejnego CoD-a, który w porównaniu do Infinite Warfare nas nie zaskoczy. Chyba że, a wyjątkowo taki scenariusz w przyszłym roku może się wydarzyć ze względu na to co miało miejsce teraz, Activision postanowi zrobić rewolucję i zrezygnuje z parcia w przyszłość, kosztem powrotu do przeszłości i na przykład realiów II wojny światowej (jak to miało miejsce w przypadku pierwszego Call of Duty wydanego w 2003 roku).

To przez ten zwiastun miliony graczy jeszcze przed premierą znienawidziło Call of Duty: Infinte Warfare:

Skoro więc mamy do czynienia tylko z ewolucją serii, to o co takie wielkie bicie piany w mediach? Cóż, gracze po prostu się przejedli pokazywaniem konfliktów w przyszłości, a pójście producenta jeszcze dalej niż w Black Ops III, okazało się totalnym kosmosem – dosłownie i w przenośni. Powiem Wam jednak całkiem uczciwie, że cieszę się z takiego obrotu sytuacji. Na rynek trafiły bowiem pod koniec tego roku dwie znakomite strzelanki, każda w innym klimacie, które doskonale się uzupełniają. Gracz nie musi więc wybierać pomiędzy Battlefieldem, a Call of Duty. Może z czystym sumieniem kupić dwie gry i w każdej znajdzie coś kompletnie odmiennego.

Zgliszcza i płonące budynki na Ziemi. Infinite Warfare to nie tylko zmagania w kosmosie.
Zgliszcza i płonące budynki na Ziemi. Infinite Warfare to nie tylko zmagania w kosmosie.

Quo Vadis multi?

Po zapowiedziach Call of Duty: Infinite Warfare spodziewałem się niemałej rewolucji w najważniejszym trybie rozgrywki – multiplayer. Jednak po wielu godzinach spędzonych w sieci stwierdzam, że tak naprawdę Infinity Ward dokonało jedynie lekkiej ewolucji tego, co rok temu zaprezentowało Treyarch za sprawą Black Ops III. Po raz kolejny rozgrywka bardziej przypomina Titanfall niż serię Call of Duty sprzed lat. Mamy więc podwójny skok, długi ślizg i bieganie po ścianach. To wszystko już było, więc grający w poprzednią odsłonę, nie będą mieli problemu z płynnym wejściem do rozgrywki. Nawet w sposobie personalizacji żołnierza producent nie pokusił się o większe zmiany. W Infinite Warfare wybieramy Kombinezon Bojowy, podczas gdy w Black Ops III należało zdecydować się na konkretnego Specjalistę – to de facto to samo, tylko nazwa inna. Co więcej, w najnowszym Call of Duty znajdziemy jedynie 6 Kombinezonów Bojowych. W poprzedniej odsłonie Specjalistów było 9.

Multiplayer w Call of Duty Infinite Warfare wydaje się chaotyczny. Rozgrywka jest szybsza i bardziej dynamiczna niż w poprzednich odsłonach.
Multiplayer w Call of Duty Infinite Warfare wydaje się chaotyczny. Rozgrywka jest szybsza i bardziej dynamiczna niż w poprzednich odsłonach.

Każdy z Kombinezonów ma różny arsenał, który aktywowany jest po zabiciu kilku przeciwników – gracz otrzymuje wtedy na kilkadziesiąt sekund dostęp do potężnej broni. Dla przykładu używając Kombinezonu Szturmowca, wyciągamy Pazur – szybkostrzelną giwerę o naprawdę sporym rozrzucie. W ramach awansów, dostaniemy kolejne. Oprócz broni unikatowych dla danego Kombinezonu, wybieramy także jego Cechy. Szturmowiec może mieć chociażby Sonar, który pokazuje na minimapie zabójstwa i asysty. Warto dodać, że Szturmowiec to jeden z tych pośrednich, który sprawdza się w walce na średnim dystansie. Bardziej tankowy jest Kombinezon Najemnika przystosowany do obrony i prowadzenia ognia zaporowego, a jego broń specjalna w postaci Stalowego Smoka wypuszcza potężną wiązkę energii podążającą za przeciwnikiem. Przeciwieństwem do Najemnika jest Kombinezon Synaptyczny na bazie robota C6, który idealnie nadaje się do szybkiej walki w zamkniętych pomieszczeniach oraz na krótkim dystansie.

Żaden gracz nie powinien mieć większego problemu z wyborem odpowiedniego dla własnego stylu gry Kombinezonu. Oczywiście im dalej idziemy w las, tym zabawa zaczyna być ciekawsza, bowiem od 15 poziomu doświadczenia odkrywamy Kombinezon Naświetlny, zdobywając 31 otrzymamy dostęp do Agresora, a przy 36 czeka nas Duch. Ten ostatni to prawdziwa gratka dla snajperów i walki na długi dystans.

Mimo przeniesienia gry do roku 2080, w Call of Duty Infinite Warfare nie brakuje klasycznych map w multiplayer.
Mimo przeniesienia gry do roku 2080, w Call of Duty Infinite Warfare nie brakuje klasycznych map w multiplayer. Na screenie powyżej mapa Retaliation – zniszczone miasto Genewa.

Oczywiście nie tylko Kombinezon przesądza o naszej zdolności bojowej i cechach. Tradycyjnie wybrać należy broń główną z różnymi dodatkami, mniejszą pukawkę, trochę arsenału ofensywnego w postaci granatów oraz Atuty. Wszystko to już było w Black Ops III i w tym przypadku nawet pod takimi samymi nazwami. Starzy wyjadacze poczują się jak ryba w wodzie i bez problemu od razu wybiorą własną konfigurację, tym bardziej że Infinity Ward pozostawiło nietknięty nawet podział na bronie główne pozostawiając: karabiny szturmowe, pistolety maszynowe, LKM-y, karabiny snajperskie oraz strzelby. Dorzucają jedynie uzbrojenie klasyczne dla graczy, którzy wbiją 55 poziom doświadczenia lub zdobędą odpowiednie rangi Prestiżu.

Fakt, bronie mimo pozostawienia dobrze znanych klas, wyglądają bardziej futurystycznie. Niemniej jednak, jeśli jeszcze rok temu pokazalibyście mi te, które producent przygotowuje do kolejnej części, pomyślałbym, że pochodzą one z nadciągającego dodatku do Black Ops III, a nie całkiem nowej odsłony gry.

Wrażenia z kosmosu

W Call of Duty: Infinite Warfare znajdziemy 13 podstawowych map do rozgrywki w sieci, tak samo jak w Black Ops III. Jednak same mapy zdają się bardziej zróżnicowane niż w poprzedniej odsłonie i co interesujące, nie brakuje też takich, które z kosmosem mają niewiele wspólnego. Owszem znajdziemy tutaj mapę Crusher z położoną na rubieżach planety Mars fabryką, Frontier ze stacją kosmiczną KOZ na orbicie Neptuna, ośrodek badawczy na lodowej powierzchni księżyca Jowisza na mapie Frost czy jedną z moich ulubionych – Mayday z opuszczonym statkiem kosmicznym na krawędzi czarnej dziury. Ostatnia z wymienionych map robi świetne wrażenie, zwłaszcza jak popatrzymy na rozświetlony płomieniami horyzont.

Mayday to jedna z ciekawszych map pod względem wizualnym w Call of Duty Infinite Warfare.
Mayday to jedna z ciekawszych map pod względem wizualnym w Call of Duty Infinite Warfare.

W Infinite Warfare są też mapy dla fanów klasyki. Tutaj z odsieczą przychodzi Retaliation osadzone w zniszczonej przez FOK Genewie oraz Precinct umiejscowioną w tokijskiej dzielnicy Shibuya. Na tych mapach nie znajdziemy kosmicznych klimatów, aczkolwiek patrząc w niebo, od razu zobaczymy ogromne obce planety.

Same mapy są ciekawie skonstruowane i zwykle mają sporo charakterystycznych elementów, gdzie można się dobrze ustawić czekając na przeciwnika. Jednak bez przesady. Wielbiciele campowania mogą zapomnieć o całkowitej bezkarności, bowiem trudno jest znaleźć w nowych mapach miejsca, z dobrym widokiem na okolicę i przy okazji nieosłonięte z każdej ze stron.

Twórcy po raz kolejny zaserwowali ponad 20 trybów rozgrywki sieciowej, a wśród nich takie klasyki jak: Deathmatch zwykły i drużynowy (tradycyjnie cieszące się największą popularnością na serwerach), Zdobądź Flagę czy Uplink. Z nowości warto wymienić tryb Zarażony, w którym zabici stają się zarażonymi, a głównym celem gracza jest przetrwanie wśród nich.

Jako całość multiplayer w Call of Duty: Infinite Warfare nie zaskakuje, bowiem stanowi drobną ewolucję tego, co już dobrze znamy. Z jednej strony to dobrze, bo producent nie wywrócił do góry nogami tworzonego od lat ładu – większe zmiany obserwowaliśmy bowiem w Black Ops III w porównaniu do Advanced Warfare. Jeśli więc obawiacie się, czy tym razem odnajdziecie się w Call of Duty, to z całą pewnością stwierdzam, że tak. Oczywiście jeśli tylko konwencja BO III wam odpowiadała. Musicie się tylko przygotować na większą dynamikę starć, ponieważ ta odsłona Call of Duty wydaje się nieco szybsza od poprzedniej. Miejscami rozgrywka w multi może nawet sprawiać wrażenie chaotycznej. W moim odczuciu ten element gry nie jest więc najlepszym w całej serii, ale jednocześnie nie można go przekreślać. Nadal multi w Call of Duty dostarcza sporo dobrej zabawy i jest świetne, jeśli lubicie szybkie, krótkie i dynamiczne partyjki.

Gwiazdy w rolach głównych

Kampania dla pojedynczego gracza nigdy nie była tym elementem, dla którego miliony graczy decydowały się na zakup Call of Duty. Niemniej jednak, stanowiła zawsze świetny dodatek na przynajmniej kilka godzin intensywnej, wręcz filmowej rozgrywki. Nie inaczej jest tym razem, a nawet powiem więcej. Kampania w Call of Duty: Infinite Warfare jest jedną z najlepszych w całej serii mimo tego, że sam w strzelankach preferuję klimaty pokazujące realne i historyczne konflikty niż science-fiction (nie mówiąc już o przesycie sci-fi w ostatnich latach). W przypadku Infinite Warfare mamy jednak do czynienia z niezwykle dynamiczną akcją i dobrym scenariuszem, który trzyma w napięciu aż do samego końca. Dosłownie, bowiem dla samego zakończenia warto jest poświęcić około 6 godzin rozgrywki, nawet jeśli sam schemat fabuły jest oklepany jak twarz Popka po walce z Pudzianem.

Jedna z największych nowości w grze - możliwość pokierowania statkiem kosmicznym.
Jedna z największych nowości w grze – możliwość pokierowania statkiem kosmicznym.

W Call of Duty: Infinite Warfare przenosimy się do roku 2080, w którym to działa utworzony na Ziemi sojusz United Nations Space Alliance. Jego członkowie zaangażowani są w podbój układu słonecznego, ale jak to zwykle bywa, nie każdy jest zdania, że tego rodzaju Sojusz powinien działać. Utworzona zostaje alternatywa w postaci Settlment Defense Front, która rozpoczyna otwartą wojnę z UNSA od ataku na Genewę. Gracz kieruje poczynaniami kapitana Nicka Reyesa. Na jego barkach spoczywają losy Sojuszu, wraz z miliardami obywateli. Atutem kapitana jest nie tylko zgrana załoga, ale i ogromny statek wojenny Retribution, będący bazą wypadową do działań na planetach w całym układzie słonecznym.

Załoga Retribution w trakcie planowania kolejnego zadania. Gracz nie musi już tylko wybierać misji głównych, są też i poboczne.
Załoga Retribution w trakcie planowania kolejnego zadania. Gracz nie musi już tylko wybierać misji głównych, są też i poboczne.

Fabuła nie jest zaskakująca, ale postacie wykreowane przez twórców stanowią bardzo wysoki poziom, tak samo jak reżyseria kampanii. Dość powiedzieć, że za scenariusz odpowiada Brian Bloom, który ma na swoim koncie film Drużyna A z 2010 roku oraz Taylor Kurosaki. Ten drugi wcześniej pracował w Naughty Dog – wie zatem, jak pokazać ciekawą historię.

Ponadto, aby tradycji stało się za dość, w Call of Duty po raz kolejny zobaczymy znane twarze. W głównego antagonistę admirała Salena Kotcha wciela się aktor Kit Harington, który znany jest z roli Jona Snow z serialu Gra o Tron. Swojej facjaty oraz głosu użyczył też jeden z najlepszych na świecie zawodników UFC Conor McGregor, któremu przypadła rola towarzysza broni Reyesa kapitana Bradley’a Filliona. Poboczną rólkę dostał też mistrz świata Formuły 1 Lewis Hamilton – to dopiero ciekawostka! Ten na statku Retribution odpowiada za nadzór technicznej strony maszyny. Z kolei w polskiej wersji językowej słyszymy Jarosława Boberka i Olgę Bołądź. Znany z roli policjanta nieudacznika z serialu Rodzina Zastępcza Boberek, jak zwykle daje popis i wypada najlepiej spośród całej polskiej dubbingowej plejady. Tym bardziej należą mu się brawa, bowiem przypadła mu postać robota Ethana. Paradoksalnie, jeszcze nigdy żaden robot w grze nie był tak ludzki.

W polskiej wersji dubbingowej w rolę robota Ethana wciela się Jarosław Boberek. Bezbłędnie!
W polskiej wersji dubbingowej w rolę robota Ethana wciela się Jarosław Boberek. Bezbłędnie!

W przypadku kampanii fabularnej nie tylko obsada, fabuła i dynamika prowadzenia akcji zasługują na uznanie. Infinity Ward wprowadziło do rozgrywki kilka interesujących elementów. Po pierwsze prowadzimy walki powietrzne, wybierając misje dodatkowe pomiędzy głównymi zadaniami (w trakcie głównym zadań też znajdą się tego rodzaju epizody). Prowadzenie statków kosmicznych daje sporo frajdy, jest proste i nie wymaga większej wprawy. Nowe Call of Duty pod tym względem to nie jest symulator lotu na Księżyc, co niewątpliwie zaliczam jako kolejny plus.

Po raz kolejny producent Call of Duty sięgnął po gwiazdy. Tutaj mistrz świata Formuły 1 Lewis Hamilton.
Po raz kolejny producent Call of Duty sięgnął po gwiazdy. Tutaj mistrz świata Formuły 1 Lewis Hamilton.

Dodatkowo niektóre misje rozgrywają się też przy udziale zerowej grawitacji, co kompletnie zmienia dynamikę walki. Gracz ma nawet do dyspozycji wystrzeliwany na linie hak, którym przyciąga się do elementów otoczenia. Może też nawet przyciągać wrogów! Ktoś tutaj zapatrzył się na Just Cause? Na to wygląda.

Linka z hakiem w akcji czyli przyciąganie wrogich żołnierzy.
Linka z hakiem w akcji czyli przyciąganie wrogich żołnierzy.

W trybie kampanii nie uświadczymy też ani jednego ekranu ładowania, bowiem operacje związane z doczytywaniem się danych poziomów mają miejsce w tle (na przykład podczas niewymagających dużych zasobów systemowych rozmów załogi w windzie). Miejscami miałem jednak wrażenie, że to celowy zabieg, który nieco sztucznie przedłużyć ma długość trwania kampanii. W końcu ile razy możemy jechać tą samą windą lub łazić po kokpicie i hangarze statku?

Schodzimy na ziemię

Call of Duty: Infinite Warfare zapisze się w kartach historii gier, jako ta część popularnej serii, która nie zdobyła serca graczy. Niestety hejt przed premierą zrobił swoje, a dodatkowe trzy grosze dorzucił też Battlefield 1 – niezwykle ciepło przyjęty przez fanów wirtualnych strzelanek. Co by jednak nie powiedzieć o najnowszym Call of Duty, nie jest to tak zła gra jak ją malują hejterzy na forach. Jasne, nie jest też idealna, ale multi trzyma poziom poprzednich odsłon, choć daleko mu do ideału. Z kolei kampanii nie można odmówić tego, że potrafi skutecznie przykuć na kilka godzin przed ekran telewizora. Na dokładkę wydawca dorzuca też zremasterowane Modern Warfare w wersji Legacy Infinite Warfare, co również dla wielu osób może stanowić argument do zakupu recenzowanego tytułu.

Ocena: 4/5

Plusy:

+ scenariusz i reżyseria Kampanii, która trzyma w napięciu do samego końca,
+ grafika, która zachowuje płynność animacji i dobrze podkreśla wybuchowe sceny,
+ zręcznościowe sterowanie statkiem kosmicznym,
+ walki przy zerowej grawitacji,
+ różnorodne mapy w trybie multiplayer.

Minusy:

– mała liczba Kombinezonów w trybie sieciowym,
– rozgrywka w multiplayer nie wprowadza znaczących usprawnień,
– miejscami zbyt duży chaos w trakcie zmagań w sieci.

Gra testowana była w wersji na konsolę PlayStation 4. Screeny wykonała redakcja.

Robert Ocetkiewicz

Robert Ocetkiewicz

Fan wszelkiego rodzaju FPS-ów oraz wyścigów. Nie stroni również od gier sportowych i dobrych bijatyk w stylu Tekkena.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chronimy się przed spamem, dlatego prosimy, rozwiąż captcha zanim klikniesz WYŚLIJ:

42 Shares
Share42
+1
Tweet